27 listopada 2008

Bez komentarza.

Tak jak obok czerwona gnido.

Kilka słów o emigracji.

Stała się dziwna rzecz, nie cud, niemniej fakt godny odnotowania. Otóż natknąłem się na artykuł o emigracji. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że ma on sens!

Nareszcie ktoś postanowił wyłamać się ze szpaleru skundlonych pismaków produkujących artykuliki na zamówienie. No chyba, że tym razem zamówienie było na artykuł, w którym trzeba napisać prawdę, jeśli tak to zwracam honor.

Wbrew temu co stara się wmówić ludziom od ponad roku nie ma i nie było żadnej wielkiej fali powrotów z UK, zwłaszcza ostatnimi czasy, gdy funt drastycznie stracił w stosunku do złotówki. Bo niby dlaczego i do czego ludzie mają wracać? Odpowiedź jest prosta - do niczego. Jeśli dodamy do tego prosty fakt, że gro rodaków wyjeżdżających za chlebem nie należy do typu sentymentalistów od razu widać, że fala powrotów jest po prostu fikcją. Wracają najczęściej Ci, którzy osiągnęli postawione sobie cele, choć i tak wielu się zastanawia. A reszta? Reszta pomimo tego, że niewątpliwie tęskni za ojczyzną raczej nie spieszy się do tego żeby zamienić wygodne życie i godną płacę na rzeźbę w gównie i życie od 1 do 1. Proste, prawda?

Wielkie powroty my ass!

09 listopada 2008

Kanapka z serkiem... :)

Zapraszam na małą porcję rozrywki! A ściślej mówiąc na "sandwicza" z serkiem, vide dlaczego Obama nie zostałby prezydentem w Polsce :-)

01 listopada 2008

Względność czasu w praktyce...

Zapewne wielu z Was słyszało o tym, że czas jest pojęciem względnym, tudzież o tym, że wszystko jest względne. Być może niektórzy z Was sądzą, że ta względność to tylko ściema. Otóż nie! Nic bardziej mylnego, czas jest jak najbardziej pojęciem względnym i są na to dowody!

Podobnoć mamy XXI wiek...

Nie wszędzie...

20 października 2008

100% pure nonsens.

Niejednokrotnie szydziłem z obrońców praw dżdżownic i im podobnych popaprańców. Niejednokrotnie też zadawałem sobie pytanie, co dalej? Jaki absurd zrodzi się w ich przesiąkniętych ultratolerancją głowach? Usnułem kilka teorii - głównie na potrzeby szyderstwa. Jedną z nich była obrona praw marchewek, no bo w sumie to kto wie, może taka marchewka odczuwa ból i nie można jej pozostawić na pastwę losu...

Jako, że są na tym świecie rzeczy, o których się nawet filozofom nie śniło (od razu widać, że nie żyli w naszych wesołych czasach), to kolejny raz na własne oczy ujrzałem "cud" zatytułowany A absurd ciałem się stał...

Tak, tak, nie ma rzeczy niemożliwych! Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia, bo głupota z całą pewnością już dawno temu przekroczyła wszelkie granice. A co dalej? Wolę nie myśleć...
(Wiem, powtarzam się...)

12 października 2008

You`re havin` a bubble mate, arent ya?!

Zapraszam do obejrzenia materiału zrealizowanego przez CNN w ramach cyklu Eye on Poland, bohaterem jest Pan Bielecki i muszę przyznać, że nie podejrzewałem, że potrafi być tak zabawny, zwłaszcza, gdy porównuje Polskę do zamku, zresztą zobaczcie sami...

09 października 2008

05 października 2008

Potęga smaku, czyli pamięć po komunizmie vol. 2

Jakiś czas temu rozwodziłem się nad kształtem pamięci po komunizmie w polskim społeczeństwie. Skupiłem się wtedy na kwestiach związanych z lustracją oraz na tym jak postrzegają minioną "epokę" młodsze pokolenia. Chciałbym wzbogacić swoje rozważania o mały szkic postaw jakie można zaobserwować u ludzi nieco starszych.

