07 marca 2011

Soul food.

Dziś coś dla ucha i dla oka - jeśli ktoś jest uczulony na język niemiecki - tylko dla oka. Samy Deluxe i Stumm.

Zasłyszane czyli trudny język ojczysty.

"[...] musimy jakby nauczyć się zacząć żyć ze sobą". - bo  teraz już nic nie jest jednoznaczne i jasne, tylko jakby jasne.

"[...] walczymy o godność do pracy i do płacy". - ???

Coś z innej beczki, ale też dobre

"[...]  ja, to jak sobie robię rano śniadanie to nie kroję bułek, po chuj mam czas marnować? Kładę wędlinę na górę i już".

 

06 marca 2011

Szpiedzy specjalnej troski.

Jakiś czas temu zacząłem oglądać serial zatytułowany "Czas honoru". Akcja rozgrywa w się podczas II WŚ w Warszawie, a głównymi bohaterami są Cichociemni. O ile z wiadomych względów nie spodziewałem się cudów, to ucieszyłem się, że ktoś zrobił film o ludziach, o których przez wiele lat milczano. Niestety moja radość nie trwała długo.

Serial ten jest niestety kolejnym dowodem na to, że polska kinematografia sięgnęła dna i że może być już tylko gorzej. Zacznę od tego, co mnie najbardziej boli, gdy oglądam Czas honoru. (Tak, jestem twardy - obejrzę do końca). Boli mnie sposób w jaki przedstawia się ludzi tworzących polskie podziemie oraz Cichociemnych. Gdyby ludzie ci wykazywali się takim poziomem debilizmu i absolutnym brakiem profesjonalizmu, to podziemia by po prostu nie było, a nawet gdyby było, to nie wytrwałoby by miesiąca. Niektórzy mówią, że nie jest to serial historyczny, tylko sensacyjny, dlatego też nie można mieć mu za złe tego, że nie oddaje realiów. Nie zgadzam się. Można zrobić serial sensacyjny osadzony w realiach historycznych i świetnie pogodzić jedno z drugim - trzeba tylko chcieć i włożyć w to odpowiedni wysiłek. To po pierwsze. Po drugie - moim zdaniem nic nie jest w stanie usprawiedliwić kretynizmu jakim po brzegi napakowana jest ta produkcja. Nie jestem ekspertem w dziedzinie wywiadu, konspiracji czy też prowadzenia działań wojskowych, jednakże skromna wiedza jaką posiadam na ten temat + zdolność logicznego myślenia pozwalają mi stwierdzić, że Czas jest głupszy niż ustawa przewiduje. Zrzut - w samolocie ma miejsce akcja darcia zdjęć ukochanych - w końcu konspiracja musi być, ale zagraniczne fajki w kieszeni w razie czego na pewno nie wzbudzą podejrzeń. Cała grupa zostaje skierowana do miasta, w którym mieszkała przed wojną, by beztrosko na ulicy wymieniać się spostrzeżeniami w stylu "okupacyjna taksówka taka jaką nam pokazywali na szkoleniu w Anglii". Każdy z Cichociemnych pomimo zakazu, zdrowego rozsądku, logiki i instynktu samozachowawczego spotyka się ze  swoimi narzeczonymi, matkami, żonami i kochankami. Aby zmylić gestapo spotykają się zawsze w tych samych miejscach. Rannych także zawożą do tego samego szpitala, w którym pracuje matka dwójki bohaterów - w końcu nie ma jak sprawdzony lekarz. Na tym jednak nie koniec. Zabawa dopiero się zaczyna. Jeden z bohaterów zostaje złapany i trafia w ręce Gestapo, potem zostaje odbity. Co dzieje się dalej? Czy zaszywa się  najgłębiej jak tylko może,daleko od warszawy? Wraca do Anglii? Otóż nie. Wtedy film nie byłby ciekawy. Zatrudnia się w Reichsbanku! Narzeczona jednego z Cichociemnych, której udało się wyrwać z rąk Gestapo w ramach ukrywania się paraduje radośnie po Warszawie w towarzystwie narzeczonego - należy dodać, że przed wojną była znaną aktorką. Inny Cichociemny najpierw spotyka się z narzeczoną w Getcie, potem ją z niego wyciąga, a potem robi zaproszenia na ślub - potem gości aresztuje Gestapo.... Żeby było jeszcze weselej, to nasi bohaterowie są przydzielani do różnorakich zadań w sposób, jakby to powiedzieć, losowy, no w każdym razie ja mam takie wrażenie. Dziś podrabiasz kennkarty, jutro napadasz na bank, a pojutrze wysadzasz pociąg - potem się zobaczy. Dla pocieszenia dodam, że debilizm polskiego podziemia jest równoważony debilizmem Abwehry tudzież Gestapo - np. po wprowadzeniu do struktur podziemia swoich szpiegów ci składają meldunki na Szucha, aha żeby było ciekawiej wszyscy noszą te same koszule wyprodukowane w Niemczech....  Jak się zapewne domyślacie lista niedorzeczności jakie pojawiają się w serialu mogłaby się ciągnąć jeszcze długo, myślę jednak, że te przedstawione powyżej dają wystarczające wyobrażenie o poziomie tej produkcji. 

Kolejna rzecz to drewno. Drewno, które zasiliło obsadę w ilościach uniemożliwiających dźwignięcie się tej produkcji ponad poziom szlamu choćby na chwilę. Domyślam się czym kierowano się przy doborze obsady - nie urodziłem się wczoraj. Nie wiem tylko co miało kluczową rolę - to że drewna jest więcej niż prawdziwych aktorów, to, że żyjemy w Polsce i liczy się czyim jest się synem/córką lub/i kogo się zna, a nie czy się coś potrafi, czy to, że ludzie (nie wiedzieć czemu) lubią patrzeć na Zakościelnego. 

