08 lipca 2009

Przepraszam czy tu uczą, część druga...

Witam po przerwie! Po części spowodowana ona była, jak mawiają anglojęzyczni, writers block, a po części, najnormalniejszym i zupełnie naturalnym odruchem wymiotnym na 99% doniesień z kraju i ze świata. Myślę, że o ile writers block może być dla wielu z Was pojęciem obcym, to odruch wymiotny już nie! :) A z drugiej strony, to tak między Bogiem a prawdą ile razy można pisać o tym, że nasz rząd jest do dupy a Steinbach powinno się odpierdolić łeb przy dupie? A propos leada z tego newsa to nie mogę oprzeć się pokusie i nie strawestować: dzięki Bogu, że jeszcze nikt nie dał mi licencji na zabijanie, bo z pewnością (wg większości współczesnych doktryn religijnych) smażyłbym się w piekle. Chyba, że teoria, którą ukułem (nie ukrywam, czysto pod siebie), głosząca, że czerwoni i wszelka im podobna swołocz duszy nie mają, a co za tym idzie odesłanie takiego na łono kloaki z której wypełzł nie może być poczytane za coś złego, a wziąwszy pod uwagę ich szatańską naturę, być może, nawet za dobry uczynek! Rzecz jasna mogę się mylić! Starczy jednak tych quasi-teologicznych rozważań.

Przejdźmy do meritum zawartym w tytule posta. Od jakiegoś już czasu nic tak nie przykuwa mojej uwagi jak tegoroczne matury. Zapewne ktoś spyta się dlaczego? Matury są co roku! Fakt, w tym roku jednak zasób mojej wiedzy został wzbogacony o pewien, kuriozalny dla mnie, fakt, o którym do tej pory nie miałem pojęcia. Mianowicie, aby zdać "nową maturę" należy uzyskać 30% poprawnych odpowiedzi z każdego zdawanego przedmiotu. Jeśli się mylę, lub śnię - proszę poprawcie mnie! Horror, to pierwsza myśl jaka mi się nasuwa. Zaraz po niej, być może trącące frazesem, lecz moim zdaniem trafne stwierdzenie, mówiące, że takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Kierując się przytoczoną maksymą i patrząc na poziom edukacji w Polsce mogę bez zastanowienia stwierdzić, że mamy grubo przejebane! Nie chcę wdawać się w kolejne dywagacje na temat ułomności polskiego szkolnictwa, vide beznadziejnej kadry, poronionego programu, braku rzetelnej kontroli i nadzoru nad systemem, jak na Polskę przystało panoszących się (tak, nawet w szkolnictwie) sitw, etc. etc. etc. (Że nie wspomnę o kolejnym odwiecznym problemie, który nosi imię debli nade mną, debil pode mną). Pomijając te, jak i tysiąc innych kłód, które rzuca się pod nogi naszemu systemowi edukacji, to do ciężkiej cholery - 30%??? Fuck me.... Nie wiem jak Wy, ale kiedy ja pobierałem nauki to jeśli próg zdawalności wynosił tzw. 50+1 to był powód do radości. 30%? Wg moich standardów trzeba być debilem, żeby teraz nie zdać matury! Przepraszam, CIĘŻKIM DEBILEM. Zwłaszcza, że np. na języku polskim do zadań podane są fragmenty tekstu, na którym mamy/możemy oprzeć swój wywód. Co przecież oznacza, że nawet nie trzeba zadać sobie trudu przeczytania lektury! Jeśli ktoś niedowierza, zapraszam na stronę http://www.cke.edu.pl/, gdzie można pobrać arkusze egzaminacjyne.

Dum(b), dum(b), dum(b), dum(b), dum(b)....

Jaka wygląda zdawalność (arcytrudnego) egzaminu maturalnego w tym roku? Podaję za CKE (wszyscy zdający):
licea ogólnokształcące - 89%
licea profilowane - 61%
technika - 67%
licea uzupełniające - 40%
technika uzupełniające - 31%

Dum(b), dum(b), dum(b), dum(b), dum(b)....

Drzewiej mawiali (w nieco innym kontekście rzecz jasna) "oddam dyplom za przedwojenną maturę". Co powiedzieli by teraz? Gdyby oglądali South Park, być może: "screw you guys, I`m goin` home!" Pewnie jednak woleliby zapaść się pod ziemię.

30 maja 2009

Global history X

Rosjanie wpadli na ciekawy pomysł! Powołali spec-komisję, która będzie przeciwdziałała fałszowaniu historii. Myślę, że Polska też powinna powołać taką komisję. Historia fałszowana jest nagminnie, dlatego też komisja miałaby pełne ręce roboty, to po pierwsze, a po drugie, to wszyscy kochają komisje! Czyż nie? Z tym, że komisja mego pomysłu nie mogłaby być spec-komisją tylko z nazwy, o nie! Jej modus operandi musiałby diametralnie różnić się od tego jakim posługują się inne komisje. W obliczu niejednej, bezczelnej i drastycznej próby gwałtu na historii trzeba odwołać się do drastycznych metod. Członków komisji zaopatrzyć w cacka widoczne na zdjęciu obok i puścić w teren. Myślę, że taka komisja ostudziła by nieco wybiegi o jakich można przeczytać tutaj. Ciekawe jak długo jeszcze Niemcy będą próbowali odwrócić kota ogonem? Do skutku? Relatywizm jest straszny, a w rękach Niemców, brrr.

Oczywiście to tylko mrzonki. Nasz rząd miłości pozbawiony jaj i kręgosłupa nie potrafi się nawet porządnie helmutom odszczekać, że o zdziałaniu czegoś konkretnego na arenie międzynarodowej nie wspomnę.

08 maja 2009

Chleba naszego SBckiego...

"Człowiek honoru", Czesław Kiszczak przy okazji składania wyjaśnień na procesie dotyczącym wprowadzenia stanu wojennego, stwierdził, że obniżając emerytury SBkom (a ściślej oficerom służb specjalnych) pozbawia się chleba ludzi stojących nad grobem. Zaraz się popłaczę. Zamiast stać nad grobem powinni już dawno w nim być, jak wielokrotnie już powtarzałem, powinno się ich powywieszać na latarniach w `89. Niestety ten postulat po dziś dzień nie został zrealizowany, nad czym bardzo boleję. SBckie gnidy swoją kromkę chleba już zjadły, a i nakradły przy okazji trochę mąki - nie sądzę aby obniżenie SBkom emerytur równało się z odebraniem im chleba - a nawet jeśli, tym lepiej! Na pohybel czerwonym! Szanowny pan Kiszczak chyba nie do końca się orientuje jakiej wysokości emerytury dostają ludzie w tym kraju. Życzę mu z całego serca by był zmuszony do utrzymania się za przeciętną, polską emeryturę. Wydaje mi się, ba, mogę się założyć, że wtedy śpiewałby inaczej.

Jak na czerwonego przystało Kiszczak jest w pewien groteskowy sposób zabawny w swej argumentacji, twierdzi, że oficerowie SB "uczciwie służyli Polsce". Normalnie w pale się nie mieści. Czerwoni zdrajcy uczciwie służą Polsce, przecież to jest oksymoron! Służyć to oni służyli, owszem, nie byli jednak w służbie ani Polski ani uczciwości. Ale cóż, czerwony beton pozostanie czerwonym betonem i do grobowej deski będzie odwracał kota ogonem szerząc moralny daltonizm. Kiszczak ustawę "odbierającą chleb" nazywa "średniowieczem i afrykańskim buszem" i ponownie się myli. Szkoda, bo zarówno w pierwszym jak w drugim przypadku po czerwonych dawno już została by mokra plama. Co ciekawe udało mu się też powiedzieć coś z sensem!