Postawy te należą do nadzwyczaj ciekawych i warto im się bliżej przyjrzeć. Co czyni je tak ciekawymi? To, że występują wyłącznie u szarego zjadacza chleba. Nie u partyjnych aparatczyków, czerwonego betonu, byłych ubeków, itp. Innymi słowy u nikogo, kto mógł czerpać realne korzyści z faktu życia w kraju "Demokracji Ludowej".

Mam na myśli wszystkich tych, którym PRL zabrał młodość i większość dorosłego życia, a pomimo tego, z uporem godnym wyższej idei, twierdzą, że za komuny było lepiej!


Niewątpliwie niektórym było lepiej, lecz jak już wspomniałem wyżej nie o nich będzie mowa. Pomówmy o Kowalskim, o Nowaku i pani Jadzi ze spożywczaka... Czy im było lepiej? Ano było... Smutne, ale prawdziwe. Życie to sen wariata, nieprawdaż? Mowa tu sznycie człowieka, któremu niewiele do szczęścia potrzeba. W tym miejscu konieczna jest dygresja, nie chodzi mi o poetycko-filozoficzne ujęcie tego stwierdzenia, nie. Nie mam na myśli ludzi cieszących się szumem drzew i łanów zboża, podziwiających zachody słońca i błękit nieba. Mam na myśli ludzi "ciosanych z kartofla", którzy idealnie wtopili się w socrealistyczny krajobraz. To ci, którzy po kres swych dni będą wychwalać wczasy pod gruszą, m3 w śmierdzącym bloku, talon na małego fiata i pracę spod znaku czy się stoi czy się leży...
Właśnie oni byli i są po dziś dzień wiernymi obrońcami PRL.

I tu jest pies pogrzebany, właśnie dzięki zastępom kartoflanych ludków i im podobnych PRL miał szanse na zaistnienie i na trwanie. Niestety jak pokazuje życie niewielu ludzi jest tego świadoma. Daltoniści i ślepcy oraz demagodzy szerzący relatywizm moralny odwracający kota ogonem, tych nie brakuje. Oni zadbają o to by kaci stali się bohaterami a kundle salonowymi pudelkami. Przecież nie było nic złego w sprzedaniu się czerwonym, donoszeniu, położeniu uszu po sobie i biernym patrzeniu na to jak gnojony i niszczony jest polski naród, skądże, takie były czasy, inaczej się nie dało...

Śmiem wątpić. Byli i tacy, którzy nie stali bezczynnie. Tacy, którzy się nie sprzedali i chcieli walczyć. Ludzie, którzy mieli świadomość tego, że system totalitarny oparty jest nie tylko na aparacie przymusu, wojsku, milicji i skurwysynom z bezpieki. To coś więcej, o wiele więcej. To skomplikowany organizm, sprytna machina, która do poprawnego działania potrzebuje wielu trybów i trybików. Kartoflane ludki jak ulał pasowały do tego by stać się materiałem na trybiki totalitarnej machiny. Twierdzę, że PRL nie byłby tym czym był, gdyby nie rzesze skundlonych "maluczkich", wszystkich tych, którzy położyli uszy po sobie. Mierny, bierny ale wierny - czerwoni wiedzieli jaki "potencjał" drzemie w takich ludziach i świetnie go wykorzystali.

Skundlenie całego narodu nie byłoby możliwe bez ziarna skundlenia, które drzemało w wielu z naszych rodaków, czerwoni stworzyli mu dogodne warunki, by mogło wykiełkować i rosnąć. Gorzkie żniwa zbieramy po dziś dzień.

Jest to dla mnie bardzo przykry fakt, zwłaszcza, że zgadzam się z tezą, że "w gruncie rzeczy była to sprawa smaku".

21 września 2008

Bij helmuta!

Coś z serii czwarty rodzaj prawdy.

To, że sporej części populacji kompletnie poprzewracało się w dupach wiadomo nie od wczoraj. Nie znaczy to jednak, że nie powinno się o tym mówić!

