15 listopada 2010

Pożycz mi płuca.

Dziś w ramach nowego pomysłu będzie nieco inaczej. Jako, że nie samym psioczeniem na pływanie w kisielu człowiek żyje, postanowiłem, że od czasu do czasu będę starał się poczęstować Was czymś dla ucha lub oka. Dziś będzie to teledysk warszawskiego rapera Eldo do piosenki o wszystko mówiącym tytule Pożycz mi płuca. Wg mnie najlepszy kawałek z jego ostatniej płyty, bardzo dobry pod względem muzyki i jeszcze lepszy pod względem tekstu. Nawet jeśli nie przepadacie za rapem, to naprawdę warto posłuchać, gdyż Eldo stanowi miłą przeciwwagę dla nieco bardziej rozpowszechnionego rapu spod znaku nie do rymu nie do taktu. 




Pożycz mi płuca, bo moje się zapadły
Możesz pomyśleć też o butach, moje się już zdarły
Pożycz mi oczy, ja nie widzę już nic
Pożycz mi nogi, moje nie mają już siły iść
Pożycz serce, moje wciąż bije, ale to kamień
Pożycz rozsądek, ja wciąż czuję się jak błazen
Pożycz wiedzę, ja nic nie wiem do dzisiaj
Uszy też daj, w moich tylko głucha cisza (pożyczaj)
Wiem, że oddam, nie wiem kiedy, przepraszam
Wiem, że się nie poddam, nawet kiedy się wywracam
Działam na twoich częściach zastępczych, pożycz dłonie
Włożę w nie długopis i napiszę wersy do niej
Pożycz dystans, ja często tracę nerwy
Pożycz swój czas, ja pozamieniam go w litery
Wiedz jedno - jeśli my to wspólnie
Oddam ci wszystko, długów żadnych nie masz u mnie

(Tak...) Długi to nie materia
To nasze ciała, słowa, myśli, krew w arteriach
To coś więcej, bo już na zawsze pod skórą
A moje oczy są twoje, jeśli chcesz bierz, strach jest bzdurą
A jeśli jestem tak śmiały by o coś prosić
By z twej osobowości workami wynosić
Inspirację, to pożycz siłę
Albo daj tysiąc atletów, bo sam nie wiem jak pociągnę tę lokomotywę
I muszę nocami słuchać tępych fletów
A mógłbym siedzieć z diabłem u kelnerów
I pożyczyć czas na godzinę, przy barze tuż przed świtem
Zacząć dzień klinem
Z cyrografem w ręku wiedzieć, że za to zgniję
Nie żałować przez chwilę
Czy chce aż tyle wiem, że może to krępować
Ale to w jedną stronę bilet gdy mógłbym wszystko oddać
Pożycz mi duszę, bym mógł się zobowiązać
Podpisać papier bo wszystko albo nic
Pomyśleć najpierw, nie gdy serce nie ma siły bić
Pożycz odwagę ja gdy wstaję mam problem
Bo wiem ile mam mocy, nie chcę rozmienić jej na drobne
Wzajemny portfel, bierz ile potrzebujesz
Drę te weksle, tylko to co czujesz mnie interesuje

Wiem kim jestem, znam moc samorodków
Myśli, serce wielkie, ognisko płonie w środku
Wiem i jeśli mam czelność ciebie prosić
To tylko dlatego, że za ciebie mógłbym nosić
Każdy ciężar, oddaj plecak chętnie wezmę
Oddaj strach, daj zaufanie, chwyć za rękę
Pożycz, nic nie chcę, wszystko mam tu obok
Pożycz, bierz, jeśli chcesz ja jestem Tobą
Zawsze obok, bo dla nas my transparentni
My, czyn i słowo choć nie raz tak obojętni
Bo duma bo bla bla... strach, myśli, klatka
A miłość jest bezcenna, eskapizm to pułapka

14 listopada 2010

Gwałt.

Dziś coś a propos sztuki, a konkretnie gwałtu na sztuce. Więcej, lepiej, ostrzej. Najlepsze dyplomy Akademii Sztuk Pięknych w Polsce.  
Tytuł artykułu od razu mnie zainteresował, klikam i widzę śliczną instalację. Manekin w kominiarce ubabrany keczupem obok którego leży wielki, czarny dildo (w skrócie). Fragment pracy dyplomowej będącej jedną z najlepszych. Kliknijcie na link i obejrzyjcie sami, ja tylko się pytam jeśli to jest jedna z najlepszych prac, to jak wyglądają te kiepskie? 

Rzecz jasna jestem mało postępowy i nie znam się na sztuce nowoczesnej. Cóż, jeśli to ma być sztuka to zdecydowanie nie chcę się na niej znać i nie chcę z nią mieć nic wspólnego. Oczywistym faktem jest, że sztuka zmienia się od stuleci i że od wielu lat jej elementem jest doza kontrowersyjności. Wiadomo także, że spory o to co sztuką jest, a co nią nie jest w większości przypadków są zupełnie pozbawione sensu. Niemniej jednak od jakiegoś czasu sztuką stało się wszystko to co zostaje ustawione w galerii lub muzeum. Koniec. Żadne inne kryteria nie mają tu zastosowania. No może czasem głos jakiegoś autorytetu w danej dziedzinie. Lecz z autorytetami w dzisiejszych czasach jest podobnie jak dziełami, które wynoszą na piedestał - są niezwykle wątpliwej jakości. Być może niektórzy z was pamiętają film pt. "Nie lubię poniedziałku", na końcu którego główną nagrodę otrzymuje przypadkowo pozostawiony w galerii wał rozrządu od kombajnu. Scena ta z biegiem lat nabrała nowego znaczenia i z filmu przeniosła się do rzeczywistości znajdując wspólny mianownik ze sztuką współczesną, która jest niczym filmowy nośnik treblinek - ze sztuką łączy ja jedynie to gdzie jest pokazywana. Jest to smutne, gdyż mam wrażenie, że to co teraz się dumnie nazywa sztuką wypiera wartościowe dzieła. 


Spójrzmy prawdzie w oczy, dziś nie trzeba mieć za grosz talentu żeby zostać artystą i tworzyć. Często wystarczy na coś nasrać (literalnie) i dorobić do tego odpowiednią ideologię. Pod tym względem wielu współczesnych artystów wykazuje największą kreatywność - z pewnością o wiele większą od tej jaką wkładają w tworzenie swoich pożal się Boże "dzieł". Dlaczego gówna, które wielu ludzi stara się sprzedać jako  sztukę nie uważam za sztukę? Głownie dlatego, że nie mogę się przemóc do pomysłu, że sztuką może być coś co jest w stanie stworzyć szympans, któremu da się ręki pędzel i postawi przed nim płótno. Może jestem staroświecki, ale uważam, że sztuka to coś więcej. Nie bez kozery wspominam o szympansie. Pewien znany marszand postanowił zakpić ze znawców sztuki, tudzież rzeszy snobów i zrobił numer z szympansem. Przedstawił jego (konkretnie jej bo to była szympansica) jako swoje najnowsze odkrycie z Japonii. Mlaskaniom i podziwom nie było końca, nabywcy dzieł wybitnego debiutanta też się znaleźli. Niestety nie wiem jakie mieli miny, gdy dowiedzieli się, że zostali zrobieni w bambuko, ale z pewnością za wszystko inne można zapłacić kartą. 
Przypadków jak ten opisany powyżej jest wiele. W jednym z muzeów w USA nagrodę dostało rusztowanie, którego robotnicy nie zdążyli zdemontować przed konkursem. Takie jest teraz postrzeganie sztuki. Gryzmoły, czyste płótna, powyginane rury, drzewa owinięte folią - sztuka przez duże S. To jednak jest sztuka spod znaku szajsu jednakże jeszcze nie literalnie gówniana. Niestety ludzi, którym się wydaje, że manifestowanie jednego ze zboczeń jest sztuką przybywa. Instalacje z odchodów, bądź też performance, podczas, których ktoś smaruje się kałem nie należą do rzadkości. Sztuka bez dwóch zdań. Jest lepiej. Czytałem o "twórcy", który w ramach swego performance stał w muzeum nago i się onanizował. Bez wątpienia sztuka. Byłbym zapomniał o wrzucaniu biblii do słoika z sikami, bądź "rodzeniu" lalki barbie. Też sztuka. 