Kolejną sprawą jest reżyseria, na którą widać, że był pomysł, szkoda tylko, że chybiony i to zupełnie. Wstawki z materiałów archiwalnych służące jako "przerywniki/przejścia" pomiędzy scenami są dla mnie niezwykle irytujące, zwłaszcza, że są one zawsze takie same. To samo się tyczy tych samych ujęć wykorzystywanych na okrągło. Na kilka anachronizmów można przymknąć oko, choć nie wierzę, że sporych rozmiarów antena satelitarna odbijająca się w przedniej szybie ciężarówki nie mogła zostać komputerowo usunięta. 

Reasumując - pomimo wszystkiego co napisałem powyżej, dobrze, że powstał serial o Cichociemnych. Szkoda, że tak naprawdę oglądając go jedyne co można się dowiedzieć, to to, że ludzie tacy istnieli - cała reszta rzadko kiedy ma sens (a przepraszam, wydaje mi się, że mundury, broń, pojazdy itp. są ok). Niestety pod tym względem produkcja ta nie wyróżnia się zbytnio od innych. Filmy opowiadające historię Nila, Pileckiego, czy też Katyń także pozostawiają sobie wiele do życzenia, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób w jaki zostali przedstawieni tam główni bohaterowie - najsłabiej wypada chyba Pilecki. Z pewnością długo jeszcze trzeba będzie czekać na rzetelne opracowanie tej części naszej historii, zwłaszcza, że pośród wielu ludzi popularnym jest pogląd, że historii już starczy i nie ma sensu się w nią zagłębiać - przecież to było i minęło.... Nie zmienia to faktu, że AK należy się historyczne opracowanie z prawdziwego zdarzenia - a takiego moim zdaniem ciągle brak.

05 marca 2011

Freundschaft uber alles.

Zapraszam do lektury artykułu pod tytułem "Polska partia w Niemczech". Jest nie tyle ciekawy, co pouczający. Otóż polakom w Niemczech ciągle nie przywrócono statusu mniejszości narodowej, dlatego też ktoś wpadł na pomysł, żeby założyć partię i w ten sposób dochodzić praw polaków w Reichu. 
O ile pomysłu jako takiego nie potępiam, to uważam, że nie tędy droga. Dlaczego? A no dlatego, że bardzo mocno wierzę w ideę wzajemności. Skoro Niemcy mają w Polsce status mniejszości i wiążące się z nim benefity, to chyba nie jest dziwnym, że Polacy w Niemczech domagają się tego samego, zwłaszcza, że, jak można dowiedzieć się z artykułu, Polaków w Reichu jest 1,5 miliona - nie w kij dmuchał. No, ale jak świat światem - a nie, zaraz to chyba o kacapach... no nieważne Jak światem ani helmut ani kacap nie będzie nam bratem, więc przywileje dla mniejszości polskiej w BDR można włożyć między bajki. Co z tym zrobić? Kierując się wspomnianą zasadą wzajemności odebrać Niemcom mieszkającym w Polsce status mniejszości i po sprawie. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie... - proste prawda? Niestety nie wiedzieć czemu proste rozwiązania, które jak wiadomo często bywają najlepsze, nie cieszą się ostatnimi czasy zbytnią popularnością.

24 lutego 2011

O edukacji raz jeszcze.

We Francji czy Hiszpanii repetuje nawet co trzeci uczeń, u nas tylko 5,3 proc. - ujawnia "Rzeczpospolita".

 Patrząc na powyższe zdanie można by pomyśleć, że Polska to kraj ludzi genialnych - nic bardziej mylnego. Z artykułu dowiadujemy się, że taki stan rzeczy jest wynikiem promowania uczniów na wyrost oraz dbania o opinię szkoły. Nic nowego. Nie od wczoraj wiadomo, że w niektórych przypadkach repetowanie klasy nie zda się absolutnie na nic, a nauczyciele z chęcią pozbędą się ucznia stwarzającego problemy. Pompowanie statystyk w celu poprawienia wizerunku szkoły też chyba specjalnie nikogo nie dziwi. Pytanie tylko czy tak powinno być? Czy należy jeszcze bardziej pogrążać i tak już ledwo zipiący system edukacji? Czy warto produkować kolejnych analfabetów mogących się szczycić takim czy innym dyplomem dla świętego spokoju czy też statystyk? Odpowiedź oczywiście brzmi nie, niestety jednak niczego to nie zmienia. Logika swoje, a słupki swoje. Takie życie. 

W dalszej części artykułu czytamy, że Eurokochłoz dąży do ograniczenia "drugoroczności", gdyż jest to zjawisko niekorzystne społecznie, ekonomicznie i psychologicznie. No proszę, jesteśmy o krok przed UE! Niestety nie ma się z czego cieszyć. Stanowisko i polityka UE rzecz jasna mnie nie dziwi. Takie cholera ciekawe czasy. Wszyscy jesteśmy równi, zjednoczeni i nie ma przegranych i w ogóle jest super. Kiedyś jednak trzeba będzie zejść na ziemię. Może zamiast przeciwdziałać drugoroczności należy pójść w inną stronę? Może należy zacząć przeciwdziałać polityce złudzeń. Nie każdy musi skończyć szkołę, a z całą pewnością nie powinni kończyć jej matoły tylko dlatego, że ktoś sobie coś uroił. Matoł ma spore szanse na to, że matołem pozostanie z dyplomem czy bez niego. Jest tylko jedno małe ale. Otóż, matoł z dyplomem potrafi być o wiele bardziej szkodliwy niż ten bez dyplomu, gdyż ten z dyplomem często potrafi wykształcić w sobie przekonanie, że matołem nie jest. 