"Bez udziału służb specjalnych porozumienie w 1989 r. nie byłoby możliwe".

Powyższe zdanie warto zapamiętać, zarówno ze względu na jego "wartość poznawczą" jak i dlatego, że Kiszczak powiedział prawdę! Fakt, iż wypowiedź ta miała na celu wybielenie SBków, no ale - Szanowni Państwo - czerwony powiedział prawdę! Za to warto się napić!

Na koniec pozwolę sobie na małą dygresję. W ramach cyklu demaskowania polskich absurdów, demaskowanie to może za dużo powiedziane, bo żeby ich nie dostrzegać trzeba być z planety Melmak, zapraszam do zapoznania się z newsem na temat NFZ. Nie dość, że żyjemy w kraju, w którym urzędnik na zagrodzie równy półbogowi, w sądach pracują albo debile, albo skorumpowani debile, a jak już się trafi jakiś normalny to wyrok i tak można sobie wsadzić, ludzie, którzy ciężko pracowali całe życie potrafią dostawać 120 zł emerytury a SBckie ścierwo po kilka tysięcy, bez posmarowania nic nie idzie załatwić, to jeszcze NFZ wymyśliło sobie, że "nie każdy pacjent, który dotąd korzystał z zabiegów, powinien być poddawany rehabilitacji, a tylko ten, który rokuje szansę na wyleczenie lub znaczną poprawę stanu zdrowia". Ludzkie pojęcie przechodzi! Panie i Panowie łamiący sobie głowy w NFZ, powiem jedno, dziękujcie Bogu, że władza w tym kraju nie jest w moich rękach, bo gdyby była, to też byście nie "rokowali". Jeśli wiecie co mam na myśli...

05 maja 2009

PC! FUCK YEAH!

Jestem PC! Dum(b), dum(b), dum(b)... Wszyscy razem! :)
Jeden z moich ulubionych chłopców do bicia daje o sobie znać kolejny raz. Walka o rząd dusz trwa, w wraz z nią postępuje kastracja intelektualna, jedną z metod kastracji jest poprawność polityczna, która, podobnie jak jej piewcy, kolejny raz udowadnia, że nie ma granic głupoty, których nie jest w stanie przekroczyć.
"Polityczna poprawność – zdaniem wielu - nakazuje ludziom mówić nie to, co myślą, ale to, co wypada. – Poprawność polityczna to jest właśnie cenzura". Zgadza się. Bo po co ludzie mają myśleć? Nic dobrego z takiego niekontrolowanego myślenia przecież nie może wyniknąć i choć w większości wypadków nie stanowi to wielkiego problemu, gdyż ludzie po prostu nie myślą (czego dowodem może być rozprzestrzenienie się PC) , to jeśli zdarzy się jakaś czarna owca, która popełni ten grzech, to na straży stoi PC. Nie ma wątpliwości co do tego, że jest to specyficzna forma cenzury. "Bo ktoś może poczuć się urażony". Straszne. Odwróćmy wszystko do góry nogami, zerwijmy z tradycyjną semantyką, dlatego, że ktoś może poczuć się urażony. Co z tego? Jeżeli ktoś będzie chciał kogoś obrazić, to i tak zrobi, w ten czy inny sposób. Natomiast jeżeli, ktoś lubi się obrażać na wszystko i wszystkich, nie potrafi interpretować tego co się do niego mówi, lub też interpretuje wszystko wg jednego klucza, to trudno, czemu mamy się tym przejmować? Czemu mamy ustępować obrażalskim ćwierć mózgom? Ja nie widzę ani jednego powodu. Powiem więcej, mam głęboko w dupie to, że ktoś może poczuć się urażony. Życie toczy się dalej, spróbuj nadążyć.

Piewcy równości bez granic nie ustają w swych dążeniach do całkowitej eufemizacji języka. Wycierając sobie przy tym nagminnie gębę hasłami takimi jak wolność, tolerancja czy równość. Podczas gdy w gruncie rzeczy nie mają z nimi nic wspólnego. To banda wykolejonych hipokrytów, faszystów wypisz wymaluj, dzielących świat na tych co z nimi i tych, których trzeba zniszczyć, w głębokim poważaniu mają wolność i równość, chcą tylko uprzywilejowanego statusu dla siebie, po to by mogli do woli i w spokoju propagować swe dewiacje.

A propos walki o "równość", warto wspomnieć o pomyśle Kampanii przeciw Homofobii, która postuluje o to, aby sankcja za znieważanie gejów była zawarta w kodeksie karnym. KpH chce, aby do art. 257 kk. dopisać: "z powodu orientacji seksualnej". Pomysł ten popiera dyżurny gej i (nomen omen) (pa)Jacyków. Ma on jednak, o dziwo, pewne, wg mnie bardzo uzasadnione wątpliwości co do praktycznego funkcjonowania tego zapisu. Dobrym pytaniem, jeśli taki zapis zostałby wprowadzony (o zgrozo!), jest jak wyglądałoby jego egzekwowanie? Jeżeli zmieniony przepis zabraniałby publicznego znieważania ze względu na orientację seksualną, to czy hetero mogliby pozywać homo za znieważenie? Czy byłby to przepis wpisujący się w dzisiejsze realia i tylko homo mogliby pozywać hetero? Albo lepiej, czy homo pozywaliby homo? Powstaje także kolejne pytanie, co jest orientacją seksualną a co nie? Bo z pewnością ustawa (jak to w Polsce) nie precyzowałaby tego zagadnienia. Więc, jeśli ktoś lubi 5-letnich chłopców, to czy mógłby kogoś pozwać na nazwanie go pedofilem? Przecież to orientacja seksualna! Ha!
Pomijając wątpliwość przytoczone powyżej, sprawa ta ilustruje to, że bojownicy o równość wcale o nią nie walczą. Walczą o większy kawałek tortu dla siebie. Powtórzmy dla SIEBIE. Nie chodzi o równość, chodzi o pewne grupy ludzi ich interesy. Bo czy nie jest tak, że każda współczesna dupokracja gwarantuje swoim obywatelom pewne niezbywalne, przyrodzone prawa, bez względu na to komu i co lubią pakować w tyłek, jaki mają kolor, płeć i religię? Ale nie to mało, potrzebne są oddzielne zapisy, najlepiej dla każdego po jednym. Pytanie dlaczego? Czy geje i inne "mniejszości" nie czują się ludźmi? Dlatego potrzebują oddzielnych zapisów? Czy wcale nie zależy im na promowaniu idei równości, na co wskazywałyby ich działania, tylko na preferencyjnym traktowaniu?

Na koniec kolejny raz przypomnę kwestię z filmu "Sami Swoi", sądy sądami, a państwo i tak Cie zgnoi! Oto czytamy, że sądem sądem, a fiskus swoje. Nie pierwszy raz słyszę o podobnych praktykach, jak i o samowoli fiskusa. Nasuwa się pytanie, po jaką cholerę nam te sądy? Skoro nawet one nie są w stanie ukrócić urzędniczej anarchii? Rozwiązać i pogonić kijami w jasną cholerę. Jakie to krzepiące wiedzieć, że żyje się w kraju, w którym wyrok sądu można sobie wetknąć w tyłek (po tym jak już się go doczeka). Żeby było śmieszniej to kwestia nie tyczy się tylko wyroków WSA, co jest i tak sprawą co najmniej kuriozalną, ale i NSA!

Sądy, sądami, tylko gdzie się podziały moje granaty?

03 maja 2009

O tym i o tamtym.