Całe szczęście, że jestem zacofanym chamem i nie znam się na sztuce. No koniec dodam, że kiedyś za sztukę uważano rzeźby takie jak na załączonym obrazku, a teraz... 
Pomimo tego, że na sztuce się nie znam, to wyczuwam pewną subtelną różnicę, nie wiem jeszcze jaką, ale jakaś musi być. Być może gdybym skończył ASP to bym wiedział. Oczywiście więcej, lepiej i ostrzej, bo mniej, dobrze i ładnie niestety nie w modzie.

07 listopada 2010

Dopalacze.


Powyżej przykład na to jak newsy mogą poprawić humor. Oczywiście nie chodzi o fakt, że szef inspekcji sanitarnej wymaga ochrony, tylko o to, że za sklepami z dopalaczami mogą stać grupy przestępcze. DUH. W artykule czytamy, że MSWiA otrzymało ten sygnał od CBŚ. Dobrze wiedzieć, że w CBŚ pracują ludzie, którzy byli się w stanie tego domyślić. Choć pewności chyba jeszcze nie mają. Bądź co bądź nagroda za spostrzegawczość, tudzież zdolność logicznego myślenia komuś się tu należy. MSWiA najwidoczniej jest nieco mniej spostrzegawcze - nagrody nie będzie. 

Będąc przy dopalaczach muszę wspomnieć o tym, że bardzo ciekawi mnie co by było gdyby akcja zamykania sklepów z artykułami kolekcjonerskimi została przeprowadzona przez ekipę Pis a nie Po. Myślę, że byłoby baardzo zabawnie. Może nie super zabawnie, bo scenariusz tego co by się działo jest prosty jak konstrukcja cepa, ale z pewnością byłby w stanie dostarczyć sporą porcję rozrywki. Jak wiadomo to co zrobiła ta ekipa (z lekkim, nazwijmy to opóźnieniem czasowym) było koniecznym krokiem mającym na celu zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom. Gdyby jednak zamienić ekipy byłoby to niechybnie działanie niezgodne z prawem i kolejny zamach na demokrację i wolności obywatelskie. Jak tu nie kochać relatywizmu?

Muszę także wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Otóż wg mnie dopalacze powinny być legalne, "tradycyjne" narkotyki też. Dajmy ludziom wolność. Każdy powinien mieć prawo do decydowania o swoim życiu włączając w to czym ma się zamiar truć. Czemu tego zabraniać? Należy opodatkować marychę, koks i wszystkie kolorowe tabsy, wydać licencję na sklepy i niech się ludzie trują jak chcą. Albo jest wolność albo jest wolność pozorna, tej drugiej jak wiadomo jest zdecydowanie więcej. Rzecz jasna należałoby wykluczyć leczenie schorzeń powstałych z powodu żarcia tabsów z podstawowego ubezpieczenia medycznego, tak aby podatnik nie musiał płacić za to, że ktoś chce się truć (podobnie powinno być z fajkami) i tyle. Proszę tylko nie podejrzewać mnie o sympatyzowanie z ruchami w stylu legalize it. Nic z tych rzeczy. Po prostu uważam, że ludzie powinni mieć wolność wyboru nawet jeśli na 99% wybiorą źle. Poza tym można na to spojrzeć jak na rodzaj selekcji naturalnej, którą uważam za niezwykle pożyteczną i potrzebną. Z biegiem lat rozwój cywilizacji sukcesywnie ograniczał skuteczność jej działania. A tu pojawia się furtka dzięki, której selekcja naturalna ma szansę na wielki come back. Chcesz wciągać dziwne proszki nosem? Wciągaj! Nie chcesz zapinać pasów? Nie zapinaj! To twoje życie.


P.S. 
Jeśli ktoś się zastanawia cóż to za wspaniałe tabsy umieściłem na zdjęciu, to już wyjaśniam. Są to kapsułki wypełnione 24 karatowymi złotymi listkami. Być może ktoś się zastanawia, po co komu takie kapsułki? Zgodnie z opisem znajdującym się na stronie producenta mają one zamienić twoje organy wewnętrzne w komnaty bogactwa. Ujmując rzecz mniej poetycko, jeśli chcesz by twoje gówno miało złoty glanc, to produkt ten jest dla ciebie. To nie jest żart, kapsułki można nabyć tu za jedyne $425. 

05 listopada 2010

Order.

Dziś przekonałem się po raz kolejny, że zwyczaj jakiemu hołduję od wielu lat, mianowicie przeglądanie/czytanie wiadomości przy śniadaniu, może okazać się zgubnym. Tak to kęs świeżej, pachnącej bułki przestaje być smaczny, gdy czytam, że prezydent Komorowski ma zamiar poszerzyć grono odznaczonych Orderem Orła Białego o zacną osobę Adama Michnika. O ile w gronie tym już dawna (niestety) znajduje się kilka "nieciekawych" person, to umieszczenie tam Michnika jest horrendalną kpiną, która w moich oczach sprawi, że Ci, którzy naprawdę zasłużyli na to odznaczenie będą się czuli jak rodzynki w gównie. 

Posiedzeń Kapituły Orderu Orła Białego - najstarszego i najważniejszego polskiego odznaczenia - nie zwoływano od 10 kwietnia. Jej członkowie o odznaczeniach dla Michnika, Bieleckiego i Halla dowiedzieli się... z mediów

W tym miejscu chciałbym podziękować prezydentowi za to, że kolejny raz nasrał na Polskę. Nie róbmy polityki - budujmy wychodki. W ten sposób spełni się marzenie ludzi utożsamiających się z "wartościami" jakie promuje Michnik oraz gros ekipy rządzącej, z zaścianku przemienimy się w piękny postępowy ustęp. 
Tak trzymać.

29 października 2010

Dobry start.

Witam po przerwie. Dziś zapraszam na porcję rozrywki w rodzimym wydaniu zatytułowaną "żłobek". Na obrazku (fotka z telefonu ale chyba coś widać) reklama jednego z gdańskich żłobków o wdzięcznej nazwie "Wesoła Wyspa". Pod napisem żłobek widnieje co następuje: taniec, angielski, muzyka, karate. Nieźle. 
Z tego co wiem w żłobku umieszcza się dzieci od 6 tygodni do lat 3, nie wiem jak Wam, ale wydaje mi się, że żłobek to nieco za wcześnie na taniec, karate, języki, itd. 

Pobawmy się tym pomysłem, roczne dziecko gra na skrzypcach, jednocześnie tańczy i ćwiczy sztuki walki - rzecz jasna instrukcje wydawane są po angielsku. Dzięki temu gdy nadejdzie czas na przeniesienie się do przedszkola z hiszpańskim, niemieckim, rosyjskim, francuskim, podstawami programowania, tenisem, jazdą konną i pływaniem dzieciaczek tanecznym krokiem zbliży się do swoich rodzicieli mówiąc You talking to me?  i upierdoli im głowy smyczkiem. 


Niestety nie do końca zdrowy trend hodowania genialnego dziecka za wszelką cenę staje się coraz bardziej popularny. Fajnie mieć "opcje", ale chyba jeszcze fajniej mieć dzieciństwo.

06 lipca 2010

Żal.

Miałem darować sobie zaległe tematy, jednakże jest jedna kwestia, która nie daje mi spokoju. Mianowicie katastrofa w Smoleńsku. Ma ona dla mnie dwojaki charakter. Po pierwsze - symboliczny i wcale nie mam tu na myśli dodatkowego znaczenia jakiego przez nią nabrał Katyń, po drugie edukacyjny. Ad. 1 - to co się stało jest dla mnie bardzo smutnym i niestety kolejnym symbolem upadku (nomen omen) Polski - nie muszę się chyba nad nim dodatkowo rozwodzić, 80% wpisów na tym blogu jest mu poświęcona. Ad. 2 - dla ścisłości powinienem słowo edukacyjny ująć w cudzysłów, gdyż jak uczy doświadczenie "podróże kształcą tylko wykształconych". Tak też jest z tą tragedią. 

Tragedia ta uruchomiła w społeczeństwie szereg procesów w piękny sposób ilustrujących zbydlęcenie zarówno naszego narodu jak gatunku ludzkiego w ogóle. Ktoś może się spytać gdzie tu aspekt edukacyjny? Heh, nie wiem jak dla kogo, ale dla mnie szansa wzięcia do ręki szkła powiększającego dającego możliwość ujrzenia ludźmi bliżej swej prawdziwej (niestety wielce skurwiałej) natury ma wielkie walory edukacyjne. Szkoda tylko, tak jak już wcześniej wspomniałem, że mało kto dostrzega tę możliwość, a i przyglądać się prawdziwej naturze czegokolwiek jest dla przeciętnego człowieka zajęciem zbyt wyczerpującym intelektualnie. Zwłaszcza w świecie, w którym tak forsownie promuje się zaprzestanie używania mózgu. Takie czasy....