Uważam, że powtarzanie klasy nie jest złe. Dlaczego na równi mają być traktowani ci, którzy chodzą na zajęcia i się uczą i ci, którzy mają wszystko w dupie? Wszystkim na koniec dyplomik i jest ok. Nie ma negatywnych skutków. Oczywiście tylko pozornie, gdyż dzięki temu wspomniany dyplom jeszcze bardziej traci na wartości. 

W Polsce rzecz jasna problem ten sięga o wiele głębiej, gdyż dzięki Mc Uczelniom wyrastającym jak grzyby po deszczu co drugi ćwierć-mózg radośnie ukończywszy jeden z wyimaginowanych kierunków wymachuje dyplomem "studiów wyższych". To, że realna wartość tego dyplomu (można oprawić w ramkę, zatkać dziurę w bucie, lub wsadzić sobie w tyłek) jest w wielu przypadkach tożsama z dyplomem uczelni państwowej jest już inną bajką.  

12 lutego 2011

Soul food.

Tym razem z okazji zbliżających się walentynek kilka słów o miłości.

Amor vincit omnia! 
Da leugst du, spricht Pecunia
Denn wo ich Pecunia nicht bin
Da kommt Amor Selten hin!

08 lutego 2011

Zakaz.

Na zdjęciu zakaz ruchu pojazdów o masie przekraczającej 12 ton, lub jak kto woli ograniczenie prędkości do 12 ton na godzinę. Pod spodem 12 tabliczek zaczynających się od słów "nie dotyczy". Zdjęcie jest z telefonu stąd kiepska jakość. Na pierwszych 11 wymienione są firmy, na ostatniej jest napisane nie dotyczy przewozu płodów rolnych. Muszę przyznać, że znaku z taką ilością "wyjątków" jeszcze nie widziałem. Nie widziałem także tak dobrze i szczelnie "zagospodarowanego" znaku. Ciekawe co się stanie, gdy w okolicy przybędzie jeszcze jedna firma, dla której trzeba będzie zrobić wyjątek?

01 lutego 2011

Religie świata łączcie się.

Niedawno dowiedziałem się, że Czesi chcą uznania Jediizmu za oficjalną religię. Muszę przyznać, że niewiele wiem o Jediizmie (mam nadzieję, że tak to się pisze), w artykule możemy przeczytać, że wiara Jedi to wyznanie synkretyczne, łączące w sobie m.in. cechy chrześcijaństwa, buddyzmu i zen.
Ciekawa koncepcja, niemniej jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to kolejny niezdrowy twór. Nie zrozumcie mnie źle. Oczywiście każdy ma prawo do własnej wiary, jakkolwiek dziwna by ona nie była. Nie zmienia to jednak faktu, że ciężko brać na poważnie "religię" mającą swe korzenie w filmie z gatunku western w kosmosie. 

Refleksje na temat ludzi chcących być Jedi przywiodły mnie ponownie do refleksji na temat religii w ogóle. Kolejny raz doszedłem do tego samego wniosku. Problem nie leży w religii jako takiej. Nieważne jaka to religia. Nie chodzi o to czy ktoś jest wyznawcą islamu, buddyzmu, judaizmu, katolicyzmu, zen, hinduizmu, konfucjanizmu, sikhizmu, jedi, czy też latającego spaghetti.  Nie. Wcale nie chodzi o to jak nazywasz swojego Boga, jak często się do niego modlisz i jakiego mięsa nie jesz. 
Więc o co chodzi? Najnormalniej w świecie o to jakim jesteś człowiekiem. Koniec i kropka. Tu leży pies pogrzebany. Nidy nie chodziło o religię. Mam jeden prosty argument potwierdzający moją tezę (tak tylko jeden). Nasza natura jest taka, że lubimy się nawzajem tępić na różne sposoby. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to jedna z naszych ulubionych rozrywek. Minęły tysiące lat, a nasza natura nie uległa zmianie - środki za pomocą, których możemy odsyłać bliźnich na łono ... (wpisz odpowiednie bóstwo w zależności od wiary lub pozostaw to miejsce puste jeśli w nic nie wierzysz) - zdecydowanie. Chcę przez to powiedzieć, że religia jest tylko pretekstem, bo w gruncie rzeczy nie chodzi o Boga, kolor skóry, itd. Często chodzi o pieniądze, ziemię i o to, że lubimy się mordować i jako gatunek w większości składamy się z debili. Recepta na katastrofę, która sprawdza się od zarania dziejów. Myślę, że wszyscy, którym się wydaje, że tak bardzo w coś wierzą, że warto za to mordować powinni w końcu zjednoczyć się pod sztandarem jednej religii, która de facto zawsze była najpopularniejszą religią na świecie. Religia ta nazywa się debilizm. Jej założenia są banalne - hołdowanie własnej głupocie. Pewnie dlatego ma tak wielu wyznawców.

26 stycznia 2011

O Polsce raz jeszcze.