Wszyscy wiemy, że dziennikarstwo w Polsce na bardzo wysokim poziomie stoi. Media są obiektywne i profesjonalne, rzetelnie przedstawiają otaczającą nas rzeczywistość, tak aby każdy mógł interpretować ją według swojego uznania. Nie brak ciekawych materiałów i wywiadów z ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia. Takim właśnie wywiadem raczy nas (Der) Dziennik.
Bohaterem tegoż wywiadu jest wielkiej sławy, urody i intelektu aktorka Anna Korcz. Co ma ciekawego do przekazania? To, że mężczyźni w Polsce śmierdzą, że Tusk jest przystojny i, że "profesor" Bartoszewski jest "tirem napoleonek z kremem". Szalenie interesujące, prawda? Być może ktoś zada pytanie, po jaką cholerę przytaczam te bzdety? Po to, aby zilustrować pewne zjawisko, polegające na tym, że byle ćwok, który kilka razy ukazał się na szklanym ekranie czuje się legitymizowany do tego, by grać rolę autorytetu w przynajmniej kilku dziedzinach życia. Można także potraktować ten materiał jako ilustruję beznadziejność rodzimego, tfu, dziennikarstwa - typowy, tendencyjny zapychacz. Wolę jednak traktować ten materiał w kategoriach rozrywki. Pożal się Boże aktorka realizująca się głównie w telenowelach, która uważa, że hindusi są przepiękni, Tusk przystojny, a Bartoszewski mądry, plus osoba, która uważa, że warto o tym zrobić wywiad - prawdziwa pigułka śmiechu. A tak poważnie, to Who gives a fuck?

Będąc przy śmiechu i ćwokach, którym wydaje się, że są autorytetami, i że ludzi interesuje to co mają do powiedzenia, czytamy, że bojkot TVP nie wypalił, gdyż "zwyciężyła mentalność grillowa".
Do bojkotu TVP nawoływały "środowiska tfurcze", TVP jest teraz zła gdyż siedzi w niej Farfał, który poza tym, że jest złem wcielonym, to w dodatku nie należy do "Klubu" więc jest "be".
Krauze: [...]"to wstyd, żeby telewizją publiczną kierował człowiek z taką przeszłością". "Przeszłością" jest jeden z najcięższych grzechów, poza nie byciem członkiem "klubu", czyli przynależność do Młodzieży Wszechpolskiej! Gdyby był SBeckim konfidentem byłby OK!
Straszne to zaiste, całym sercem łączę się ze "środowiskiem tfurczym" w jego cierpieniu.
Krauze: "To świadczy o bezradności środowisk twórczych wobec propagandowej machiny telewizji". Warto dodać, że opisywana sytuacja świadczy o czymś jeszcze. Panowie i Panie reprezentujący "środowisko tfurcze", "elyto intelektualna" (przepraszam za wyrażenie) - ludzie mają was w DUPIE. To musi boleć. Coś mi mówi, że o wiele bardziej niż Farfał, który prędzej czy później z TVP wyleci. Bycie zmuszonym do wyjęcia głowy z własnej dupy i powąchania, choćby przez chwilę, czegoś innego niż własne bąki, przez co przez tę krótką chwilę, osamotniona szara komórka łapczywie łapie trochę tlenu, akurat tyle by być zdolną do stworzenia impulsu, który mówi: Nie jestem półbogiem, idolem, autorytetem... PIARD i powrót do błogostanu. Taka jest właśnie polska "elita" (ponownie przepraszam za wyrażenie), kisząca się własnym gównie, przeświadczona o swej wyższosći i prawie do ferowania wyroków, mówienia ludziom co mają myśleć. A tu prztyczek. Przegraliście z serialem. Tak zwany reality check, rzeczywistość vs. tfurcy: 1:0

A teraz coś o służbie zdrowia. Jak na Polskę przytsało pora na aburd. Lekarze nie chcą leczyć anotetkyczki, gdyż jest za chuda (sic!). Duh! Jakby miała normalną wagę to by nie musiała się leczyć! Niektórych nie powinno się leczyć ze względu na brak mózgu i ewidentną nieprzydatność dla społeczeństwa - lekarze odpowiedzialni za tę sytuację z pewnością by się zakwalifikowali. Tak to jest, gdy do pewnych zawodów trafiają ludzie, którzy nie kierują się powołaniem, a chęcią napchania kabzy. A tak jest w Polsce, gdzie jak wiadomo zamiast gospodarki rynkowej panuje zawoalowany feudalizm podszyty sitwokrajcą. Lekarze, podobnie jak chyba każda grupa zawodowa w tym kraju, dzięki, której można trochę zarobić to dobrze zorganizowana sitwa, kierująca się tylko i wyłącznie swoim interesem. Nie liczą się ludzie zdolni, z powołaniem, tylko członkowie klubu. Co tam człowiek... No chyba, że ma kasę, wtedy można się zastanowić... A biedni mogą zdychać. Polska to świetne miejsce. Macie wątpliwośći? Można je szybko rozwiać.
Dziwię się, że nie walą do nas drzwiami i oknami, kraj, który tak dba o swoich obywateli powiniem być oblegany ze wszystkich stron. Bez komentarza.

26 kwietnia 2009

Tortury.

Ciekawostka przyrodnicza. CIA stosowała "brutalne techniki przesłuchań" domniemanych członków Al-kaidy, lecz nie pokusiła się zbadanie skuteczności tychże technik! Tak, przecież teraz trzeba wszystko "zbadać" i najlepiej przedstawić wyniki na znormalizowanym formularzu tortur b1 wraz z załącznikiem c2 w zgodności z międzynarodowym standardem katowania więźniów g3 i certyfikatem ISO 3001, a potem porównać z tabelką skuteczności tortur.

Nie znam się na przesłuchaniach, ani torturach, ale słyszałem, że:

po pierwsze, primo - nie ma ludzi odpornych na ból;
po drugie, primo - z akumulatorem na jajach jeszcze nikt nie kłamał.

09 kwietnia 2009

Współczesna wykładnia wolności...

...czyli co rozumiem przez eurofaszyzm. UE wyprodukowała kolejny raport, który rzecz jasna jest niepokojący, gdyż stwierdza, że gejbijki (geje i lesbijki ©) są dyskryminowani. Raport ten nie wzbudziłby mojego zainteresowania, gdyby nie to, że zawiera bardzo ciekawą "wykładnię" pojęcia wolność. "Podstawowe prawo do wolności zgromadzeń było ograniczone albo przez władze publiczne, albo przez ataki kontrdemonstrantów (...)

Wiem, że kontrdemonstracje w polskim wykonaniu potrafią przybierać formy dalekie od cywilizowanych, choć nie jest to jedynie polską domeną. Nie w tym jednak rzecz. Z powyżej zacytowanego zdania bije pewna bardzo zatrważająca logiczna niekonsekwencja, lub jeśli kto woli pokrętna konsekwencja. Jak gromadzą się gejbijki, po to aby publicznie manifestować swą odmienność, to jest to wolność zgromadzeń, gdy równolegle gromadzą się ludzie, którzy nie pałają miłością do gejbijskiego ekshibicjonizmu i pragną to zamanifestować, to już nie jest wolność zgromadzeń, tylko ograniczanie wolności...
Kolejny raz piewcy wolności i równości bez granic udowadniają, że są żywcem wyjęci z powieści Orwella. Wspomniany raport mówi także o tym, że polskie społeczeństwo jest bardzo niechętne przyznaniu gejbijkom większych praw, tj. nie popiera adopcji dzieci oraz "małżeństw" homoseksalnych - co rzecz jasna, jak i też cały raporot, jest wielce niepokojące. Wcale mnie to nie dziwi, "ostoja normalność" (przynajmniej pod tym względem) musi niepokoić dewiantofilskie lobby.