Oto czytamy, że wg Komitetu Helsińskiego premier Donek odbiera pedofilom "człowieczeństwo a w rezultacie podstawowe prawa". Jakie to smutne. Jakie to smutne, że są na tym świecie ludzie, którym się wydaje, że ktoś kto gwałci dzieci zasługuje na jakiekolwiek prawa. No może poza jednym, ma prawo smażyć się w piekle. Jako, że kwestie tego co i czy w ogóle kogo czeka w zaświatach należą do spornych, to na razie nie będę się nimi zajmował. Chcę z całą stanowczością stwierdzić, że
w moich oczach ludzie dopuszczający się gwałtu na dziecku automatycznie pozbawiają się wszelkich praw. Nazwałbym ich bydlętami, gdybym jednak to zrobił byłbym bardzo niesprawiedliwy w stosunku do zwierząt. Dla mnie ludzie ci mają tyle samo praw co psie gówno na środku chodnika. Trzeba je zamieść i wyrzucić do śmieci, bo inaczej ktoś może w nie wdepnąć. Wiem, że obrońcy praw człowieka i dżdżownic odsądzą mnie od czci i wiary i z chęcią wpiszą na listę oczekujących na spalenie na stosie (w imię tolerancji rzecz jasna). Jak się zapewne domyślacie mam to w głębokim poważaniu.
Mam małą prośbę do obrońców praw dżdżownic, zadajcie sobie jedno, zajebiście ważne pytanie, co byście zrobili z facetem, który miał "okoliczność" z waszą 5 letnią córką? Daję wam z nim 10 minut w pustym, dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, potem możemy porozmawiać o prawach człowieka.

To jeszcze nie koniec rozrywki. Nasi ulubieni sąsiedzi (exequo na wespół z Rosją) nie ustają w swojej szlachetnej misji pisania historii na nowo. Przyznam się bez bicia, że nie wiem ile jest prawdy w tym, że Niemcy byli zmuszani do pracy, jest to oczywiście możliwe, nie mam jednak zamiaru sprawdzać wiarygodności tych informacji. Powód jest bardzo prosty, nie jest to istotne, to po pierwsze, a po drugie, nazwanie Europy środkowschodniej gigantycznym obozem pracy jest absurdem o tak niewyobrażalnych proporcjach, że nie wymaga dalszego komentarza. Nie zmienia to faktu, że komenatarz do działalności Steinbach i jej podobnych jest konieczny. Nie będę się silił na finezję ani elaborował, sprawa jest prosta, to WY rozpoczęliście wojnę, WY byliście agregosarami a my ofiarami. To WY byliście skurwysynami a nie my! Jak widać Steinbach et consortes postanowili, że nie sprzeniewierzą się tradycji faterlandu i będą ją pieczołowicie pielęgnować krzewiąc skurwysyństwo na wszelkie możliwe sposoby. Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale pod Berlinem już chyba byliśmy, czyżby zbliżała się pora na bis?

Oddal się szybko w nieokreślonym kierunku, vel Wujek Staszek...

Zapraszam na komentarz do wypocin (żeby nie powiedzieć wysraczyn) niejakiej Pani Środy. Trzeba Wam wiedzieć, że Pani Środa pełni zaszczytną funkcję pełnomocnika rządu do spraw równo upośledzenia i czegoś tam, a w wolnych chwilach, mniej lub bardziej regularnie "wypróżnia" się na łamach portalu Wp.pl.

Wspomniane wypróżnienia przebiegają wg prostego schematu, bełkot, lament, bełkot, , jebanie Polski, bełkot, jebanie katolików, bełkot, jebanie ciemnogrodu, bełkot. Kolejność nie gra tu większego znaczenia. Pani Środa daje się poznać jako osoba konsekwentna, która wkłada dużo wysiłku w to, aby jej "felietony" były utrzymane na podobnym poziomie. Jako, że poziom ten w większości przypadków oscyluje gdzieś pomiędzy całkowitym dnem i szlamem, czasem (ale tylko czasem) skrajnym absurdem, którego nie powstydziłby się sam Monty Python, to osiągnięcie zamierzonego efektu nie nastręcza specjalnych trudności.