 
Gdy wieczorne zgasną zorze,
zanim głowę do snu złożę,
modlitwę moją zanoszę,
Bogu Ojcu i Synowi.
Dopierdolcie sąsiadowi!
Dla siebie o nic nie wnoszę,
tylko mu dosrajcie, proszę!
Kto ja jestem?
Polak mały! Mały, zawistny i podły!
Jaki znak mój? Krwawe gały!
Oto wznoszę swoje modły do Boga, Maryi i Syna!
Zniszczcie tego skurwysyna!
Mojego rodaka, sąsiada, tego wroga, tego gada!
Żeby mu okradli garaż,
żeby go zdradzała stara,
żeby mu spalili sklep,
żeby dostał cegłą w łeb,
żeby mu się córka z czarnym
i w ogóle, żeby miał marnie!
Żeby miał AIDS-a i raka,
oto modlitwa Polaka!

Jeżeli ktoś się nie orientuje to powyższa "modlitwa" pochodzi z filmu Dzień Świra. Dlaczego ją przytaczam? Dlatego, że w moim mniemaniu niemal bezbłędnie obrazuje polską mentalność. Na zamieszczonym zrzucie ekranu komentarz do informacji o odnalezieniu w Anglii ciał dwójki Polaków brzmiący - "kto jedzie na zmywak? no dalej osiołki". Autorowi gratuluję wyczucia. Niestety tego typu bezmyślne komentarze nie są rzadkością. Oczywiście można zrzucić je na karb internetowej anonimowości, przez którą każdy z dostępem do netu może popisać się swoją głupotą. Na pewno w wielu przypadkach tak jest. Internet jest bardzo ciekawym "zjawiskiem" dającym możliwość obserwacji wielu zachowań, które prawdopodobnie nie ujrzały by światła dziennego gdyby nie on. Jeżeli dobrze pamiętam, to chyba Lem powiedział, że nie był świadom tego, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie odkrył internetu. Muszę przyznać, że coś w tym jest. Pozostawiając pytanie czy ludzie z wielką lubością wypisujący bzdury na różnego rodzaju internetowych forach gotowi byliby powtórzyć je w "realu" bez odpowiedzi chcę zaznaczyć, że komentarze tego typu poza przejawem głupoty są także odzwierciedleniem podłej, polskiej mentalności.

Muszę podkreślić powyższe PODŁEJ. Jest to kolejna smutna prawda o naszej narodowej naturze. Jest to także, moim zdaniem, jeden z powodów dzięki któremu życie w Polsce wygląda tak a nie inaczej. Nie wiem skąd w nas tyle podłości względem siebie. Wiem za to, że nic nie wskazuje na to aby miałoby to się zmienić, co rzecz jasna nie wróży dobrze.

21 stycznia 2011

Make love - raz jeszcze.

Często słyszę głosy, że Islam jest źle postrzegany, źle przedstawiany i że mylą się Ci, którzy twierdzą, że wyznawcy tej religii nie są zdolni do dialogu, kontrolowania swoich emocji, bądź też koegzystowania z innymi nacjami we współczesnym świecie. Dlaczegóż to niektórzy ludzie w ten a nie inny sposób postrzegają religię nazywaną przez wielu religią miłości? Nie mogę wypowiadać się w imieniu innych, ale mogę powiedzieć, że w moim przypadku incydenty takie jak ten utwierdzają mnie w przekonaniu, że ludzie ci mentalnie utknęli w XII wieku i za cholerę nie mogą, bądź raczej nie chcą się z niego wydostać. 

17 stycznia 2011

Soul food.

 Jakiś czas temu oglądając telewizję (tak, od czasu do czasu mi się jeszcze zdarza) natrafiłem na program rozrywkowy, kabaretowy jeśli kto woli. Nie oglądałem go zbyt długo, jednakże utwierdził mnie on w przekonaniu, że polski kabaret czasy swojej świetności ma za sobą. Nie wiem jaka grupa produkowała się w tym programie, wiem za to, że nie odbiegała specjalnie od poziomu prezentowanego przez kolegów po fachu.Proponuję więc małą powtórkę z rozrywki i nieśmiertelny, mistrzowski Sęk.

15 stycznia 2011

Prasówka.

Jeżeli ktoś miał wątpliwości co do tego, że nasz rząd to banda niekompetentnych debili, którym polska racja stanu zwisa i powiewa jak kilko kitu na agrafce - oto kolejny dowód na potwierdzenie tej tezy. 
Konwencja chicagowska nie wiąże Rosjan przy badaniu katastrofy smoleńskiej. "Rzeczpospolita" zaznacza, że przez dziewięć miesięcy Polska żyła fikcją. Rząd mówił, że śledztwo jest prowadzone w oparciu o konwencję chicagowską, a tymczasem - jak wynika z analiz "RZ" - konwencji nie można było zastosować do tej katastrofy. Jak wynika z art. 3 konwencji chicagowskiej dokument ten stosuje się wyłącznie do cywilnych samolotów, nie zaś państwowych.
Po raz kolejny trzeba zadać sobie pytanie, czy to karygodne "niedopatrzenie" jest działaniem zamierzonym, czy po prostu kolejną "wtopą" polskiego rządu? 
Będąc przy Smoleńsku chciałbym wspomnieć o tym co ma do powiedzenia na ten temat strona rosyjska. 
Na łamach prawda.ru możemy zapoznać się z wywodem pilota Grigorija Drugowiejki, który nie ma zastrzeżeń co do raportu MAK i nie rozumie dlaczego Polska nie zgadza się z opinią ekspertów, którzy przeprowadzili dochodzenie w sposób profesjonalny i kompleksowy. Twierdzi on także, że rosyjscy kontrolerzy lotu nie byli w stanie zapobiec katastrofie, ponieważ skoro piloci zdecydowali się na lądowanie, to kontroler mógł sobie krzyczeć pull up, a to i tak niczego by nie zmieniło. Wina leży nie tylko po stronie polskich pilotów ale i polityków, gdyż Ci chcieli wylądować blisko Katynia. Ciężko się nie zgodzić. Przecież gdyby wylądowali gdzieś przy granicy i stamtąd poszli na piechotę katastrofy z pewnością by nie było. 
Swoje 5 groszy, przepraszam kopiejek dokłada niezwistanaja, na łamach, której możemy się dowiedzieć, że dla Polski sprawa z samolotem nie zakończy się prawdopodobnie nigdy, gdyż dla nas winnych zawsze będzie zbyt mało. Ciekawe rozumowanie. 