Do rzeczy. Ginie wielu bardzo ważnych dla Polski ludzi, w wielu przypadkach są to ludzie niepopularni, niemniej jednak ważni. Nie muszę się chyba zbytnio rozwodzić na temat tego jaki stosunek żywiła ekipa Tuska do ekipy Kaczyńskiego, bądź też jakimi uczuciami darzyły go media (co jest prawie jednoznaczne), lub większość "elyty" (tfu) naszego narodu. Starczy powiedzieć, że większość środowisk nie darzyła Kaczorów i ich obozu miłością (nie ma jak eufemizm). Co się jednak stało po katastrofie? Prześciganie się w płaczu, darciu szat i żalu z powodu starty kwiatu narodu. Zaraz, zaraz... Dzień wcześniej oszołomy, zaściankowcy, homofoby, rusofoby, ciemnogrodzianie, wstrętni lustratorzy, szarańcza, wataha, którą trzeba dobić (długo by wymieniać). Za to w chwili przeniesienia się na łono Abrahama kwiat narodu i wielcy ludzie. Coś mi się tu nie zgadza. Nie żebym się dziwił, gdyż jak wiadomo nie od wczoraj polityka i kurewstwo od zarania dziejów idą w parze, jednakże ile razy można oglądać ten sam żałosny teatrzyk? Cóż, słupki najważniejsze, politycy nie spuszczają gardy i niestrudzeni grają swoje role. Wiadomo - zatańczenie na grobie wroga bardzo źle by się odbiło na słupkach, a martwy wróg to jak wiadomo wróg mniej groźny, bo się nie może bronić. I proszę mi nie mówić, że ludzie, o których mowa wyznają zasadę de mortuis aut bene aut nihil, bo nie wierzę. 

Jeśli chodzi o śledztwo w tej sprawie to nie będzie chyba dla nikogo zdziwieniem, gdy powiem, że rząd Polski kolejny raz zbłaźnił się totalnie i powinien zostać skazany na banicję - w wariancie light. W wariancie hard patrz sąd polowy za całokształt vide działanie przeciw polskiej racji stanu. Może zostanę posądzony o uleganie teorii spisku, ale cała sprawa z katastrofą śmierdzi mi na kilometr. Nie jest to jednak istotne, bo skoro kacapy położyły swe łapska na śledztwie to i tak gówno się dowiemy. Jeden z publicystów wyrażając podobny pogląd stwierdził, że za przykład powinna służyć zbrodnia katyńska i ma świętą rację. Prawdy możemy się bardzo długo nie dowiedzieć. Co do teorii spisku, cóż, tak już mam, że nie ufam kacapom, jak chyba każdy zdrowy na ciele i umyśle Polak. Chcieli odstrzelić Jana Pawła to nie mogli strącić Kaczyńskiego? Kwestia do przemyślenia. Jeszcze jedno, żałosne pianie i umizgi w stronę Kremla (wiadomo z której strony i na łamach jakiej prasy) o tym jak to wiele przyjaciele Rosjanie dla nas zrobili jednocząc się w bólu... Proszę, jak świat światem.... wiecie co jest dalej? Jednoczenie się w "bólu" kosztuje niewiele, naprawdę. 

Tak to kolejna tragedia narodu polskiego stała się katalizatorem reakcji, dzięki której zawrzał nadwiślański folwark zwierzęcy.

04 lipca 2010

A teraz coś zupełnie innego.

Witam po przerwie. Chciałem poruszyć kilka zaległych tematów, takich jak katastrofa w Smoleńsku, to co działo się po niej, kampanię prezydencką... Dużo tego się nazbierało. Przyznam się bez bicia jakoś nie mam siły i chęci kolejny raz pisać o to samo o tym samym...
Dlatego też tym razem zamieszczam tłumaczenie wiersza W.B. Yeatsa "He wishes for the cloths of heaven", mojego autorstwa. Niech on będzie komentarzem.

Pragnę niebiańskich szat.
Gdybym miał niebios haftowane szaty,
Zdobione złotym i srebrnym światłem,
Błękitne, wyblakłe i ciemne szaty,
Nocy, dnia i półmroku,
Rozpostarłbym te szaty pod Twymi stopami:
Lecz będąc biednym, mam tylko swe marzenia;
Rozpostarłem swe marzenia pod Twymi stopami;
Stąpaj delikatnie, bo stąpasz po moich marzeniach.

01 kwietnia 2010

Podręczna apteczka c.d.

"Piłsudski ludobójcą jak Hilter i Stalin". Czyli kolejny dowód na to jak nas "kochają" na wschodzie. Bez obaw Wilno też będzie polskie, he, he!
Marszałek Piłsudski przedstawiony jest jako ludobójca narodu litewskiego do spółki z Hitlerem i Stalinem. Armia Krajowa jako organizująca czystki etniczne w Wilnie i wreszcie europoseł Waldemar Tomaszewski - jako donosiciel na własny kraj. Te szokujące treści można znaleźć na kopertach pocztowych w Wilnie. Rozumiem, że bohater w jednym kraju może być postrzegany jako zbrodniarz w innym, przykład (może nie do końca adekwatny, ale za to jakże jaskrawy) Bandera. Nie mam zamiaru rozwodzić się na temat niedorzecznych porównań Piłsudskiego do Hitlera i Stalina - przypomnę tylko, że wg mnie samo porównywanie Hitlera do Stalina jest nieco niedorzeczne.
Jak już wiele razy wspomniałem na wschodzie nas nie lubią, czy to kacapy, czy ukraińcy, czy też jak widać Litwini. Widać tak musi być, taka stała w przyrodzie. Jak świat, światem...
Innymi słowy nie sądzę abyśmy byli w stanie, przynajmniej w niedalekiej przyszłości, uniknąć tego typu "ekscesów". Warto jednakże wspomnieć innej sprawie, o wiele ważniejszej niż sam fakt zaistnienia prostackiej prowokacji. Polska jest nieustannie atakowana przez różne kraje, ataki te mają różny charakter i wydźwięk. Niestety rzadko kiedy spotykają się ze zdecydowaną reakcją polskiego rządu. Zazwyczaj tej reakcji po prostu nie ma, a ci, którzy wypowiadają się przeciw atakom i insynuacjom zazwyczaj zostają napiętnowani przez jedyne słuszne media, za to, że tworzą wizerunek polaka, który awanturuje się o byle "g". I dobrze! Żydzi awanturują się o byle gówno i jakoś nikt do nich o to nie ma pretensji - a nawet jeśli ma, to się publicznie do tego nie przyzna, bo boi się posądzenia o antysemityzm. Polak za to, powinien siedzieć cicho, jak się na niego pluje, to ma mówić, że pada deszcz. A gdzie jest w tym wszystkim nasz rząd miłości i sukcesu? Czy nie ma jaj i kręgosłupa, czy też po prostu ma kraj, któremu (teoretycznie) służy głęboko w dupie? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zapewne jest to koktajl jednego i drugiego. Niezależnie od tego jaka by nie była odpowiedź na powyższe pytanie, to skutek jest taki, że jesteśmy postrzegani jako naród, któremu można bezkarnie pluć w twarz - co też się zresztą dzieje. Brawa dla polskiego "rządu"... TFU!


Lista ośrodków ambulatoryjnych oraz zakładów zamkniętych prowadzących terapię farmakologiczną osób skazanych za czyny pedofilskie będzie znana w połowie kwietnia bieżącego roku - poinformowało Ministerstwo Zdrowia. Dum, dum, dum...[...] o potrzebie leczenia pedofila ma decydować sąd na sześć miesięcy przed przewidywanym warunkowym zwolnieniem lub przed wykonaniem kary. Być może się powtarzam, ale pedofilia nie jest czymś co należy leczyć farmakologicznie. Lista sugerowanych sposobów "leczenia" pedofilii: 1. ucięcie jaj tępym nożem; 2. nabicie na pal; 3. patrz obrazek na początku posta. Leczyć można chorych, zboczeńców - nie sądzę.


"Polacy radykalni ws. aborcji i małżeństw gejów" - cóż to znaczy? Tylko 5 proc. Polaków jest za aborcją na żądanie i dopuszcza adopcję dzieci przez homoseksualistów [...] To jakby ktoś nie wierzył, że ten świat stanął na głowie, lub, jeśli już używamy metafor, głowę ma tam gdzie dupę, a dupę we Władywostoku... Tak oto ludzie "normalni" stali się "radykałami". Oczywiście nie ma nic radykalnego w tym, że ludzi wyznających bardziej tradycyjne wartości są przez libertynów i różnego rodzaju lewacko-goszystowskie popłuczyny odsądzani od czci i wiary, bo stoją na drodze postępu itd.