Jak z pewnością zauważyliście do tej pory nie pokusiłem się o skomentowanie mądrości jakimi raczy nas Pani Środa. Powód jest prozaiczny, uważam komentowanie tego rodzaju postępowo lewackiego bełkotu za stratę czasu. Jednakże, gdy przeczytałem poniższe słowa:
"W Europie, Polska z kraju, który należał do politycznej awangardy, staje się kuriozalnym katolickim zaściankiem, odrzucającym, coraz jawniej, idee równości, emancypacji i sprawiedliwości społecznej na rzecz tradycji i religijnego fundamentalizmu".
stwierdziłem, że nie mogę pozostawić ich bez odzewu. Nie wiem czy Pani Środzie znana jest postać Wujka Staszka Mistrza Ciętej Riposty, ale idąc za jego wzorem, mam jej do powiedzenia jedno: oddal się szybko w nieokreślonym kierunku (najlepiej z dala od Polski).

Cosmodupitan e tutti quanti, vel Wujek Dobra Rada.

Kiedyś jeden z moich kolegów powiedział: "Jak kiedyś się ożenię, to jedyną rzeczą jakiej zabronię mojej żonie będzie czytanie cosmo..." Nie wiem czy wprowadził to zacne postanowienie w życie, wiem za to, że ludzi odpowiedzialnych za redagowanie takich pism należy sądzić, bo na leczenie jest już stanowczo za późno.

Trafiłem dziś na wielce ciekawy news, o równie ciekawym i wszystko mówiącym tytule Jesteś moim przyjacielem? To zrób mi dziecko. Poruszony jest w nim bardzo istotny problem. Mianowicie co ma zrobić kobieta, gdy jej rycerz na białym rumaku utknął w korku i niestety nie może dojechać na czas, ona zaś zaczyna odczuwać ucisk macicy na mózg (wiem z tym mózgiem to trochę po bandzie pojechałem).

"Bo jak znaleźć mężczyznę, który będzie jednocześnie męski i zadbany, będzie potrafił zarobić pieniądze, ale doceni również karierę zawodową swojej ukochanej, a do tego życie u jego boku będzie ekscytujące i pozbawione rutyny?" Zaiste, oto jest pytanie! Nie martwcie się jednak drogie dzieci! Z odsieczą przybywa Wujek Dobra Rada! Drogie Panie, rozwiązanie waszych problemów jest banalne. Po pierwsze, primo, należy przestać faszerować sobie głowę pismami typu cosmodupitan, które w każdym wydaniu prezentują tysiąc "dobrych" rad na to jak zdobyć faceta, jak mu dobrze zrobić laskę, jak długie tipsy nosić, ile zjeśc liści sałaty by dobrze wyglądać i jak skutecznie pieprzyć się po kątach. Po drugie, primo, wyjąć głowę z dupy! Problemy znikają jak ręką odjłął!

Nie tak dawno temu, wspominałem o kryzysie instytucji małżeństwa, jak widać naturalną jego konsekwencją jest kryzys instytucji rodziny. Dziecko potrzebuje matki i ojca (dla tych bardziej europejskich wersja dla 6 latka, matka = kobieta, ojciec = mężczyzna) i tyle w tym temacie.

Przykrym jest fakt, że wiele kobiet poddając się lewacko feministycznym trendom uwierzyło w to, że mogą zjeść ciasto i mieć ciasto.

Na koniec czas na truzim! Jako, że nie można mieć wszystkiego, a życie to sztuka wyboru, proponuję żeńskiej częśći populacji dobrze się zastanowić nad tym, czego tak naprawdę chcą w życiu.
a) 15 orgazmów jeden po drugim (copryright by Cosmpodupitan), kariery, jędrnych
pośladków, emancypacji, bla, bla, bla, bla...
b) mieć normalną rodzinę.

PS
Powyższe proszę uznać za nieobowiązujące dla opcji "Weź pigułkę! Weź pigułkę!" Choć jak widać to na razie ani cosmo ani feministki z naturą jeszcze nie wygrały!

20 września 2008

Kwintesencja tolerancji.

Jeżeli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego jak powinna zachowywać się osoba, która pragnie się mienić tolerancyjną niech je czym prędzej porzuci! Oto przykład!

[...] Lewaccy bojówkarze w imię tolerancji obrzucili przeciwników kamieniami [...]

Dalszy komentarz wydaje mi się zbyteczny.