Zmieniamy temat, teraz znowu o fiskusie. O inwencji tego urzędu pisałem na Zapiskach nie raz i nie dwa. Można powiedzieć, że jest ona wręcz epicka! Głównie jeżeli chodzi o stopień jej niedorzeczności, co nie zmienia faktu, że w pewnym sensie jest on godny podziwu. Inspektorzy kontroli skarbowej uzyskali nowe uprawnienia. Kajdanki, pałki, miotacze gazu, siatki obezwładniające, elektryczne paralizatory, broń z gumowymi pociskami - to wszystko nowe narzędzia kontroli skarbowej.
Wiem, że Uks to nie do końca to samo Us, niemniej jednak mam pewne obawy co do nowych uprawnień inspektorów. Głównie dlatego, że mam dziwne przeczucie, iż wspomniana wcześniej inwencja może być zaraźliwa, jeśli dodamy do tego zbyt entuzjastyczne podejście do pracy oraz fakt, że praca może polegać na egzekwowaniu nonsensownych przepisów - mamy gotowy przepis na katastrofę. 

Na koniec radosny akcent z państwa, o którym rzadko cokolwiek słychać w mediach, mianowicie Kanady. Piosenka Dire Straits "Money for Nothing", nagrana w 1985 roku, została oficjalnie uznana za nie nadającą się do emisji na antenie Kanadyjskiego radia. Powodem jest jedno słowo - "faggot", czyli po polsku "pedał".
Podobno jednym z podstawowych wyznaczników demokracji jest wolność słowa. Podobno. Bo jeśli chcemy użyć słowa pedał, to wolność ta nie ma racji bytu. Jak zapewne wiecie nie jestem wielkim fanem demokracji, jednakże fajnie by było się czegoś trzymać. Albo jest wolność albo jej nie ma. Oczywiście wolność jednych nie może być kosztem drugich, jednakże popadanie w skrajności tego typu nigdy nie jest dobre. 
Słowo "faggot", ma łamać zapisy o prawach człowieka zawarte w Kodeksie Etycznym komisji, ponieważ odnosi się do orientacji seksualnej w uwłaczający sposób.
Jak tu nie kochać PC? 
Katalog słów zakazanych w imię wolności i praw człowieka może się tylko powiększać, efektem czego będzie dalsza kastracja intelektualna oraz pogłębianie się aberracji semantycznych. Trzeba mieć nieźle pokręcony tok myślenia, by stwierdzić, że słowo pedał użyte w piosence łamie prawa człowieka. 
Posługując się tym tokiem myślenia możemy wyrugować z "pierwszego obiegu" większość piosenek, filmów lub książek.

Mam inną propozycję, może zakażemy wszystkiego tego co łamie zasady zdrowego rozsądku i uwłacza intelektowi? Katalog ten z pewnością szybko nabrał by monstrualnych rozmiarów.  

Skoro jesteśmy przy pe... znaczy się gejach i nonsensie. 
Jezus Chrystus był superinteligentnym gejem - powiedział w wywiadzie dla amerykańskiego magazynu "Parade" sir Elton John. 
Elton John jest supergłupim gejem, powiedziałem Ja.  

11 stycznia 2011

Soul food.

Jakiś czas temu obiecałem, że na łamach Zapisków będzie pojawiać się coś dla ucha lub oka, innymi słowy karma dla ducha. Wpisy te będą od tej pory pojawiały się pod tą samą nazwą - Soul food. 
Czasem będą towarzyszyły im refleksje, czasem po prostu będą to "gołe" rekomendacje. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu.
Dziś będzie to wiersz pt. "Miasto" autorstwa Konstandinosa Kawafisa.


Powiedziałeś: "Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił".
Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach
Nie ma dla ciebie okrętu - nie ufaj próżnym nadziejom -
nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

Ilekroć przypominam sobie chwile, gdy stałem na brzegiem innych mórz, pogrążony w zadumie, przepełniony poczuciem wolności, wpatrując się w nieistniejący punkt na horyzoncie, z dziwnym przeświadczeniem, że mogę ruszyć przed siebie i dotrzeć na kraniec świata, tylekroć przypomina mi się także ten wiersz. Zapewne dlatego, że wspomnianemu przeświadczeniu towarzyszył zawsze obraz mojego miasta. Byłem zawieszony gdzieś w przestrzeni, oczami kreślący trasę wędrówki na wyimaginowanej mapie, na której zawsze był jeden punkt - moje miasto. 
Dość dziwne uczucie. Z jednej strony wspaniała lekkość i wolność wynikająca z faktu, że jest się gdzieś, gdzie się nigdy nie było, wszystko jest nowe i gdziekolwiek nie pójdziesz będzie dobrze. Podświadomość podpowiada Ci, że to właśnie dlatego zapach wolności jest tu tak wyrazisty, dlatego że Twoje "miasto" jest tysiące mil stąd, dlatego, że jest tylko małym punktem na mapie, pomimo tego ciągle ma nad Tobą pewien rodzaj władzy... 