Skoro jesteśmy przy relatywizmie, 13-latek zgwałcił dziecko. "Ofiara jest katem". Czyli dowód na to, że nie tylko polscy sędziowie są skończonymi idiotami. Koleś zgwałcił 3 letnią dziewczynkę!
Sędzia ogłaszając wyrok powiedział, że ma nadzieję, iż "dziewczynka nie będzie cierpieć z powodu trwałych efektów" zdarzenia i "szybko o nim zapomni". Podkreślił, że sprawca potrzebuje pomocy i skierował go na przymusową terapię oraz na 2,5 roku wpisał na listę przestępców seksualnych.
Ta sprawa jest przykładem tego, jak ofiara staje się katem; to proces powielania zbrodni. Mój klient potrzebuje pomocy – mówił z kolei obrońca.
Zarówno sędzia, obrońca jak i sprawca potrzebują pomocy - nie wiem tylko kto bardziej.
Proponuję zorganizować mały gang-bang sędziemu i sprawdzić jak szybko zapomni, co do obrońcy - suck satan`s cock! Sprawca - patrz obrazek wyżej.


Zatrważające prognozy: gwałtowne burze, zatopienie wysp. Apokalipsa! Ledwo tylko przycichł ostatni "sztos" związany z globalnym ogłupieniem, bądź jak to niektórzy (także słusznie) nazywają ocipieniem, a tu proszę - Są już badania jednoznacznie potwierdzające trwające zmiany w klimacie. Walczymy dalej. Heh. Wg mnie nie potrzeba badań, aby wiedzieć, że klimat się zmienia, to prostu widać. Nie trzeba też wielkiej wiedzy, żeby wiedzieć, że tak jest "od zawsze", sztuką za to jest wmówić ludziom, że to przez nich i że będzie apokalipsa, i że wszyscy muszą jeździć hybrydami i tulić drzewa! Takie globalne ogłupienie jest nie lada przedsięwzięciem. Udało się, sporo osób zarobiło na tym masę kasy, ale (jak to zazwyczaj bywa) sprawa się trochę rypła i szwindel powoli zaczął "wypływać". Jak widać nie tylko głupota ludzka, ale także chciwość nie zna granic. Ciekawe ile jeszcze czasu upłynie zanim "ekoterroryści" złożą broń?


Na koniec kolejny dowód na to, że nie żyjemy w III, IV czy też V RP, tylko w Polskiej Rzeczypospolitej Esbeckiej. Sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w stanie wojennym uczestniczył w wydaniu wyroku za rozrzucanie ulotek (cztery lata więzienia), nie odpowie przed sądem. Sąd dyscyplinarny nie zezwolił wczoraj na pociągnięcie go do odpowiedzialności.
Jedyny słuszny komentarz: A na drzewach, zamiast liści, będą wisieć komuniści.

19 marca 2010

Panaceum.

Witam i zapraszam na kolejną dawkę paranoi z kraju i ze świata. Zaczynamy od wyroku Trybunału w Strassburgu, który zasądził 10 tys. euro na rzecz mordercy i gwałciciela, w związku z uchybieniami proceduralnymi. Trybunał uznał, że zostało naruszone prawo do obrony. Sprawa opisana jest zdawkowo i nie jest mi znana. Uważam, że każdy ma prawo do obrony, i że jeśli żyjemy w "państwie prawa", albo chociaż udajemy, to powinniśmy przestrzegać pewnych norm i standardów. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli skazany w tej sprawie rzeczywiście dopuścił się zarzucanych mu czynów, to artykuły konwencji Praw Człowieka nie powinny mieć do niego zastosowania, a jedyne co mu się należy do 10 tysięcy batów. Jest dla mnie bardzo przykrym faktem, to że stworzyliśmy i promujemy system, w którym tak łatwo jest zamienić miejscami kata i ofiarę. Nota bene tendencja ta jest powszechna, pewnie dlatego, że niezwykle wygodna i jakże pasująca do epoki relatywizmu w jakiej przyszło nam żyć. Oczywiście dobrze by było, aby polski wymiar sprawiedliwości przestrzegał procedur oraz pewnych uniwersalnych standardów, no ale to jest życzenie leżące na półce "nie i jeszcze długo, długo nie".

Zostajemy w Strassburgu. Tym razem "Strassburg" uznał, że Polska dyskryminuje gejów, a to nowość! Chodzi o sprawę, w której sąd odmówił prawa do dziedziczenia mieszkania po zmarłym partnerze. Wyjątkowo się zgadzam, jest to dyskryminacja. Nie w tym jednak rzecz, rzecz w tym, że trybunał uznał, że doszło do naruszenia prawa do życia rodzinnego. Z tym już nie mogę się zgodzić. Nie obchodzi mnie co trąbią w politycznie popieprzonych mediach na całym świecie piewcy "postępu" jego mać. Rodzina to kobieta i mężczyzna + dzieci - takie jest odwieczne prawo natury!!! A 2 facetów, hmm, nie wiem, związek, czy tam inny twór, ale nie rodzina.

Licealiści skarżą europosła za to, że nazwał ich "rozwydrzonymi i rozpuszczonymi przez rodziców smarkaczami". Zuzanna Niemier i Tomasz Chabinka są uczniami wrocławskiego XIV Liceum Ogólnokształcącego. Po listopadowym wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie krzyży, złożyli u dyrekcji swojej szkoły petycję w sprawie usunięcia symboli religijnych z terenu liceum. Licealiści uważają, że zostały naruszone ich dobra osobiste, wtóruje im Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Fakt, prawda w oczy kole, ale czy to jest naruszenie dóbr osobistych? Co to za czasy, nic nie można powiedzieć, a prawdy w szczególność, bo można kogoś obrazić, że o etykietce ciemnogrodzianina nie wspomnę. W dupach się poprzewracało! Strassburgi, fundacje, trybunały, sądy... Szkoda słów.

Mój ulubiony pseudonaród znów dał o sobie znać. Trzy rady obwodowe z zachodniej Ukrainy skrytykowały Parlament Europejski (PE) za niedawną rezolucję o sytuacji w kraju, potępiającą uhonorowanie przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy. Uderz w stół, a swołocz się odezwie. Niedługo po tym artykule czytałem następny, z którego można było się dowiedzieć, że ukraińcy uważają, że mają prawo mieć za bohatera kogo im się żywnie podoba. Coś w tym jest. Ich reakcja mnie nie dziwi, skoro są (niestety) suwerennym państwem, to wolnoć Tomku w swoim domku, jednakże ciężko oczekiwać, by gloryfikowanie zbrodniarza nie spotkało się odzewem w innych krajach. Pamiętajmy jednak, że jaki "naród" tacy "bohaterzy". Któż inny mógłby być bohaterem dla ludzi, których sportem "narodowym" jest ludobójstwo? Hitler by się nadał, no ale on jednak nie ich, Stalin albo Lenin, bliżej, ale oni pewnie za bardzo ruscy, a Bandera pasuje jak ulał!

Kwintesencja życia w Polsce, nastoletnie rodzeństwo za dobrą średnią i sukcesy sportowe otrzymało w ubiegłym roku sportowe stypendium wysokości 2,5 tys. złotych. Okazało się jednak, że stypendium dzieci sumuje się z dochodem rodziny. W ten sposób został on podwyższony i przekroczył dopuszczalną granicę - czyli 504 zł - by rodzina nadal mogła otrzymywać zasiłek rodzinny – dodaje podhale24.pl. Między innymi dlatego, w tym kraju nigdy nie będzie dobrze. Bez komentarza.

A co z tytułowym panaceum? Jak na obrazku, Sig Sauer P226 X-5 LW, 9mm para. Jako, że Colt Peacemaker i Desert Eagle .50 są zarezerwowane do leczenia najcięższych przypadków, to do składu podręcznej apteczki należy dodać coś bardziej "uniwersalnego". Nie zapominajmy także o zapasie kijaszków do rozganiania w cztery wiatry wszelkich z dupy wyjętych fundacji obrony wszystkiego i innych lewacko-hipisowskich wynalazków.

22 lutego 2010

A jeśli Polska to właśnie ta oszczana klapa?

Witam po przerwie.
Z przykrością stwierdzam, że
nie mogę zaserwować Wam na przywitanie żadnego optymistycznego akcentu. Moją głowę zaprzątało ostatnio wiele myśli. Choć były one bardzo różne, to jedna dominowała, ta z tytułu posta.