PS
Jako, że wielokrotnie zarzucano mi brak tolerancji (nie mam pojęcia dlaczego), oświadczam, że pragnę dowieść, że oskarżenia te są całkowicie bezpodstawne. Dlatego też jutro z samego rana zaopatrzony w nieoheblowaną deskę wyruszę na ulice szerzyć za jej pomocą tolerancję. Rzecz jasna zacznę od czerwonych.

31 sierpnia 2008

Planety małp ciąg dalszy.

Jakiś czas temu naśmiewałem się z Europy twierdząc, że niedługo będzie można w niej poślubić kozę. Ależ byłem naiwny i niedoinformowany.

Dziś rano oddając się rytualnemu, porannemu podwyższaniu ciśnienia tętniczego za pomocą lektury doniesień z kraju i świata przeczytałem, że w Indiach odbył się masowy ślub czworonogów. Niecywilizowany kraj, niecywilizowane obyczaje, proste. Wiedziony zwykłą, ludzką ciekawością dotarłem do innych informacji. Jak widać Eurokołchoz sromotnie przegrał walkę o prymat na tym polu zidiocenia.

Z całą pewnością jego włodarze bardzo ubolewają nad tym faktem i w pocie czoła obmyślają strategię, dzięki której będą mogli odkupić swoje winy. Strach pomyśleć jaki kretynizm będą musieli spłodzić by dorównać tym przytoczonym powyżej!

I niech ktoś mi powie, że w dzisiejszych czasach nie istnieje kryzys instytucji małżeństwa!

17 sierpnia 2008

Czas na cytat...

Pragnąc uspokoić niezliczone rzesze zaniepokojonych czytelników spieszę donieść, że żyję i mam się dobrze.

W kraju i na świecie jak zwykle wiele się dzieje. A ja ostatnio najnormalniej w świecie nie mam siły tego komentować. Faktem jest, że ostatnio nie mogę narzekać na nadmiar wolnego czasu, a i zajęcie, któremu się ostatnio oddaję (20 metrów ponad chodnikami) nie sprzyja tworzeniu wpisów, szczerze powiedziawszy, to chyba niczemu nie sprzyja.

Brak siły i chęci to jedno. A drugie? Drugie to po prostu coś co można nazwać załamką. Co jakiś czas dopada mnie stan załamania, który potrafi pozostać ze mną przez jakiś czas. Znacie takie powiedzenie: siąść i płakać? Właśnie tak mam. Dowiaduję się o kolejnym kretynizmie, albo skurwysyństwie i jedyne co chcę zrobić to siąść i płakać...

Pozwólcie więc, że tym razem za komentarz do otaczającej nas rzeczywistości posłuży cytat pana widocznego na obrazku: "Only two things are infinite, the universe and human stupidity, and I'm not sure about the former."

19 lipca 2008

I kto to mówi vol. II

Amerykanie nie chcąc uchodzić za naród obdarzony mniejszym poczuciem humoru niż Francuzi postanowili wystosować rezolucje. Jest w nich mowa o tym, że Polska (między innymi) jest "be" bo nie kwapi się do oddawania zagrabionych majątków ich właścicielom.

Nawet nie będę się silił na oryginalność i powiem, może najpierw sami oddacie to co zabraliście rodowitym amerykanom, a dopiero potem zaczniecie przyganiać innym? No chyba, że jak Kali ukraść krowa to dobrze... Skoro jestem przy temacie, to jeśli USA tak świetnie odnajduje się w roli trybuna ludowego to może powinno także upomnieć Niemcy by sypnęły nam jurkami w ramach rekompensaty za małą pożogę jaką po sobie zostawili nie tak znowu dawno temu?

Ah ten rasizm...

Nieco spóźniony komentarz do jakże ciekawej konkluzji zrodzonej w ojczyźnie fish and chips.

Jak widać walka z rasizmem (i z innymi izmami) zatacza coraz szersze kręgi. Fakt, lepiej zapobiegać niż leczyć, a im wcześniej zacznie się zapobiegać, tym lepiej. Przyznaję, że układa to się w pewną logiczną całość. Co nie zmienia faktu, że bardzo ubolewam nad tym, że ktoś kiedyś nie wpadł na podobny pomysł i nie zaczął zapobiegać wodogłowiu, na które z dużą pewnością cierpią autorzy raportu.