Wiersz o ile ma nieco pesymistyczny wydźwięk, to z pewnością skłania do refleksji i warto go sobie przypomnieć wpatrując się w dal po drugiej stronie wzgórza.

10 stycznia 2011

Kilka słów o studiach.

Czyli jakby na to nie patrzyć we don`t need no education - kolejna odsłona. Chciałbym Wam polecić artykuł Jacka Kobusa zatytułowany Po co nam studia? 
No właśnie po co? Teoretycznie wiadomo, rozwój, wiedza, kwalifikacje, praca itd. Wszystko fajnie, ale to jedynie przy założeniu, że nie żyje się po drugiej stronie lustra. Niestety w Naszym przypadku założenie to nie jest i zapewne jeszcze długo nie będzie spełnione, tak więc pozostaje ponowić pytanie, po co nam studia? Autor wspomnianego wcześniej artykułu daje dość dobrą odpowiedź na to jakże ważne pytanie. Nie wiem czy pośród moich czytelników znajdują się studenci, jeżeli tak to ich najbardziej zachęcam do lektury. Dla zachęty cytat
Pewnych błędów chyba bym już jednak nie powtórzył. Na przykład na studiach nie wymawiałbym się od picia wódki tak głupim pretekstem jak konieczność nauki do egzaminu! Egzamin można w końcu zdać także i w drugim terminie, a jak to nie pomoże, to w trzecim (czyli „komisyjnie”). Natomiast okazja do wypicia bruderszaftu z przyszłym posłem, ministrem, a bodaj przyszłą kochanką przyszłego podsekretarza stanu (co mogło mieć i doraźnie pewne uroki…) już się nie powtórzy…
To tylko jeden ze smaczków w tym jakże prawdziwym artykule pod którym mógłbym (z małymi wyjątkami) sam się podpisać. Jest takie anglojęzyczne powiedzenie - It`s not where you`re  from, it`s where your`re at - nieważne skąd jesteś, ważne gdzie zaszedłeś. Można je strawestować tak by posłużyło za uzupełnienie treści artykułu - nieważne co skończyłeś, ważne z kim pijesz. 

Więc spytam się jeszcze raz - po co nam studia?  

Małe post scriptum uzupełniające obraz stanu polskiej "nauki". 
Na 100 pracowników naukowych zatrudnionych w polskich uczelniach rocznie przypadają tylko 23 publikacje w uznanych czasopismach – wyjaśnia dr Aleksandra Parteka. – To najniższy wskaźnik w przebadanych krajach.

08 stycznia 2011

Przepaść cywilizacyjna

czyli o tym dlaczego nie należy pozwalać na wchodzenie z butami do łóżka i o tym jak bardzo cywilizacja wschodu różni się od cywilizacji zachodu. 
Wszystko to w artykule o wszystko mówiącym tytule "Śmierć w imieniu prawa". Artykuł jest długi, niemniej zachęcam do lektury, gdyż ma dużą "wartość poznawczą". Możemy się z niego dowiedzieć za można zostać skazanym na karę śmierci w państwach, w których panuje jedynie słuszna religia miłości i pokoju.

05 stycznia 2011

Prasówka.

Kilka zaległych newsów i krótkie komentarze do nich.
 Borusewicz mówi, że nikogo takiego nie pamięta, a ja mówię, nic nowego. Bo komuż miałby pomagać Bolek jeśli nie "swoim"? Nie pierwszy zresztą raz. Należy jeszcze się spytać kogo rozumie się przez Solidarności i co rozumie się przez pomoc. Z pewnością patrząc pod odpowiednim kątem można powiedzieć, że SB wielokrotnie pomagało Solidarność... 

Teraz odpowiedź na pytanie dlaczego potrzebujmy Apteczki oraz realnego ustawodawstwa umożliwiającego pociągniecie urzędników do odpowiedzialności za swoje wybryki/zaniechania/niedociągnięcia/partactwo... bądź to zwyczajny debilizm/skurwysyństwo/bezduszność...
Jedna kreska - tyle zabrakło Ani, wzorowej uczennicy jednego z wrocławskich gimnazjów, aby otrzymać stypendium za dobre wyniki w nauce. We wniosku, w miejscu na NIP zamiast postawić kreskę, zostawiła puste miejsce. Urzędnicy wniosek odrzucili i nie dają prawa do odwołania.

Jeżeli ktoś nadal sądzi, że z muzułmanami jest wszystko ok, to niech się zastanowi.
Aktorka znana z filmów o młodym czarodzieju Harrym Potterze została przez bliskich pobita i nazwana "dziwką" tylko dlatego, że spotkała się z chłopakiem, który nie jest muzułmaninem - donosi prasa w Wielkiej Brytanii. 22-letniej Afshan Azad, aktorce pochodzącej z muzułmańskiej rodziny imigrantów z Azji, bliscy grozili śmiercią [...]
Ci którzy myślą, że dialog z tego typu ludźmi jest możliwy także powinni się dobrze zastanowić, a Ci którzy uważają, że powinniśmy (jako europejczycy) obchodzić się z muzułmanami jak z jajkiem powinni się popukać w czoło i to mocno. Nie wiem ile razy można o tym pisać, ale jeśli pozwoli się komuś żeby będąc w "gościnie" wchodził z butami do łóżka to bardzo szybko wejdzie nam na głowę... 

To co napisałem powyżej tak naprawdę tyczy się wszelkiego rodzaju fanatyków/ortodoksów/bojowników i ludzi, którzy popadli w skrajność niezależnie od ich wyznania, rasy czy narodowości. Problem w tym, że środowisko muzułmańskie zdaje się mieć sporą nadwyżkę ludzi dotkniętych skrajnościami, a co gorsza będących mentalnie w średniowieczu i to wczesnym.  