Myśl, pytanie, na które, z przykrością udzielam sobie odpowiedzi - tak, Polska to właśnie TA OSZCZANA klapa.
Smutne ale prawdziwe.

Setki lat jedni bezmyślni kretyni pod kierunkiem innych bezmyślnych kretynów pracowali na to, aby Polska stała się i pozostała oszczaną klapą. Niewątpliwie odwalili kawał dobrej roboty. Kryzys światowy, ha! Co tam! Polska jest w kryzysie od połowy XVII wieku, co tam jakiś kryzys! Na drugie imię mamy kryzys! Kryzys nie musiał do nas przychodzić, omijać ani wychodzić - tu jest jego dom i jest mu to dobrze - po co ma się gdzieś wybierać? Pewnie, robi wypady tu i tam, urlopy, wakacje, ale zawsze powraca w rodzinne strony.

Prognozy epidemiologów są zastraszające: za 10 lat podwoi się liczba osób chorych na nowotwory. Rak będzie głównym zabójcą Polaków. Żyć nie umierać, lub jak śpiewał Muniek "jest super". Pesymista ze mnie i malkontent. Nie jest tak źle. Czyżby? Według badań europejskich pod względem dostępności do leczenia onkologicznego Polska jest na ostatnim miejscu. Wyniki mogą nie być miarodajne! Urzędnicy dochodzą do wniosku, że nie ma co leczyć pacjentów z rakiem jelita grubego, jeśli skończyli 65 lat. – Jak mimo to ich leczyliśmy, kazali nam zwracać pieniądze – mówi prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Proponuję ogólnopolską "zrzutkę" na amunicję - urzędników odpowiedzialnych za tego rodzaju decyzje z całą pewnością nie ma sensu leczyć. Żyjemy w erze humanitaryzmu i takich tam, więc jedyne co pozostaje to ulżyć im w cierpieniach. Proponowane panaceum: Colt peacemaker.
Czy aby na pewno rak będzie głównym zabójcą Polaków? Myślę, że nie. Myślę, że będzie on tylko "narzędziem". Głównym zabójcą będzie głupota spod znaku oszczanej klapy pieczołowicie i skrzętnie pielęgnowana przez rzesze jej czcicieli. Bo w końcu Polak potrafi...

Pozostajemy w optymistycznych, polskich klimatach. Euro 2012, które nie wiem po jaką cholerę staramy się zorganizować. Niektórzy twierdzą, że na tym zarobimy i w ogóle, że będzie fajnie, drogi, stadiony... Problemy z przygotowaniami do mistrzostw Europy w 2012 mają wszystkie cztery polskie miasta gospodarze imprezy. A to dopiero niespodzianka! Przecież w tym kraju ze wszyscy ze wszystkim zdanżają i czasem nawet zdążają na czas. Pamięć mnie zawodzi, ale w jednej z kronik filmowych z czasów PRL zapowiadali, że do sześćdziesiątego któregoś tam w Warszawie będą 2 linie metra! Drogi? Pytanie retoryczne, cała reszta - każdy widzi i wie. Od początku mówiłem i powtórzę, że wyjdziemy na Jełro 2012 jak Zabłocki na mydle. Ale co tam, jedna kompromitacja mniej czy więcej nie zrobi nikomu większej różnicy...

Jeszcze jedno o drogach! Dziury na ulicy Sienkiewicza w Grodkowie zostały policzone. Na odcinku ponad 1 km ulicy znajduje się minimum 671 dziur! Może to jakiś rekord? Warto by sprawdzić. Dziury same w sobie nie są jednak aż tak ciekawe. "Ciekawym" jest to, że nikt nie ma zamiaru ich łatać, bo nie ma na to pieniędzy. Nie muszę chyba dodawać, że problem ten nie dotyczy jedynie Grodkowa. Bez komentarza.

Pora na coś z zagranicy. Dowód na to, że faszyzm ma się świetnie. Amerykański łyżwiarz figurowy Johnny Weir obawia się o bezpieczeństwo z powodu gróźb kierowanych pod jego adresem. Wszystko za sprawą stroju obszytego lisim futerkiem, który wzbudził protesty członków organizacji ekologicznych. No może neo-faszyzm, albo eko-faszyzm, nie wiem, co kto woli. Osobiście nie dostrzegam wielkiej różnicy. Oraz kolejna odpowiedź na pytanie, dlaczego niektórzy mogą sądzić, że z czarnymi jest coś "nie halo".

26 stycznia 2010

Globalne ocieplenie.

W związku z globalnym ociepleniem, którego skutki odczuwalne są zarówno w Polsce jak i w pozostałych krajach Europy - w tym roku wyjątkowo pod postacią siarczystych mrozów - zachęcam do lektury o pewnych, drobnych błędach, do których (o dziwo) zaczynają się przyznawać naukowcy zajmujący się globalnym ogłupieniem (czasem także ociepleniem). Wiodąca komisja Organizacji Narodów Zjednoczonych, zajmująca się zmianami klimatycznymi, przeprosiła za mylne dane opublikowane w raporcie z 2007 roku, w którym ostrzegano, że lodowce w Himalajach mogą stopić się do 2035 roku. IPCC przyznaje się do tego, że "odpowiednie standardy dowodowe nie zostały właściwie zastosowane". Choć IPCC przyznaje się do błędu, to jednak niechętnie i w bardzo ciekawy sposób: Teoretycznie, powiedzmy, że pomyliliśmy się co do jednej liczby, ale nie sądzę, by miało to wpływ na przytłaczające dowody naukowe pokazujące co dzieje się z klimatem na ziemi. Teoretycznie powiedzmy, że klimat na ziemi zmienia się cyklicznie od setek tysięcy lat bez naszej pomocy i z pewnością będzie się zmieniał w przyszłości. Cała "eko-lewacka" histeria związana z globalnym ociepleniem jest po prostu żałosna. Nie mam zamiaru specjalnie się rozwodzić na ten temat gdyż uważam, że nie ma nad czym. Dla mnie sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa - globalne ocieplenie to ściema. Mogę tylko odesłać to stand upu Georga Carlina, w którym naśmiewa się z aktywistów chcących ratować co tylko się da. Ciężko mi się z nim nie zgodzić - ludzie nie stanowią zagrożenia dla Ziemi, dla samych siebie - owszem. Zwłaszcza Ci, którzy uważają, że człowiek stoi najwyżej na szczeblach drabiny ewolucyjnej i, że tak cholernie dużo od niego zależy. Śmiem wątpić. Jak na mój gust to przed nami jeszcze bardzo długa droga.



Krótko na temat jakości polskiej edukacji. Wśród naukowców zatrudnionych na uniwersytetach trudno znaleźć takich, którzy nie pracowaliby gdzieś indziej. Na co najmniej dwóch uczelniach jednocześnie jest zatrudnionych ponad 53 proc. O tym jak zatrudnienie na kilku etatach na raz wpływa na jakość pracy "rofesora" chyba nie muszę się rozwodzić.

Zostajemy w Polsce i przyglądamy się zjawisku, które osobiście lubię nazywać "jestem klinicznym debilem, niech ktoś ulży mi w cierpieniu i mnie zastrzeli". Według nowego zarządzenia NFZ, mammografii nie wolno robić, gdy pacjentka zgłasza "dolegliwości w obrębie piersi". WTF? Czemu ludzie odpowiedzialni za ważne decyzje w tym kraju są skończonymi idiotami?

Wróćmy na moment do naukowców i ich wesołych teorii. Czy pismo odręczne odejdzie wkrótce do lamusa? Według uczonej z USA to całkiem rychła perspektywa. Kto wie, być może tak się stanie, nie można tego wykluczyć. Zwłaszcza w obliczu postępującego rozwoju "digital nation". Jak wspomniałem przed chwilą z powyższą tezą można się zgodzić, nie jest ona specjalnie dziwna. Ciekawa jest za to argumentacja. Pisanie odręczne nie jest naturalną czynnością człowieka i zdaniem Anne Trubek pracująca w Oberlin College w Ohio w USA, nie powinno się zmuszać do tego uczniów. Ciekawe, prawda? Wydaje mi się, że w przypadku pani Trubek myślenie nie jest jej czynnością dla niej naturalną, raczej czymś w rodzaju hobby, któremu nie oddaje się ani przesadnie często, ani z większym zaangażowaniem. Idąc tym tokiem myślenia można by w katalogu "nienaturalnych czynności człowieka" umieścić prawie wszystko. Z pewnością czynnością jak najbardziej naturalną dla człowieka jest robienie z siebie idioty, czego świetnym przykładem jest wspomniana (niedo)uczona.