Można by tę sytuację skwitować lakonicznym stwierdzeniem: Don`t blame them, the`re English! Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, iż jestem zdania, że samo bycie anglikiem zobowiązuje do prezentowania swoją postawą skrajnego debilizmu, choćby od czasu do czasu. Tym razem jednak powyższe stwierdzenie nie wystarczy. Mówimy o dzieciach! O istotach, które są niewinne i jeszcze nieskażone łajnem tego świata. Wiem, że w założeniu i wiem, że do czasu, niech jednak pozostaną takimi jak najdłużej. Mieszanie dzieci i ich upodobań kulinarnych do pokrętnej logiki rozbisurmanionej politycznej poprawności jest bardzo przykrym nieporozumieniem. Nieporozumieniem tym bardziej przykrym ze względu na fakt, że może się ono okazać brzemiennym w skutkach. Hordy piewców nowego porządku świata jeszcze nie raz zdąża "zgwałcić" ich umysły, bez obaw, ale czy muszą zaczynać już od przedszkola?

10 lipca 2008

I kto to mówi?!

Zapraszam na solidną porcję rozrywki w wykonaniu przedstawiciela jednego z moich ulubionych "państw". (Cudzysłów jest konieczny, gdyż należy pamiętać, że Francja nie jest przecież prawdziwym państwem!)
O ile zgadzam się z Sarkozym co do tego, że Europa ma już dość tchórzliwych przywódców, to co jak co, ale Francja wypominająca Polsce tchórzostwo to już lekka przesada. Czy to czasem nie ten kraj, który nie może sobie na własnej ziemi poradzić z hołotą, którą sam sobie sprowadził? Nie wspominając już o niezwykłej waleczności jaką żabojady mogły się wykazać podczas drugiej wojny.

Zdaję sobie sprawę z tego, że Polska nie po raz pierwszy krzyżuje szyki włodarzom Eurokołchozu, wiem, że to doskwiera, cóż jednak mogę powiedzieć? Przyzwyczajcie się! My już tak mamy. A tak przy okazji, Panie Sarkozy, nie trzeba przypadkiem gdzieś pod Paryżem gasić samochodów, bo ktoś pierdnął?

28 czerwca 2008

Dolina Nicości i potęga relatywizmu.

Wczoraj skończyłem lekturę ostatniej powieści Wildsteina pt. Dolina Nicości. Książka ta, choć nie budzi tylu emocji co publikacja o Bolku, to w skuteczny sposób zdołała podnieść temperaturę w polskiej blogosferze (i nie tylko).

Jest to ten rodzaj książki, dla którego najważniejszymi kryteriami oceny nie będą wyszukane metafory, piękno użytego języka, czy też wysublimowany styl. W tym przypadku nie może być mowy o przewadze formy nad treścią. Treść gra tu pierwszoplanową rolę.

Szukam w głowie słów jakimi mógłbym posłużyć się, by naszkicować treści zawarte w książce. Przed oczami, nie wiedzieć czemu, pierwsza staje mi satyra. Nie, zdecydowanie nie, może tragikomedia? Tragedia, owszem, z komedią już ciężko. Zaraz potem przypomina mi się krótki opis z jednej księgarni wysyłkowej: "[...] w bezkopromisowy sposób obnaża mechanizmy rządzącę polską polityką". Dobre, może by sparafrazować? Nie. Ona niczego nie obnaża. Wildstein w swej książce po prostu opisał polksą rzeczywistość, taką jaką jest, taką, jaką każdy ma okazje oglądać na codzień. Tylko tyle i aż tyle.