Tak więc, pamiętajcie! Według jedynie słusznej wykładni wolnośći, o niektórych rzeczach można mówić dobrze albo w ogóle! A wolność jako taką trzeba traktować wybiórczo, nie można do niej podchodzić bez odpowieniego klucza. A klucz rzecz jasna jest jedyny słuszny, postępowy, tęczowy, libertyński i rewizjonistyczny. O tym zdroworosądkowym lepiej zapomnijcie, bo zostaniecie zesłani do obozu tolerancji wzorem z kreskówki South Park.

Jako potwierdzenie faktu, że współczesna "wolność" to neofaszyzm wypisz, wymaluj polecam felieton Ziemkiewicza. Z tezami w nim zawartymi zgadzam się w pełnej rozciągłości i podpisuję się obiema rękami, lub jak kto woli oburącz ;) Kobieta zostaje pozbawiona tytułu miss i odsądzona od czci i wiary, dlatego że ośmieliła wyrazić swoje zdanie na temat pedrylskich "małżeństw". Wszystko dzieje się w USA, kraju, który częstokroć mienił się "liderem wolnego świata". Wolność, jaka wolność? Politycznie poprawny totalizm, ten z tych najgorszych, gdyż zawoalowany, suto okraszony dwujmyśleniem i podwójnymi standardami. Taką wolność, to sobie (nomen omen) w dupę wsadźcie!

Będąc przy podwójnych standardach, wolności, a zarazem nawiązując do jednej z moich wcześniejszych tez, mówiących o tym, że demorkacja jest do dupy, zapraszam do lektury o afgańskiej ustawie. Newsa pozostawiam bez komentarza, może tylko wspomnę o tym, że za każdym razem jak go czytam to zrywam boki ze śmiechu.

24 marca 2009

Prasówka.

Jakiś czas temu natrafiłem na newsa o niejakim Rushu Limbaughmie. Choć wiadomość jest zdawkowa i tak naprawdę niewiele można się niej o jegomościu dowiedzieć, to już go lubię!
Dlaczego? Bo jak tu nie pałać sympatią do kogoś o kim pisze się w następujący sposób: " Jest pewny siebie, nieskomplikowany i prawie zawsze atakuje Demokratów, feministki i wszystkich na lewo".

Teraz coś z serii "duh" lub jak kto woli oczywista oczywistość. Prasa spekuluje, iż praca pięknego Kazia w banku Goldman Sachs to tak zwana ściema lub mniej kolokwialnie fikcja. Stwierdzenie to aż prosi się o skomentowanie amerykańskim DUH! Kaźmirz był i jest jedynie figuratnem. Bo niby jaką radą mógłby służyć bankierom? Do głowy przychodzą mi 2 opcje. 1. numery telefonów do ludzi liczących się w poslkiej polityce, 2. korepetycje z fizyki? (choć nr 2 to raczej czysta abstrakcja).

Na koniec jeden z moich ulubionych "chłopców do bicia", coś z serii a nie mówiłem czyli polityczna poprawność! UE w celu stworzenia języka "neutralnego płciowo" (sic!) wydała wytyczne, w których zakazuje stosowania zwrotów takich jak "pan" i "pani" jak również zwracania się do kobiet w sposób określający ich stan cywilny. Fuck me sideways! Sam już nie pamiętam od ilu lat powtarzam, że PC nie może prowadzić do nieczego dobrego, ale rzecz jasna mało kto chce słuchać.
Nie wiem czy autorom uda się zrealizować wizję języka neutralnego płciowo, wydaje mi się za to, że udało im się osiągnąć stan bycia neutralnym inelektualnie! Wolność i demorkacja w wykonaniu chorych na tolerancję urzędników UE - Orwell pełną gębą, lub jak kto woli neofaszyzm realizowany pod egidą wartości demokratycznych - inaczej nie potrafię tego nazwać.

Neutralni płciowo, neutralni religijnie, neutralni rasowo, neutralni narodowościowo - szara, bezkształtna, wykastrowana intelektualnie masa, przesiąknięta relatywizmem moralnym, pozbawiona wartości, świadomości i własnego zdania, chowająca się za gąszczem bezsensownych przepisów i regulacji, tonąca w biurokracji, niezdolna do samodzielnego funkcjonowania i brania odpowiedzialności za swoją egzystencję, próżna i bezpłodna - jest jak z przemówienia Gomułki - stoi nad przepaścią i zaraz zrobi krok do przodu...

15 marca 2009

Kobieta za kółkiem.

Nie raz słyszałem, że kobiety są lepszymi kierowcami od mężczyzn, gdyż powodują mniej wypadków, jeżdżą ostrożniej, itd. Za każdym razem, gdy dana mi była konfrontacja z tą teorią wybuchałem gromkim śmiechem - jak na męskiego szowinistę przystało. Jak dotychczas jechałem (tu długa chwila na zastanowienie) z jedną kobietą, która prowadziła samochód poprawnie, sam prowadząc auto widziałem może 2 panie, które całkiem nieźle dawały sobie radę na drodze. Niezły bilans, nieprawdaż?

Wiem, że skrajności są niezdrowe, ale uważam, że kobiety stwarzają większe zagrożenie na drodze niż mężczyźni. Statystyki być może przemawiają przeciwko mej teorii, no ale są kłamstwa, cholerne kłamstwa i statystyki! Osobiście prowadząc samochód bardziej boję się pani, która zatrzymuje się na środku skrzyżowania, rozkłada ręce i z paniką wypisaną na twarzy zastanawia się co ma zrobić, po czym włącza prawy migacz i jedzie w lewo, niż jegomościa w sportowym odzieniu, który z lewoskrętu pojedzie prosto. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny, jegomość w sportowym wdzianku jest przewidywalny i to aż do bólu.

Na koniec wiadomość, która skłoniła mnie do podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami na temat kobiet za kółkiem. Nota bene coś z serii priceless, czyli za wszystko inne zapłacisz kartą. :)

11 marca 2009

Ciekawe...

Brazylijski kościół objął ekskomuniką lekarza (min.), który przeprowadził zabieg usunięcia ciąży u 9 latki najprawdopodobniej zgwałconej przez swojego ojczyma. Jeśli chodzi o domniemanego gwałciciela/pedofila to jemu już ekskomunika nie grozi, gdyż "poważniejszym czynem niż gwałt jest aborcja, niszczenie niewinnego życia". Nie jestem zwolennikiem aborcji, jednakże jestem o wiele większym przeciwnikiem debilizmu. Tak, aborcja jest unicestwieniem niewinnego życia, istnieją jednak pewne skrajne przypadki, w których można ten czyn usprawiedliwić. Myślę, że ten przypadek do takich właśnie należy. Oczywiście kościół jest odmiennego zdania, lepiej by było, aby dziewczynka jak i jej niedoszłe dzieci zmarły w trakcie ciąży lub podczas porodu, co byłoby bardzo prawdopodobne.

Jestem bardzo ciekaw co by się stało, gdyby ekskomuniką objąć kretynów kalibru biskupa Don Jose Cardoso Sobrinho? Byłby to bardzo ciekawy "eksperyment" niestety na jego realizację nie ma co liczyć, gdyż wtedy prawie nikt nie miałby wstępu do kościoła - i nie mam tu na myśli jedynie wiernych...

07 marca 2009

Wrogie państwo opiekuńcze.