Legalize it.

Internetowe sklepy z dopalaczami, a także zwykli handlarze, są poza zasięgiem policji i inspekcji sanitarnej. Winny jest brak rozporządzenia, na podstawie którego służby mogłyby dokonywać zakupu kontrolowanego - odkrył "Dziennik Gazeta Prawna".

 Czyli kolejny dowód na brak wyobraźni i nieudolność osób stanowiących prawo w kraju nad Wisłą. Smutne status quo, nad którym nie ma co się kolejny raz rozpisywać. A ja powiem kolejny raz - zalegalizować, opodatkować i problemie. No bo skoro nawet w teorii nie jesteśmy w stanie stworzyć przepisów, które miałyby przeciwdziałać sprzedaży narkotyków/dopalaczy (że o egzekwowaniu tego prawa nie wspomnę) to może jednak lepiej pójść w drugą stronę? Spójrzmy prawdzie w oczy prawa na tyle restrykycjnego i surowego, ażeby rzeczywiście odstraszało od handlu i używania narkotyków współczesne ustawodawstwo tak zwanych demokratycznych krajów nie przyjmie za nic, a nasz tak zwany demokratyczny kraj dodatkowo nie ma pieniędzy na egzekwowanie jakiegokolwiek prawa, a co tu dopiero mówić o restrykcyjnym? Muszę nadmienić, że utrudnianie życia losowo wybranym, uczciwym obywatelom nie liczy się. 


Pozwólcie, że powtórzę - każdy powinien mieć prawo do trucia się tym na co ma właśnie ochotę. Nie występujmy przeciwko naturze, selekcja naturalna jest bardzo ale to bardzo potrzebna!

19 grudnia 2010

Apteczka - przegląd.

Katana - nie wymaga dodatkowego komentarza. Zabójcza i piękna, czego trzeba więcej? Szczególnie przydatna w leczeniu pedofilii. Świetnie sprawdza się przy leczeniu wielu innych schorzeń, jedyną wadą jest mały zasięg i fakt, że nie każdy zasługuje na to by zostać poddany terapii tym szlachetnym lekiem. Czego jednak się nie robi w imię walki z chorobą...



Colt Peacemaker  .45 Colt (11,43 mm), 6 strzałowy.  - czyli klasyka, produkowany od 1873 do dnia dzisiejszego. Jak sama nazwa wskazuje jego głównym zastosowaniem jest tworzenie pokoju. Z pewnością przyda się w dyplomacji i różnego rodzaju rokowaniach.

Desert Eagle .50 AE (12,7 mm), 7 strzałowy - jakby na to nie patrzeć także klasyka, o wiele mniej poręczna od Colta, ale klasyka. Robi wrażenie wyglądem i masą (1,7 kg), jak się skończy amunicja można z powodzeniem obezwładnić przeciwnika celnym rzutem w głowę. Jak głosi anegdotka stworzony do przerzucania Arabów na drugą stronę Kanału Sueskiego. W Apteczce znajduje zastosowanie przy ciężkich przypadkach, w których trzeba mieć absolutną  pewność powodzenia kuracji. 

  Smith and Wesson Model 500 .500 SW Magnum (12,7 mm), 5 strzałowy - zastosowanie - patrz wyżej, w Apteczce na wszelki słuczaj, to znaczy na wypadek gdyby DE się zaciął. 



Sig Sauer P 226 x-six 9mm parabellum, 19 strzałowy - zastępuje umieszczony w Apteczce wcześniej model x-five. Zastosowanie przy mniej poważnych schorzeniach.





Na koniec stary, dobry sprawdzony kawałek liny  z "pętelka" na końcu. Tani i prosty w obsłudze, potrzeba tylko latarni lub drzewa, a tych nie brakuje. Szczególnie przydatny przy leczeniu zdrady stanu.














Jeżeli macie pomysł na wzbogacenie Apteczki, to jestem otwarty na sugestie.

16 grudnia 2010

Apteczka

Jak Wam już zapewne wiadomo mam własną, autorską koncepcję leczenia pewnych schorzeń i dolegliwości wszelakiej natury. W tym celu kompletuję podręczną apteczkę, ze składem której mogliście się już zapoznać na łamach Zapisków. Nadszedł czas na to, aby zasób apteczki powiększył się. Tym razem na listę leków rekomendowanych trafia Smith and Wesson model 500.

- Gen. Jaruzelski jest oceniany niesprawiedliwie. Powinien być oceniany obiektywnie i poważnie. Co złe, to my się do tego przyznaliśmy. Wielokrotnie przepraszaliśmy. Stan wojenny to była smutna konieczność. Myśmy ratowali Polskę. Uratowaliśmy wiele istnień ludzkich.


Autorem powyższych słów jest "człowiek honoru" - niejaki Czesław Kiszczak, myślę, że postaci tej nie trzeba przedstawiać. Chciałbym z tego miejsca podziękować Kiszczakowi i Jaruzelskiemu za uratowanie Polski. Nie wiem czemu do tej pory nie mają pomników w każdym mieście. Bóg raczy wiedzieć co by się stało, gdyby ludzie pokroju Kiszczaka nie ratowali Polski i istnień ludzkich. Oczywiście teraz dzieje się wielka niesprawiedliwość, gdyż zwolennicy polowania na czarownice, którzy są chorzy z nienawiści i nie potrafią wybaczać chcą (od wielu lat bezskutecznie) sądzić szlachetnych wybawicieli - zaiste straszne to i niesprawiedliwe.