Skłamałem, nie każdy, powinienem powiedzieć każdy, któremu oczy nie zarosły czerwonym bielmem, a jego mózg nie przesiąkł propagandą spod znaku Gówno Prawdy. Wildstein mówi o rzeczach oczywistych, które bardzo łatwo można wyczytać z pomiędzy wierszy. Jednakże jak powszechnie wiadomo czytanie pomiędzy wierszami wymaga pewnego wysiłku intelektualnego, od którego Kowalski jeżeli tylko może stara się uciec. Co nota bene jest mu na każdym kroku ułatwiane. Nie na darmo mamy elity intelektualne i autorytety moralne stojące na straży słusznych postaw i poglądów w społeczeństwie, podczas gdy umęczone mózgi maluczkich mogą popaść w błogi letarg. Dlatego też, bardzo dobrze się dzieje, że są ludzie, którzy decydują się pisać o rzeczach oczywistych, gdyż jak już wcześniej wspominałem, o nich nigdy za wiele. Zwłaszcza w czasach, w których nic nie chce być już czarne i białe, teraz mamy tysiąc odcieni szarości.

Z tego co zdążyłem zauważyć książka spotkała się z raczej chłodnym przyjęciem. Nic dziwnego, w końcu opisuje niewygodną prawdę, przedstawia zakłamanie i fałsz, "demaskuje" modus operandi sitwy panoszącej się w naszym kraju, mówi o zdradzie i egoizmie. Co gorsza posługuję się przy tym prawdziwymi postaciami i zdarzeniami. A to boli czerwonych i ich pomagierów, oj boli.

Treści jako takiej zdradzać nie będę. Może jeszcze kilka słów o formie. I ona spotkała się z krytyką, mniej lub bardziej konstruktywną, ale tym razem zasłużoną. W Dolinie znalazło się sporo "przedobrzonych", nieco pretensjonalnych ze względu na swoją konstrukcję opisów, które miejscami czynią lekturę nieco "toporną". Jeśli posłużyć by się językiem recenzentów gier komputerowych, można by powiedzieć, że przez nie powieść traci na miodności.
Nie zmienia to faktu, że książka jest strzałem w 10 i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Rzecz jasna nie odnosi się to do to czerwonych, im może ona co najwyżej podnieść ciśnienie.

Jak jednak wspomniałem na początku, w Dolinie najważniejsza jest treść! Reasumując, dobra robota Panie Wildstein.

Będąc przy Wildsteinie pozwolę sobie na skromny do komentarz do filmu pt. "Trzech kumpli" wyemitowanego na antenie TVN (również niedostępny na YT). Film opowiada historię Wildsteina, Pyjasa i Maleszki. Jako, że film mówi o służbach bezpieczeństwa, kapusiach, lustracji i nie do końca wyjaśnionym morderstwie stał się przedmiotem ożywionej dyskusji. Dyskusja, jak zresztą każda inna choćby ocierająca się o temat lustracji, przebiega według schematu odwracania kota ogonem, wzajemnych oskarżeń i robienia ludziom wody z mózgu. Nie będę się jej na temat rozwodził, gdyż uważam, że nie ma nad czym. Przytoczę za to pewien cytat z ww. filmu, który w świetny sposób obrazuje sposób myślenia czerwonych, oraz tego jak niebezpieczna jest jedna z ich ulubionych broni - relatywizm. W filmie wypowiada się były minister MSWiA, który sprawował tę funkcję, o ile się nie mylę, w roku `90-tym. Zapytany o Maleszkę, mówi, że jest przeciwnikiem lustracji, a zwłaszcza takiej prywatnej, bez sądu, dowodów.... Na co reporterka: Przecież Maleszka się przyznał! - To nieważne....

Niech ktoś mi powie jak te gady ugryźć? Będą istniały podejrzenia - powiedzą, że nonsens, oczernianie, niczym nie potwierdzone plotki, znajdą się ludzie, którzy je potwierdzą - powiedzą, że kłamią, bo są zawistni i chorzy, znajdą się dokumenty (vide dowody) - powiedzą, że to ubeckie świstki i fałszywki, ktoś się przyzna bez bicia - powiedzą, że to nieważne....

Tak działa relatywizm. Tak działają czerwoni. Nieważne.... Ważne jest jedynie to, żeby ich czerwone zady były bezpieczne. W tym celu są gotowi dokonać każdej modyfikacji rzeczywistości. I pamiętajcie, posłużą się w tym celu wszystkimi dostępnymi im środkami, a mają w czym przebierać!