Na koniec "kontrowersyjny" akcent z Afryki. Szamani w Ugandzie nadal składają ludzi w ofierze swoim bóstwom. Ta praktyka rozprzestrzenia się w całej Afryce. A spróbuj tylko powiedzieć, że z czarni są "nie halo" to zaraz się oburzają, że "rasista"!

09 stycznia 2010

Zasłyszane.

Rozmowa dwóch pań odpowiedzialnych za czystość w toaletach w jednej z galerii handlowych w Trójmieście. Jedna z nich jest w damskiej toalecie, druga na korytarzu. Ta na korytarzu krzyczy do tej w toalecie:
- Zośka! W męskim posprzątałaś?
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo tam chłopy są!
- A gdzie mają być!?

07 stycznia 2010

O kreatywności słów kilka.

Kreatywność jest bardzo na czasie, bez niej ani rusz.
Bycia kreatywnym wymaga się od nas niemal na każdym kroku. W szkole, w domu, w pracy - wszędzie trzeba wykazać się kreatywnością. Zwłaszcza w pracy, gdzie kreatywność potrzebna jest nie tylko po to, aby wykonywać powierzone nam obowiązki, ale także po to, aby pracę w ogóle dostać. Każdy pracodawca chce mieć względnie młodego, wykształconego i kreatywnego pracownika, że nie wspomnę o wysokiej kulturze osobistej, doświadczeniu zawodowym, nastawieniu na realizację celów, odporności na stres, znajomości języków, umiejętności pracy w grupie i pod presją czasu. Oczywiście każdy pracodawca oferuje w zamian pracę w stabilnej, rozwijającej się firmie, w młodym zespole, miłej atmosferze, oferując jednocześnie konkurencyjne zarobki i możliwości rozwoju. Wybaczcie dygresję, ale jeśli się jej bliżej przyjrzycie, to zobaczycie, że ilustruje ona kreatywność - w tym przypadku pracodawców, którzy zaprzęgli swój kreatywny potencjał, po to aby stworzyć bajkowego kandydata i bajkowe warunki. Naturalną koleją rzeczy jest zaprzęgnięcie kreatywnego potencjału przez kandydatów, po to aby stworzyć iluzję tego, że właśnie przybyli z baśniowej krainy wymarzonego pracownika. I koło się zamyka. Jest to o tyle zabawne, że zazwyczaj ani jeden ani drugi bajkopisarz nie "kupuje" dzieła drugiego. Cóż, żyjemy w świecie iluzji...

Kreatywność w kraju takim jak Polska ma bogatą, ciekawą i bardzo barwną tradycję, która jest o wiele starsza od korporacyjnych fantasmagorii. W Polsce trzeba być kreatywnym, to sine qua non egzystencji w tym kraju. Każdy kto choć trochę zna historię naszej Ojczyzny wie dlaczego. Oczywiście mam tu na myśli "kreatywność po polsku" będącą odpowiedzią na polską "egzotykę" i specyfikę tego kraju. Myślę, że mogę powiedzieć, że jesteśmy kreatywnym narodem - to, że tak naprawdę gówno z tego mamy niczego nie zmienia i tak jesteśmy cholernie kreatywni.

Przykład z Sopotu, w którym to prokuratura rejonowa dała przykład kreatywnego (nie)stosowania prawa.
Koncesje na sprzedaż alkoholu wydawane były niezgodnie z przepisami, ale nie było to przestępstwem [...] - Śledztwo zdecydowaliśmy się umorzyć w związku z tym, iż nie stwierdzono znamion czynu zabronionego w działaniu urzędników - mówi Barbara Skibicka, szefowa sopockiej Prokuratury Rejonowej.
Zdaniem prokuratury, urzędnicy kierowali się interesem społecznym wydając pozwolenia na sprzedaż alkoholu "na próbę", na okres krótszy, niż przewidują przepisy.
Niezłą prokuraturę ma "kurort"! Urzędnicy ewidentnie i z premedytacją łamią przepisy ustawy wydając pozwolenia na czas krótszy niż nakazuje ustawa, a prokuratura nie może doszukać się czynu zabronionego! To jest kreatywność! Ciekawe gdzie tego uczą, na korespondencyjnym kursie prawa? Oczywiście, że urzędnicy kierowali się interesem społecznym, przecież powszechnie wiadomo, że urzędy i urzędnicy w tym kraju kierują się wyłącznie interesem społecznym i dobrem obywateli, więc jeśli łamią prawo to tylko dla ich dobra i można ich za to karać. Ciekawe, czy ta kreatywna interpretacja czynu zabronionego stanie się precedensem?
Co ja gadam, w Polsce czyn zabroniony jest zabroniony jeśli popełnia go ktoś spoza klubu, lub bez kasy i wpływów - Folwark Zwierzęcy pełną gębą...

Zdarza się jednak, że z kretynizmami udaje się uporać w miarę sprawnie i szybko. Co rzecz jasna nie zmienia faktu, że moim zdaniem nie powinny one w ogóle mieć miejsca. Decyzja NFZ, która pozbawiła część z chorych na raka możliwości leczenia została cofnięta! Pani Kopacz w końcu czegoś nie skopała! Gratulacje! Skoro jesteśmy przy NFZ, to chciałbym oficjalnie ogłosić, że zajął on przedterminowo pierwsze miejsce w rankingu najgorszych polskich instytucji/urzędów za miesiąc styczeń. (Ranking jest moim prywatnym rankingiem, "wyróżnienia" przyznawane są w 100% subiektywnie i niedemokratycznie). Pomysłodawcy/winni tego stanu rzeczy wygrywają zaś w rankingu ludzi, których należałoby zapędzić do kamieniołomów.

Wróćmy na moment do kreatywnej sprawiedliwości, zainspirowany orzeczeniem Trybunału Europejskiego Lesław Maciejewski pozwał do sądu gminę Świnoujście gdyż uznał, że eksponując krzyże w urzędzie miejskim naruszyła jego dobra osobiste. A co ja mam zrobić? Istnienie takich ludzi jak Maciejewski narusza moje dobra osobiste i jakoś muszę z tym żyć! Co nie jest proste, gdyż mają oni przewagę liczebną!
Zdaniem cytowanego przez "Rz" socjologa, pozew mieszkańca Świnoujścia może zachęcić innych do podobnych działań. Uważa on, że to cena rosnącej podmiotowości obywateli i dojrzewania społeczeństwa obywatelskiego.
Powyższe stwierdzenie jest ciekawe, ale nie mogę się z nim do końca zgodzić. O ile jest bardzo prawdopodobne, że liczba urażonych i wnoszonych przez nich pozwów będzie rosła, to nie sądzę, aby było to ceną jaką musimy płacić za dojrzewające społeczeństwo obywatelskie.
Zachowania tego typu nie mają nic wspólnego ani z dojrzałością ani ze społeczeństwem obywatelskim. Wywodzą się z mylnej koncepcji wolności oraz powszechnie panującego i lansowanego libertynizmu, jak również postępującej laicyzacji społeczeństwa. Jest to cena "postępu". Tak postępu, lewicowego postępu myślowo-ideologicznego, który pod pozorem krzewienia wolności wszelakich narzuca społeczeństwom jedyny słuszny, postępowy światopogląd. Jakbym na to nie patrzył, to nie mogę postrzegać opisanej sytuacji inaczej niż jako efekt zdziczenia. Dlaczego zdziczenia? Dlatego, że jak pokazuje historia tam gdzie swe macki rozciąga lewactwo i jemu podobne ideologie efektem może być jedynie bezhołowie.

Polskie szkoły mają zostać skontrolowane przez niezależnych kontrolerów.
Po raz pierwszy pracę szkół będą oceniać nie pracownicy kuratorium, a specjalnie przeszkoleni dyrektorzy placówek oświatowych.
Pomysł ten nie przypadł do gustu pracownikom placówek, wiążą oni z nim pewne obawy:
Będą nas oceniać osoby z zewnątrz, a przecież najgłębszą wiedzę mają o ci, którzy ją znają od dawna [...]
I wszystko jasne. Wiadomo, że najlepszą, najpełniejsza, najrzetelniejsza i najbardziej wiarygodną ocenę wystawi nie niezależny kontroler z zewnątrz (choć co do tej niezależności nie miałbym pewności), tylko ci, którzy znają się od dawna i niejedną flaszkę razem obalili. Proste jak konstrukcja cepa.