Istnieje taki termin jak państwo opiekuńcze (ang. nanny state, welfare state). Terminem tym określa się państwa kapitalistyczne, w których funkcjonuje rozbudowany system socjalny oraz interwencjonizm i protekcjonizm państwowy.
Doskonałym przykładem nanny state jest Wielka Brytania, realia tam panujące świetnie odzwierciedlają teoretyczny model państwa opiekuńczego. O ile UK jest swego rodzaju przodownikiem, to wiele innych krajów "rozwiniętych" w mniejszym lub większym zakresie wydaje się realizować schemat państwa opiekuńczego. Zwłaszcza jeśli potraktować UE jako twór o charakterze quasi państwowym.
A to nie wróży to niczego dobrego!

Poza przytoczonym już terminem państwa opiekuńczego, od jakiegoś czasu funkcjonuje inny termin, wg mnie trafnie obrazujący prawdziwe oblicze tego modelu społeczno-politycznego. Termin ten to wspomniane w tytule - wrogie państwo opiekuńcze. Termin ten, (o ile mnie pamięć nie myli) ukuty przez ekonomistów krytycznie nastawionych do tego modelu, coraz częściej używany jest przy okazji dyskusji na temat długofalowych, szkodliwych skutków działania państwa opiekuńczego.

Jakie zagrożenia niesie ze sobą nanny state? Przede wszystkim przyczynia się do powstania rzesz funkcjonalnych analfabetów. Jest to oczywiście co poniektórym na rękę, gdyż jak wiadomo ciemną tłuszczą o wiele łatwiej kierować niż ludźmi świadomymi, reprezentującymi pewien poziom intelektualny. Jest to jednak ślepa uliczka, gra na krótką metę. Jak świat światem idioci przewyższali liczebnością ludzi rozumnych, nie znaczy to chyba jednak, że nie należy podejmować działań mających na celu zmianę tego stanu rzeczy. Państwo, które uzależnia od siebie swoich obywateli podając im wszystko na tacy, zawsze gwarantując miękkie lądowanie wyrządza sobie i im wielką krzywdę. Ludzie żyjący w takim systemie stają się leniwi, przestają dbać o siebie i o swój rozwój. Bo niby po co? Nie ma takiej potrzeby. Jest przecież socjal, państwo pomorze! Skoro nie ma ostrzeżenia przed tym żeby nie wchodzić na tory, to pewnie można bez obaw zrobić sobie tam piknik! Przecież państwo czuwa! Po co iść do pracy, skoro jest zasiłek? Po co zdobyć wykształcenie, skoro można zrobić sobie dziecko w wieku 16 lat i dostać zasiłek? Po co myśleć, po co brać odpowiedzialność za samego siebie i swoje czyny?

W tym miejscu pragnę stanowczo podkreślić, że nie jestem zdania, iż większość ludzi wie co jest dla nich dobre. Wręcz przeciwnie, jak to już nie raz mówiłem, ludzie to debile i zazwyczaj gówno wiedzą. Nie zmienia to jednak w żaden sposób faktu, że uważam, iż należy podążać w stronę systemu, w którym ludzie będą mogli decydować o kształcie swojego życia i ponosić konsekwencje tych decyzji. Wiem, powiało brawurą! No ale cóż, podobno do odważnych świat należy!

Podobno... Warto podkreślić to słowo, gdyż patrząc na dzisiejszy świat dochodzę do wniosków diametralnie różniących się od ludowych mądrości i porzekadeł. Wróćmy jednak do państwa opiekuńczego, socjal, protekcjonizm, interwencjonizm, tysiące niepotrzebnych regulacji prawnych i oczywiście dbanie o to, aby żadna mniejszość nie była dyskryminowana (bo większość można) - wszystko to skutkuje masą horrendalnych absurdów. Funkcjonalnemu analfabetyzmowi dziarsko towarzyszy kastracja intelektualna i libertynizm o kosmicznych wręcz proporcjach. Wszystko to skutkuje zepsuciem oraz powolnym rozkładem zachodnich społeczeństw.

A propos kastracji intelektualnej, nie mogę nie wspomnieć o jednej z jej form, jednego z moich "pupilków", współczesnej formy cenzury w białych rękawiczkach - politycznej poprawności.
Polecam lekturę artykułu pt. "Zakazane słowa" - czyli kilka słów o tym co można, a czego nie można powiedzieć będąc w UK. Dzięki Ci Boże, że Polska ciągle jest "zaściankiem"! I oby nim pozostała jak najdłużej na pohybel ultratolerancji! Piewcy poprawności politycznej są dla mnie doskonałym przykładem kastratów intelektualnych, chciało by się rzecz: wytwór potwornej epoki równości, dzieci swoich czasów. Mówiąc ich językiem intelectually challenged... Moim zdaniem trzeba być zapóźnionym umysłowo, by popierać zgubne gierki semantyczne PC. Czarne jest czarne i tyle. Gdzie ta wolność, którą tak chętnie wycierają sobie gębę aktywiści wszelkiej maści? A, przepraszam, wolność w ich wykonaniu nazywa się na niektóre tematy albo dobrze albo w ogóle...

Wrogie państwo opiekuńcze jest o ile jest terminem bardzo trafnym, to dosyć łagodnym. W moich oczach modus operandi jaki przyjmuje obecnie UE i część "krajów" rozwiniętych to specyficzna forma neofaszyzmu suto okraszona czerwoną gorączką. Wszytko oczywiście i imię równości, tolerancji, wolności i praw dżdżownic, wszystko majestacie postępu...
Niespecjalnie mnie to dziwi, cóż jest bardziej ekscytującego od władzy, prawdziwej władzy, władzy absolutnej. A prawdziwa władza to min. możliwość wmówienia ludziom, że czarne jest białe!

Tak np. w UK (nie, nie uwziąłem na nich) rodzice dzieci, którzy nie wyrazili zgody na ich uczestnictwo w lekcjach o sodomitach grożą kary pieniężne lub sprawy sądowe (sic!) !!!
Chore, co? W ramach komentarza mogę powiedzieć tylko jedno, ponownie nawiązując do filmu Sami Swoi, sądy sądami, a sprawiedliwość i tak musi być po naszej stronie. Czytaj: prędzej spaliłbym szkołę niż puścił swoje dziecko na zajęcia o "kochających się inaczej"!

Czy już mówiłem, że apokalipsa jest coraz bliżej?

P.S.
Na koniec news z Polski rodem. Jak wiadomo państwo polskie do opiekuńczych raczej nie należy, ale do wrogich, to i owszem!

06 marca 2009

Prasówka.

Rząd USA sporządził raport na temat Polski! Jakie ciekawe wnioski zostały w nim zawarte?
Ano takie, że w Polsce panuje rasizm, korupcja, antysemityzm, system sądowniczy jest powolny, zagrabione majątki są zbyt wolno zwracane i panuje brak tolerancji dla pederastów!
Amerykanie postanowili ponownie wynaleźć koło.
To, że w Polsce panuje korupcja i większość rzeczy jest powolna i do dupy wie chyba każdy, no ale, jak widać USA wychodzi z założenia, że o rzeczach oczywistych nigdy za wiele. Niby słusznie, ale... Ale, kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień! W USA niby nie ma korupcji? Pewnie nie taka jak u nas, ale jest. Rasizmu pewnie też nie ma.... A co do zagrabionych majątków, to jak już kiedyś wcześniej wspominałem, na miejscu Jankesów nie awanturowałbym się tak w tej sprawie - jakby na to nie patrzeć USA też swoje nagrabiło, a oddawać chyba niczego nie ma zamiaru. Doskonale wiem, że sytuacja w Polsce daleka jest od poprawnej. Denerwuje mnie jednak, moim zdaniem, niezdrowe zainteresowanie obcych rządów sytuacją w naszym kraju. Zwłaszcza, że jest to jedynie czcze gadanie, które zazwyczaj nie ma nic na celu, no może poza dyskredytowaniem Polski. Jakże łatwo i przyjemnie jest mówić innym jak powinien wyglądać ich kraj. Drodzy Jankesi, pilnujcie lepiej swego nosa! Bo wy "siostry" też tam macie niezły burdel!