Stary dobry sposób, złapią cię za rękę mów, że nie twoja, spowoduj śmierć niewinnych ludzi, mów, że uratowałeś dzięki temu wiele istnień, sprzedaj się kacapom, mów, że ratowałeś kraj i że to była konieczność. Taktyka spod znaku thin out their numbers. Polecam zapoznanie się z wywiadem, znajdziecie tam więcej prawd o stanie wojennym i o roli Jaruzelskiego i Kiszczaka, jak również o tym, że niesprawiedliwie się ich ocenia. Zgadzam się, w tym miejscu się zgadzam. Ludzie ci (i masa im podobnych) nie zostali do tej pory sprawiedliwie ocenieni i osądzeni, o nie. Świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że moje rozumienie sprawiedliwości diametralnie różni się od rozumienia Kiszczaka, nie zmienia to faktu, że sprawiedliwości ciągle brak. Jeżeli ktoś myśli, że obrazek powyżej jest jakąś aluzją w odniesieniu to Jaruzelskiego i Kiszczaka, to się myli. Ludzi takich jakich jak oni, czytaj zdrajców, powinno się wieszać. Tego zapewne się jednak nie doczekamy. Dobrze by było gdybyśmy się chociaż doczekali jednoznacznego osądu tego czego dopuścili się Kiszczak i jego wesoła ferajna. 

Skoro jesteśmy przy stanie wojennym, to warto zerknąć na najnowsze badania opinii publicznej dotyczące tego zagadnienia. 41 proc. Polaków uważa, że wprowadzenie stanu wojennego w 1981 r. było uzasadnione - wynika z badania TNS Pentor. To najniższa liczba przekonanych o słuszności tego posunięcia od początku prowadzenia badań na ten temat w 1995 roku. Nie ukrywam, że jest to w jakimś stopniu pocieszająca wiadomość, mam oczywiście na myśli fakt, że liczba ludzi przekonanych, że stan wojenny trzeba było wprowadzić maleje. Z drugiej jednak strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że 41% to ciągle stanowczo za dużo. Od jakiegoś już czasu znane są fakty, które w jednoznaczny sposób świadczą o tym, że Jaruzelski łże jak pies, gdy mówi, iż musiał wprowadzić stan wojenny, gdyż w przeciwnym razie krasnoarmieńcy urządzili by sobie rajd ulicami Warszawy. Rosja nie miała zamiaru uciec się do interwencji zbrojnej i Jaruzelski dobrze o tym wiedział. Wiedział, bo sam ich o to prosił i usłyszał нет!

Zostawmy na moment stan wojenny. Postańmy jednak przy odwracaniu kota ogonem.
CDU i CSU domagają się uznania niemieckich ofiar i ustanowienia narodowego święta wypędzonych - pisze "Nasz Dziennik" w korespondencji z Hamburga.
Pewne rzeczy w naturze są niezmienne - np. stosunek Niemiec do Polski. Niemieckie ofiary były, nie da się temu zaprzeczyć, jednakże nie należy zapominać o tym, że wszystko należy włożyć w odpowiedni kontekst. Bez tego prostego zabiegu jesteśmy skazani na tragiczne pomyłki interpretacyjne wielu wydarzeń. Niemcy z Eriką Steinbach na czele chcą wmówić ludziom, że kontekst jest nieważny. Quatsch frau Steinbach! Kontekst jest taki, że Niemcy wywołały wojnę, dla ścisłości należy dodać, że drugą z kolei, więc ponoszą odpowiedzialność za ofiary tej wojny, zarówno te po stronie Niemiec jak i innych krajów.
Na stronach internetowych Ziomków Prus Wschodnich polityk napisał, by nie rozpamiętywać wyłącznie zbrodni dokonanych przez Niemców, ale koniecznie przypomnieć o tych dokonanych na Niemcach, m.in. przez Polaków.
Nie ma to jak zrobić z kata ofiarę. Symptomatyczne. Przyznaję, że nie wiem o jakie zbrodnie chodzi. Nie wiem czy słowa niemieckiego polityka są prawdą, ale nawet jeśli są, to czy przypomnienie zbrodni dokonanych przez naród polski na narodzie niemieckim umniejszy odpowiedzialność narodu niemieckiego za zbrodnie popełnione podczas wojny? Moim zdaniem nie. Nie zmienia to faktu, że uważam, że jest to kolejny zabieg rewizjonistyczny (jeden z wielu) mający na celu stworzenie kolejnych białych plam na kartach historii. Prawda jest taka, że to Niemcy byli zbrodniarzami. Koniec i kropka. Nie dziwę się, że dźwigając na swych barkach taki ciężar Niemcy usilnie szukają jakiegoś odium. Powiem krótko, nie tędy droga. Musicie z tym żyć i w miarę możliwości starać się naprawić zło, które wyrządziliście. Przede wszystkim jednak pamiętać o tym kto na kogo napadł i kto się przed kim musiał bronić. Będąc przy naprawianiu wyrządzonego zła warto wspomnieć o czymś co nazywa się reparacjami wojennymi, których to do tej pory nie mieliśmy okazji otrzymać. Kolejny raz ze smutkiem trzeba stwierdzić, że ŻADEN rząd nie zrobił NIC żeby ten problem rozwiązać. Niech ktoś powie, że reparacje nam się nie należą! Ale co tam, Polska to przecież bogaty kraj, o reparacje upominać się nie ma co, ale za to wyrzucać swoich obywateli na bruk, by oddawać domy "wypędzonym ich mać", to czemu nie!
Coś mi się wydaje, że trzeba niezwłocznie powiększyć skład Apteczki.