Na koniec nieco weselszy akcent będący kolejnym argumentem przemawiającym za moją tezą, iż należy wszystkie istniejące dni wszystkiego i niczego zastąpić dwoma dniami. Dniem debila i dniem bez debila. TVN24 pisze, że dziś obchodzimy dzień sprzątania biurka! Dum, dum, dum...
Więcej, artykuł nosi wdzięczny tytuł "Pokaż mi swoje biurko, a powiem Ci kim jesteś". O tak, kolejny idiotyzm idący w parze z dniami wszystkiego i niczego. Pokaż mi swój ... / swoje ... / co jesz / jak jesz / co czytasz / bla, bla, bla - a powiem Ci kim jesteś! Jestem ciekaw, czy ludzie wymyślający podobne niedorzeczności robią to z nudów, swojej głupoty, czy może otaczają się ludźmi tak nieskomplikowanymi i płytkimi, że potrafią powiedzieć kim są patrząc się na ich biurko lub obserwując nawyki żywieniowe. Nie wiem jak to jest z innymi, ale jeszcze nie znalazł się taki wróżbita/domorosły psycholog/szalbierz, który mógłby powiedzieć jaką jestem osobą patrząc na moje biurko! No, chyba że trafiłby się autentyczny jasnowidz, ale on z oczywistych względów byłby poza konkursem.

02 stycznia 2010

Nowy rok

ta sama paranoja...

Zacznijmy od tematu Polski w zagranicznych podręcznikach do historii. MSZ sporządziło raport, o tym jak przedstawia się nasz kraj w zagranicznych podręcznikach. Poza kwiatkami typu Polacy idący z szablami na niemieckie czołgi (taki sam kwiatek zafundował nam sam "miszcz" jego mać Wajda ~6:46 min) i tradycyjnie już "polskimi obozami koncentracyjnymi" wniosek jeden i to w dodatku krótki: "za granicą o Polsce uczą niewiele".
Wniosek nr 2 - świat co do zasady ma nasz w głębokim poważaniu.

Jak zły szeląg powraca jeden z moich ulubionych chłopców do bicia, czyli polityczna poprawność. Wyspiarze ubolewają nad faktem, że polityczna poprawność niszczy świąteczne tradycje.
Chodzi między innymi o żarty umieszczane w popularnych w UK crackersach, które zostały zmienione tak, aby nikt nie poczuł się urażony ich treścią. Cóż, dobrze, że nawet w miejscu tak nasyconym wirusem PC jak UK ludzie zaczęli zauważać, że PC to nic dobrego. Trzeba powiedzieć więcej, PC niszczy nie tylko świąteczne tradycje, PC niszczy wolność, bo jest zawoalowaną formą faszyzmu i dlatego trzeba ją tępić! (O czym zresztą już nie raz mówiłem).

Wiadomości z Rosji. Islamiści zamordowali księdza, bo był "zawziętym wrogiem Allaha".
Muzułmańscy ekstremiści twierdzą, że ksiądz Daniła Sysojew w kilku broszurach znieważył Koran i Mahometa i podważał islam w dyskusjach z nimi. Proponuję dla odmiany przyjąć modus operandi wyznawców religii miłości i przypomnieć sobie nieco Stary Testament! Zastosujmy te same środki w stosunku do muzułmanów znieważających Biblię, Chrystusa i podważających wiarę chrześcijańską. Oko za oko, tak jak bywało drzewiej. Widać, że do niektórych ludzi inna retoryka nie przemawia. Ale by była zabawa, co?

Na koniec wracamy na własne podwórko, gdzie ZUS wysuwa się na prowadzenie w wyścigu o laur dla najbardziej skurwysyńskiego urzędu w Polsce.
Bronisławie Gwóźdź z Łodzi, która ma 104 lata, ZUS odmówił prawa do pobierania bezpłatnych leków.
- Teraz kiedy nasza firma szuka pieniędzy, oszczędzamy na świadczeniach dla ludzi, którzy sami nie mogą się bronić. W tym konkretnym przypadku: po co świadczenia na bezpłatne leki osobie, która i tak w każdej chwili może umrzeć. Każą nam myśleć ekonomicznie.

Nadejdzie taki dzień, w którym wy też nie będziecie się mogli sami bronić, wtedy zaśpiewacie falsetem, co do jednego...

24 grudnia 2009

Rzeź debilątek

...czyli o polskim szkolnictwie raz jeszcze.
Zachęcam do zapoznania się artykułem dotyczącym wprowadzenia obowiązkowej matury z matematyki.

Co czwarty polski maturzysta, jak pokazały wyniki tegorocznej próbnej matury, nie umie rozwiązywać zadań z matematyki na poziomie podstawowym. 24% oblało egzamin, nie przekroczywszy progu wymaganego minimum punktów, czyli 30%. – Na prawdziwej maturze będzie jeszcze gorzej. Przewiduję, że może ją oblać nawet co drugi uczeń

Nie będę się zbytnio rozpisywał, ponieważ liczby mówią same za siebie, a artykuł pomimo tego, że może nie jest wyczerpującą analizą problemu, to daje dość dobry obraz beznadziejnego poziomu zarówno polskiego szkolnictwa jak i uczniów. Powtórzę: polski system szkolnictwa jest do dupy!
Niestety, jak zapewne większość z Was wie, nie stanowi on niechlubnego wyjątku, lecz przykrą normę. Świetnie wpisuje się krajobraz wszechobecnej, polskiej dupowatości. Jeśli nie przebudzimy się z chocholego tańca, to niedługo obudzimy się z ręką w nocniku, co niestety także nie będzie niczym nowym.

Dlaczego polski system edukacji uporczywie obniża poziom i przyczynia się do hodowli półanalfabetów? Dlaczego każda reforma daje skutki odwrotne od zamierzonych? Z pominięciem opcji, która zakłada właśnie takie skutki. Szkolnictwo od podstawówki przez gimnazjum po liceum jest w większości przypadków przykrym żartem, tragikomiczną szopką. Co gorsza, szopka ta wcale nie kończy się na szkolnictwie średnim. Dumnie zwane szkolnictwo wyższe (często będące wyższym tylko z nazwy) także jest jej częścią. Opłakany poziom większości polskich uczelni na wespół z prywatnymi Mc Uczelniami będącymi prawdziwą fabryką debili z dyplomem dopełniają obrazu nędzy i rozpaczy polskiej edukacji.

Wróćmy jednak do matur. MEN twierdzi, że matura z matematyki zdziała cuda zarówno dla przyszłych studentów jak i dla polskiej gospodarki już teraz cierpiącej na deficyt inżynierów, przynajmniej takie odnoszę wrażenie słuchając wypowiedzi ludzi z ministerstwa. Fajnie by było gdyby tak było, ale nie oszukujmy się, realny świat rządzi się trochę innymi prawami niż chore umysły kolejnych ekip rządzących, nieważne jaką ideologią wycierają sobie aktualnie mordy. Cudów nie będzie. Po pierwsze dlatego, że cofnięcie postępującego odmóżdżenia młodych pokoleń jeśli miałoby się udać, to będzie długotrwałym i trudnym procesem. Po drugie, musiałaby istnieć realna wola, by taki proces zapoczątkować, a tej jak na razie ze świecą szukać.

Jeśli ktoś mógłby mi wytłumaczyć dlaczego i jak to się stało, że próg zdawalności na maturze wynosi 30%, to będę wdzięczny. Do tej pory nie potrafię się oswoić z tym faktem. Jak również z faktem, że pomimo tego żałośnie niskiego progu jest masa ludzi, dla których zdanie matury okazuje się zadaniem zbyt trudnym. Wiem, że jedynie nieskończony jest wszechświat i ludzka głupota, a co do tego pierwszego, to nie można być pewnym, no ale, litości... 30%....
Zadania na maturze z polskiego, do których są podane, gotowe fragmenty tekstu, na podstawie, którego można pracować. Zadania z matematyki, których część będzie miała charakter zamkniętych? [...] kiedy nie potrafili rozwiązać zadania z puli zadań zamkniętych, podstawiali kolejno do treści zadania jedną z czterech wymienionych odpowiedzi [...]
Nietrudno przewidzieć, że efektem tej co najmniej dziwnej polityki wobec nieuków (obniżanie wymagań, zamiast podnoszenia poziomu edukacji) będzie jeszcze większe rozplenienie się i tak już wszechobecnego schematu "debil nade mną, debli pode mną". Można też będzie z całą pewnością trawestować i mówić: debili i nieuków banda. Co ja gadam! Już można! Niech żyje przeciętność, Prl bis babe! Albo i nie bis. Prl ciągle żyw, na swój sposób, w naszej mentalności...