Zaczynam zmieniać zdanie na temat in vitro i biję się w piersi! Muszę się przyznać, że nigdy nie patrzyłem na tę sprawę pod tym kątem. Czarne scenariusze z powieści SF powoli zaczynają ożywać. Od koloru oczu się zacznie, ciekawe na czym się skończy? Wolę nie wiedzieć. Ciarki przechodzą po plecach, normalnie strach się bać! Będzie tak jak z gejami, zaczęło się niewinnie, a teraz adoptują dzieci - oczywiście, gdy kilkanaście lat temu niektórzy, co bardziej przytomni ostrzegali, że batalia "o prawa gejów" skończy się właśnie takimi aberracjami - zostali wyśmiani.
Tylko patrzeć jak za jakiś czas w imię nauki, postępu i wolności absolutnej zacznie się hodowla zmodyfikowanych dzieci...

A teraz pora na porcję rozrywki, zafundowaną przez nikogo innego tylko błyskotliwych 5 o` cloków! BNP (British National Party) jak na rasowych narodowców przystało walczy ze złem wcielonym vide emigrantami, min. polskimi! Za symbol tej walki służy im plakat z samolotem Spitfire z Polskiego dywizjonu 303 (sic!) !!! Typowo angielskie.... Oczywiście BNP twierdzi, że fakt ten nie ma znaczenia, gdyż samolot jest symbolem walki anglików! I ja im wierzę! I chyba każdy, kto miał wątpliwą przyjemność "organoleptycznego" zapoznania się z realiami panującymi w UK. Nie wierzę za to w, to, że BNP miała świadomość tego, że samolot ten nosi polskie oznakowanie.
You can`t tell your ass from your elbow, can ya, mate? :) Będąc przy tej sprawie warto zauważyć, że narodowcy, nieważne skąd są mają jedną cechę wspólną - są durni!

Od kilku dni znów głośno jest o Eryce Steinbach, Związku wypędzonych, historii i stosunkach polsko-niemieckich. Wcale mnie to nie cieszy, tak jak nie cieszy mnie istnienie i działalność związku oraz niemieckie roszczeniowo-rewizjonistyczne postawy. Nie cieszy mnie również fakt, że przy okazji szumu medialnego jestem narażony na oglądanie krzywej facjaty Eryki. A na koniec nie cieszą mnie debilne lamenty zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej, o tym jak to psuje się dobre stosunki polsko-niemieckie. Powiedzmy sobie jasno, jedyny stosunek polsko niemiecki to stosunek przerywany i tyle w tym temacie! Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz - i tego się trzymajmy. Między bajki można włożyć mrzonki o przyjaźni pomiędzy narodami. Rzecz jasna jest możliwy jeszcze jeden rodzaj stosunku - Polska przerabia Niemcy na pole golfowe....
Z masy doniesień prasowych na temat "konfliktu" wokół Steinbach ten w szczególny sposób zwrócił moją uwagę. Mowa w nim o poparciu niemieckiego kościoła dla Steinbach. Helmucki biskup twierdzi, że krytyka pod adresem Steinbach jest nieuzasadniona, i że należy kwestię wypędzeń przedstawić "w prawdzie, sprawiedliwości i miłości". Oczywiście, że jest nieuzasadniona! W końcu to złe polonishe schweine na podstawie porozumień Jankesów, Angoli i Kacapów rękami tych ostatnich wypędzili nobliwych Niemców z ich ziem! Taki trik, dla niepoznaki, ale żeśmy was w chuja zrobili! Ale niestety się wydało... Wg mnie prawda wygląda trochę inaczej, byliście i pozostaliście po dziś dzień bandą skurwysynów. Kiedyś zaprowadzaliście nowy ład ogniem i mieczem a teraz rewizjonizmem! Jeśli ktoś ma wątpliwości co do tego jakie nastroje a propos Polski panują w kraju wypędzonych i uciśnionych - zapraszam do lektury!
Szczerze powiedziawszy to mi się też nie podoba kształt polskiej granicy. Postuluję Polskę od morza do morza z autonomicznym polem golfowym na zachodzie. Co Wy na to?

(Zamieszczony przeze mnie obraz pochodzi ze strony http://www.woutervanhaeren.com/)

01 marca 2009

Sądy, sądami...

...a sprawiedliwość i tak musi być po naszej stronie! Przed oczami maluje mi się scena z filmu Sami Swoi, gdy przed udaniem się na rozprawę sądową matka wręcza Pawlakowi granaty - tak na wszelki słuczaj...

Scena ta przypomniała mi się po tym jak przeczytałem, że sąd na Florydzie nakazał koncernowi Philip Morris wypłacenie 8 milionów dolarów wdowie po nałogowym palaczu. Szczerze powiedziawszy, to sam nie wiem dlaczego, gdyż współczesne sądy często mają niewiele wspólnego ze sprawiedliwością, a co gorsze, ze zdrowym rozsądkiem - który to pomimo rzadkości występowania w przyrodzie wcale nie jest dobrem pożądanym. Ba, można czasem odnieść wrażenie, że wiele osób wystrzega się go niczym diabeł święconej wody.

Wyrok ten nie jest pierwszym kuriozalnym wyrokiem sądowym jaki zapadł w Stanach Zjednoczonych, udowadniając jednocześnie słuszność twierdzenia, że USA to "ziemia możliwości". Szkoda tylko, że wachlarz możliwości jest wzbogacony poprzez możliwość zaskarżenia wszystkich i wszystkiego o cokolwiek.

Zjawisko to niebezpieczne z co najmniej dwóch powodów. Powód pierwszy - promuje funkcjonalny analfabetyzm. Poparzyłem się pijąc kawę, więc zaskarżę restaurację! Przecież nie ostrzegli mnie przed tym, że kawa może być GORĄCA! Należy się odszkodowanie! Ta i wiele innych równie debilnych spraw, którym sądy przyznały rację wywołała, całkiem uzasadnione, poczucie strachu pośród firm i instytucji. Teraz każdy chce się maksymalnie zabezpieczyć przed ewentualną sprawą w sądzie, tak więc na opakowaniu orzeszków znajdziemy ostrzeżenie mówiące, że produkt może zawierać orzechy (sic!)! Pytanie tylko co się stanie z ludźmi, którzy z natury wykazują spory stopień debilizmu , gdy zaczną być profilaktycznie traktowani jak totalne niedorozwoje? Jest duża szansa, że dzięki takim działaniom nimi się staną. Wiem, wiem. Brzmi niedorzecznie, ludzie staną się jeszcze głupsi. Nie zapominajcie! Głupota ludzka nie zna granic!

Palenie jest szkodliwe - prawda, koncerny tytoniowe w przeszłości nie grały fair - prawda! Lecz czy te dwa fakty są wystarczającymi przesłankami ku temu, żeby ludzie cierpiący z powodu nałogu nikotynowego byli uprawnieni do wielomilionowych odszkodowań? Moim zdaniem nie! Zdecydowana większość osób uzależnionych i nie mam tu na myśli jedynie nikotyny, chodzi mi o uzależnienia w sensie ogólnym, jest sama sobie winna. Z premedytacją popada w różnorakie nałogi, a potem, gdy budzi się z ręką w nocniku, próbuje zwalić winę na kogoś innego. Ludzkie. Winni są wszyscy inni poza mną. Miałem trudne dzieciństwo, koncerny zrobiły mi pranie mózgu, nałóg to choroba, bla, bla, bla...

Powód drugi - promocja cwaniactwa. Wyroki tego typu są pożywką nie tylko dla intelektualnych kastratów, ale także dla cwaniaków i cwaniaczków różnej maści. Nie mam pomysłu na życie, nie mam kasy, ale zaraz, mogę kogoś zaskarżyć i żyć jak pączek w maśle! Jak sądzicie ile osób wpadło na właśnie taki pomysł? Wydaje mi się, że sporo! Bo jeśli potrzeba jest matką wynalazku, to łatwa kasa z powodzeniem może być matką cwaniactwa.

Czytałem kiedyś (nie pamiętam gdzie), że system sądowy w USA i absurdalne wyroki jakie zapadają w USA pokazują wielopłaszczyznowość prawa, i że jest to zjawisko dla prawa pozytywne! Żałuję, że nie pamiętam skąd pochodzi ten artykuł, gdyż argumentacja użyta dla poparcia tej tezy była dość zabawna - niestety nie pamiętam jej na tyle dobrze, aby ją przytoczyć.
Śmiem nie zgodzić się z tą tezą. Trend ten uważam za szkodliwy ze względów wspomnianych powyżej oraz dlatego, że uważam, iż tego typu wyroki urągają majestatowi prawa. Jeśli założymy, że jeszcze takowy istnieje.

28 lutego 2009

Dlaczego demokracja jest do dupy.

Demokracja, jak chyba każdy system sprawowania władzy, ma szereg wad i zalet. Niestety mam wrażenie, że wady powoli biorą górę nad zaletami.
Kilka ostatnich dekad zdaje się świetnie potwierdzać tę tezę. Już Platon krytykował system demokratyczny jako niestabilny, podatny na zepsucie oraz mogący prowadzić do dyktatury. Pamiętajmy, że krytyka ta była wymierzona w model demokracji ateńskiej, ciekawe co Platon miałby do powiedzenia o współczesnych demokracjach? Z pewnością nic dobrego.

A propos dyktatury, spośród wielu bon motów na temat demokracji, jeden szczególnie zapadł mi w pamięć: demokracja do dyktatura debili, lub ujmując nieco bardziej poetycko "Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów, bowiem są to rządy hien nad osłami." Cytatów trafnie ujmujących ułomność tego systemu, które z chęcią bym przytoczył jest masa - muszę się jednak powstrzymać, gdyż wtedy wpis ten zamienił by się w zbiór cytatów.

Wróćmy więc do demokracji, lub jak to zwykł mawiać JKM - dupokracji. Ustroju, który oddaje "władzę" w ręce ludu. I to jest jego kardynalnym błędem. Powiedzmy sobie jasno, ów lud, do którego ma należeć rzekoma władza, jest niczym więcej niż bandą idiotów. Smutne ale prawdziwe, jeśli spojrzeć na ludzi kolektywnie, to ciężko nie dojść do wniosku, że składa się on w 80% ze skończonych matołów. Tak oto jeden idiota z drugim idiotą wybiera swych przedstawicieli, w większości wypadków też idiotów, tylko nieco obrotniejszych, by ci sprawowali idiotyczne rządy. Wszystko składa się w logiczną całość.

Nie twierdzę, że demokracja jest złem wcielonym i, że należy ją za wszelką cenę wyrugować. Chcę jednak powiedzieć, że jest stanowczo przereklamowana. Przereklamowana do tego stopnia, że czasem można odnieść wrażenie, że u wielu urosła do rangi religii. Vide obsesyjna chęć przeszczepienia demokracji na każdy możliwy grunt, bez rozważenia tego czy grunt ten się do tego nadaje czy nie. Demokracja ponad wszystko, a z całą pewnością ponad zdrowy rozsądek.

Myślę, że kilka ostatnich dekad, jak również obecny kształt wielu demokracji zachodnich są żywymi dowodami ułomności tego systemu - nie oszukujmy się jednak - nie jest to dla każdego rzeczą oczywistą, choćby z tego prostego względu, że wymaga zaprzęgnięcia do pracy szarych komórek i wyciągnięcia konstruktywnych wniosków z kilku oczywistych faktów - a to często przekracza możliwości intelektualne współczesnego homo-dysintelectus. Moje skromne spostrzeżenia potwierdzają radosne badania naukowe! Zapraszam do lektury artykułu o wszystko mówiącym tytule: "Wyborcy są jak dzieci" Opisany w nim eksperyment dowodzi, że w większości wypadków wyborcy nie kierują się racjonalnymi przesłankami, co więcej ich wybory w dużej mierze pokrywają się z wyborami dzieci! Zastanówmy się przez chwilę. "Dorośli" ludzie, jakby na to nie patrzeć posiadający jakąś wiedzę o świecie, poglądy, przekonania, doświadczenie życiowe dokonują takich samych wyborów co dzieciaki, które o życiu i polityce nie mają żadnego pojęcia. Daje do myślenia - nieprawdaż?

Było "ciekawie" teraz pora na "zabawnie". No może nie w 100% zabawnie, bo sprawa tyczy się Polski, więc jak się nietrudno domyślić ma zabarwienie tragikomiczne. Przeprowadzono sondaż, w którym pytano się o to, za jakimi nieaktywnymi politykami tęsknią Polacy. Wyniki? 1 miejsce Aleksander Kwaśniewski, 2 miejsce Lech Wałęsa ex aequo z Kazimierzem Marcinkiewiczem. Piękno demokracji w pełnej krasie. Genialny naród polski tęskni za komuchem alkoholikiem, megalomańskim elektrykiem kapusiem, który z powodzeniem mógłby dorabiać jako błazen i byłym nauczycielem fizyki, karierowiczem prawdopodobnie zamieszanym w spekulacje mające na celu osłabienie złotówki, przykładnemu strażnikowi wartości chrześcijańskich, który zostawił żonę i dzieci dla młodszej!
YES YES YES!

26 lutego 2009

Kilka słów o tradycji.

Z przykrością stwierdzam, że dobre tradycje zanikają. Nie jest to oczywiście zjawisko nowe, do tego samego wniosku ludzie dochodzą od setek lat. Zmieniają się obyczaje, ustroje polityczne, hierarchia wartości, normy, etc. Oczywistym i naturalnym wręcz jest to, że nowe wypiera stare. Niestety zbyt często w imię szeroko pojętego postępu rezygnuje się z
dobrych, skutecznych rozwiązań.


Być może ktoś się spyta, co skłoniło mnie do wyłuszczenia tych truizmów? Po części inny truizm, który mówi, że historia nauczyła nas jedynie tego, że niczego nie potrafi nas nauczyć, a po części doniesienie o pedofilu/gwałcicielu, który po wyjściu z więzienia groził swojej ofierze śmiercią, został zatrzymany przez Policję - niestety sąd uznał, że nie ma przesłanek ku temu, by wobec niego zastosować areszt. Ci bardziej dociekliwi, zapewne spytają co ma piernik do wiatraka?
Otóż ma! I to wiele.

Oczywisty fakt panowania kosmicznych warunków w głowach osób odpowiedzialnych za wspomnianą decyzję (próżnia i zero absolutne) jest jednym, drugim zaś odejście od dobrej tradycji. Co mam przez to na myśli? To, że drzewiej taki zwyrodnialec radośnie dyndał by na końcu liny w centralnym punkcie miasta! A teraz? Po 2 latach wychodzi z więzienia i terroryzuje swoją ofiarę. To, że sądownictwo w Polsce kuleje wiedziałem nie od wczoraj, to jednak jest totalny paraliż! Gwałciciel dzieci w najlepszym wypadku powinien do końca życia patrzeć na świat przez kraty po tym jak oberżnięto mu jaja nożykiem do otwierania listów - a i to uważam za zbytek łaski.