"A jeśli Polska, to ta oszczana klapa właśnie"?

Zmieniamy temat. Krótko o szczycie klimatycznym. Belgijska prasa ubolewa nad kształtem "porozumienia" wypracowanego w wyniku szczytu. Szczyt sam w sobie był bardzo ciekawym wydarzeniem w kategoriach zjawiska geopolitycznego. Po części ukazał on jak hipisowskie mrzonki, pomimo tego, że wszechobecne i popularne nie mają szans w konfrontacji z murem zbudowanym z żywej gotówki. Komentarze pojawiające się w światowej prasie także, jak to zazwyczaj bywa, dawały wiele do myślenia. Pragmatyczne, suche i profesjonalne niemieckie, przepełnione obawami - z krajów "rozwijających się", te z USA, nieco kosmiczne.... Do wyboru do koloru. A te belgijskie? Cóż...

Zdaniem gazety, konferencja w Kopenhadze pokazała, że nie da się zjednoczyć bogatych i biednych krajów świata wokół jednego celu. - Panie i Panowie - przyszli laureaci nagrody Nobla, a jeśli nie, to nagrody wielkiego DUH....

Na koniec coś o Polonii w USA. Przyjaciele 24-letniego Polaka, który zginął od kul amerykańskiej policji nie wierzą, że mężczyzna mógł terroryzować siekierą ulice Des Plaines w stanie Illinois. Nie wiem jak Wam, ale mi po przeczytaniu tego zdania od razu przed oczami stanął następujący obraz: starsza Pani przed kamerami proszona o komentarz na temat swojego sąsiada, który okazał się być mordercą, mówi "to był taki miły, młody człowiek, zawsze mi się kłaniał". Choć po części rozumiem, że czasem ciężko uwierzyć w to, że ktoś kogo się zna i uważa za spokojnego mógł nagle zacząć latać z siekierą po ulicy, to nie zmienia faktu, że takie rzeczy się zdarzają. Ludziom po prostu czasem odbija i tyle. Zresztą, co to znaczy kogoś znać?
Współlokator zastanawia się również dlaczego nie oddano strzału ostrzegawczego i dlaczego nie postrzelono go np. w rękę lub w nogę, tylko od razu dostał strzały w klatkę piersiową.
A mnie zastanawia, jak można być tak pozbawionym wyobraźni jak rzeczony współlokator.
Sprawa opisana jest zdawkowo, więc nie chciałbym wyciągać pochopnych wniosków, ale czy tak trudno jest sobie wyobrazić sytuację, w której jesteśmy policjantem wezwanym do interwencji, na którego wybiega facet z siekierą? Sam nigdy nie byłem w takiej sytuacji i nie zazdroszczę nikomu kto był. Coś mi jednak mówi, że jak wyskakuje na Ciebie facet z siekierą, to nie bawisz się w strzały ostrzegawcze i, że strzały w nogi itp. sprawdzają się głownie w filmach. Wydaje mi się także, że zdecydowana większość ludzi sięgających po broń po to, aby odeprzeć atak strzela tak żeby zabić. I wcale im się nie dziwię.

16 grudnia 2009

Grzeszne myśli.

Na początek informacja o poczynaniach sług szatana vel swołoczy z Gówno Prawdy. We Wrocławiu trwa batalia o nadanie alei spacerowej imienia rotmistrza Witolda Pileckiego. Niektórym jednak patron się nie podoba. W tym publicystce lokalnej „Gazety Wyborczej”.
Jakoś mnie to nie dziwi. Wybiórczej nie podoba się nic co związane z patriotyzmem, bo to przecież trąci zaściankiem, a na to nie możemy sobie pozwolić! A już na pewno nie postępowa swołocz z Wybiórczej.
Murem przeciwko Pileckiemu stanęła lokalna „Gazeta Wyborcza”, poświęcając inicjatywie serię artykułów. Publicystka wrocławskiej „Wyborczej” Beata Maciejewska argumentuje, że „na Starym Mieście powinny obowiązywać nazwy historyczne, a jeśli nie można do nich wrócić, należy się dostosować do dawnych obyczajów nazewniczych”.
Ja także jestem za dostosowaniem się, choć powinienem powiedzieć przywróceniem dawnych obyczajów. Dla ścisłości dodam, że tylko niektórych, gdyż tak jak jedyna słuszna gazeta bywam wybiórczy. Całym sercem popieram dawny obyczaj polegający na karaniu zdrajców. Wróćmy więc do tej pięknej świeckiej tradycji i niech na drzewach w końcu zawisną komuniści i ich klakierzy. Do takich obyczajów miłośnicy czerwonego, nomen omen, fallusa belzebuba skupieni w antypolskiej gazecie wybiórczej pewnie nie mają ochoty powracać? Pewnie woleliby, aby aleja została nazwana imieniem Mi... Mii... Miii... Michnika... Adama zresztą.

Skoro rytualne biczowanie GW mamy z głowy, to czas na dawkę science-fiction. Polityka liberalna, daleka od protekcjonizmu, uchroniła Polskę przed recesją - mówił minister finansów Jacek Rostowski [...] + Myślę, że to dzięki temu, że kontynuowaliśmy politykę liberalną i wolnorynkową, Polska jest jedynym państwem europejskim, które nie zaznało kryzysu światowego. Rozumiem, że PO lubi propagandę sukcesu, przepraszam politykę, wszak co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale musi pamiętać, że nie każdy ma dostęp do tak dobrego towaru jakim raczy się ekipa PO. Napisałem science-fiction, lecz po chwili zastanowienia lepiej by chyba było napisać tragicomic political-fiction. Drogie PO - za dużo "miodku", oj za dużo...

A propos tak zwanego good shit - znów zrobiło się ciekawie za sprawą Piesiewicza i filmu, w którym dla odmiany występuje nie jako scenarzysta, lecz gra w nim główną rolę.



Jak widać Piesiewicz wyznaje zasadę "Coco Jambo i do przodu!" Pomimo tego, że wyznawców tejże zasady jest wielu, to zachowanie Piesiewicza przedstawione na filmie spotkało się negatywnym odzewem. Wiele osób uważa, że senatorowi oraz "autorytetowi moralnemu" takie zachowanie nie przystoi. Pamiętajmy jednak, że jak mówi porzekadło "każdy kij ma dwa końce", a na drugim końcu kija znajdują się osoby, które solidaryzują się z Piesiewiczem. Jedną z tych osób jest Maleńczuk, który powiedział co wiedział: Krzysztof Piesiewicz to wybitny artysta, a artystom więcej wolno. A tym krajem rządzi stara baba, kołtun i kler uzurpujący sobie prawo do moralnych wyroków. Jak dobrze, że tego prawa nie uzurpują sobie muzycy po zawodówce, to by dopiero było! Wiem, że "artysty" in gremio uważają, że mają carte blanche na dziwactwa, prowokacje, ćpanie, pieprzenie nastolatek w dupę itd., jednakże powinni być świadomi tego, że są w błędzie i to w dość poważnym. Nie Panie Maleńczuk, artystom wolno tyle samo co każdemu innemu obywatelowi, bo co do zasady każdy jest wobec prawa równy. Ta sama zasada znajduje odzwierciedlenie w odniesieniu do oceny zachowań ludzi piastujących pewne stanowiska oraz aspirujących do pewnego miana. Jak mawiali drzewiej noblesse oblige...
Tylko gdzie to noblesse?

10 grudnia 2009

Którędy do domu?

Znów oddałem się refleksjom spod znaku Nie pytaj o Nią...
W wyniku czego przypomniałem sobie znakomita piosenkę wykonywaną przez
Ester Phillips.

Nosi ona tytuł "Home is where the hatred is".
Nic dodać, nic ująć...

Junkie walking through the twilight
I'm on my way home
I left three days ago, but no one seems to know I'm gone
Home is where the hatred is
Home is filled with pain and it,
might not be such a bad idea if I never, never went home again

stand as far away from me as you can and ask me why
hang on to your rosary beads
close your eyes watch me die
you keep saying, kick it, quit it,
Lord, but did you ever try
to turn your sick soul inside out
so that the world, so that the world
can watch you die

home is where I live inside white powder dreams
home was once an empty vacuum that's filled now with my silent screams
home is where the needle marks
try to heal my broken heart
and it might not be such a bad idea if I never, never went home

stand as far away from me as you can and ask me why
hang on to your rosary beads
close your eyes to watch me die
you keep saying, kick it, quit it,
Lord, but did you ever try
to turn your sick soul inside out
so that the world, so that the world
can watch you die