Kiedyś złodziejom odcinane były ręce, teraz jest niska szkodliwość społeczna czynu, zwyrodnialców się wieszało - teraz chce się ich leczyć, zdrajcom pakowano kulę w łeb, teraz trzeba im wybaczyć i zapomnieć... Z pewnością byłoby inaczej, gdyby ślepo nie przyjmowano każdego "postępowego" rozwiązania i pozostało przy pewnych, może nieco średniowiecznych, ale jakże skutecznych sposobach załatwiania spraw.

Niestety żyjemy w ciekawych czasach pod tytułem anything goes, czytaj: to jest zupełnie normalne, że dwóch facetów bierze ślub i chce adopotwać dziecko, tak więc powrót takich rozwiązań jest marzeniem ściętej głowy. Szkoda tylko, że rzesze intelektualnych kastratów ślepo podążających za libertyńskimi trendami nie zdaje sobie sprawy, że prędzej czy później ockną się z ręką w nocniku.

Tradycja to dobre imię dla dziewczynki, bo przecież nie coś co należy kultywować bo trąci zaściankiem i ciemnogrodem!

12 lutego 2009

Człowiek z...

Pierwszy wyrobnik polskiej kinematografii vel Andrzej Wajda ma zamiar nakręcić film o Bolku.
Cóż mogę powiedzieć, nie będzie to pierwszy gniot na jego koncie, miejmy jednak nadzieję, że przy odrobinie szczęścia ostatni.

Wajda wielkim człowiekiem i reżyserem będąc mówi: "- Martwi mnie i gniewa sytuacja, w której bohater Solidarności, Lech Wałęsa, który odegrał w naszej historii tak ważną rolę, atakowany jest przez ludzi, którzy w porównaniu z nim są nikim - tłumaczy reżyser. - Ci ludzie pojawili się nie wiadomo skąd i prezentują najgorszą część naszego społeczeństwa. Nie mogę się z tym pogodzić".

Doskonale Pana Wajdę rozumiem! Też nie mogę się pogodzić z tym, że w naszym społeczeństwie ludzie reprezentujący sobą poziom spod znaku dna absolutnego atakują ludzi porządnych. Nie zapominajmy jednak, że Polska to jedno z tych miejsc po drugiej stronie lustra, a co za tym idzie, analogia kończy się na niemożności pogodzenia, bo co do kwestii kto jest dnem a kto nie różnię się z Wajdą diametralnie. Nie będzie chyba dla nikogo wielkim zdziwieniem, gdy powiem, że dla mnie dnem jest Wajda i Wałęsa.

A kim jest Wajda? Nie jest nikim, to pewne, ale nie jest też do końca tym za kogo się podaje.
Oto kilka wybranych smaczków z curriculum vitae pana rezysera, o których on sam raczej nie wspomina, a i przeczytać o nich w "oficjalnym obiegu" też raczej ciężko.
Andrzej Wajda: Odznaczony orderem Budowniczych Polski Ludowej, należał do ZNMS, ZAMP, PPR i PZPR, kłamał na temat śmierci swojego ojca (jakoby zginął w Katyniu), autor takich wypowiedzi jak: "Zarzuty słyszałem od reakcyjnie nastawionych ludzi w kraju, którzy z Powstania Warszawskiego zrobili świętość" - w odpowiedzi na krytykę filmu "Kanał", "Czy to wyjdzie mądrze, czy głupio, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia" - o filmie "Lotna", "Film winien być demaskowaniem kultury burżuazyjnej", "Koleżanki i koledzy, pamiętacie jak przed laty powoływałem się na Włodzimierza Illicza Lenina, którego definicję stanu rewolucyjnego przytoczyłem na jednej z narad. Powiem skromnie, że moje przepowiednie okazały się prorocze. Tym razem powołam się na Karola Marksa [...] Polskie filmy stały się dzisiaj pierwszym, a może jedynym sojuszniekiem kina radzieckiego [...]" O kim mówiono w następujący sposób: "wirtuoz rozładowywania kompleksów antyradzieckich", "najbliższy Marskizmowi twórca filmowy", chwalono za "rewizjonizm w stosunku do tradycji ułańskiej", "Posiada duże wyrobienie ideologiczne oraz wykazuje zdecydowaną postawę. Pod względem politycznym pewny. Członek PZPR. Dobry naukowiec. Zasługuje na zaufanie. Nie ma w stosunku do niego żadnych zastrzeżeń natury politycznej czy te moralnej".
Można jeszcze dodać, pupilek "salonu", dobry kolega Adasia, współzałożyciel Agory/GW, przeciwnik istnienia IPN...

Reasumując, kłamca, sprzedawczyk, hiporkyta, faryzeusz... - w każdym razie wg moich standardów. Sprzedawczyk będzie wybielał sprzedawczyka - syptomatyczne. Co mogę powiedzieć, dziwnym by było, gdyby kurwa na stare lata została zakonnicą...

07 lutego 2009

Człowiek uczy się całe życie, czyli...

...coś z serii fuck me sideways! Krynica cnót wszelakich, vel Wojciech Jaruzelski nie wystąpi o emeryturę prezydencką! Fakt ten jest godny odnowania przynajmniej z dwóch powodów. Pierszwy z nich, to fakt, że stać go było na taką deklarację, co jest dla mnie jest wielkim zaskoczeniem. Drugi zaś, o wiele ciekawszy i zabawniejszy zarazem, to argumentacja jakiej użył. Twierdzi, że byłoby to "poniżej oficerskiej godność".

A niech mnie! Zawsze sądziłem, że Jaruzelski do cna pozbawiony jest elementarnej godności, a tu proszę, on ma godność oficerską! Nic dziwnego, że Frasyniuk chce mu pomniki stawiać!

No comment...

06 lutego 2009

Samoobrona, wersja afrykańska.

Zapraszam na kolejny popis elokwencji, tym razem w wykonaniu niejakiego Kadafiego. Jegomość ten twierdzi, że akty piractwa mające miejsce u wybrzeży Somalii wcale nimi nie są, tak naprawdę są to akty samoobrony!

Dobrze, że istnieją ludzie pokroju Kadafiego, dzięki którym możemy zostać oświeceni. Ja jednak dziękuję za to afrykańskie oświecenie, a Kadafiemu proponuję otworzyć słownik i zapoznać się z terminem samoobrona.

05 lutego 2009

Całe życie z debilami.

Extra, extra! Czytajcie wszyscy! Rada Europy oburzona! Czesi kastrują pedofilów i CHWAŁA im za to! No, ale wiadomo, że Europa nie może przyklasnąć temu pomysłowi, gdyż narusza to ich prawa, jest niehumanitarne, bla, bla, bla...

"Kastracja okalecza, jest nieodwracalna i pociąga za sobą konsekwencje psychologiczne". Myślę, że nobla to mają już jak w banku.
W końcu tak błyskotliwe umysły nie mogą zostać niezauważone. Zanim jednak to nastąpi, mała sugestia. Szanowne członki Rady - jak sądzicie, czym jest dla dziecka gwałt?


Nie wiem jak Wy, ale ja mam dziwne wrażenie, że w tych wszystkich jełropejskich speckomisjach i radach zasiadają ludzie pt. "głowę ma tam gdzie dupę, a dupę we Władywostoku". Jako przykład niech posłuży stanowisko Komitetu przeciwko Torturom (cokolwiek to jest), który to nie jest pewien czy lekarze aby na pewno informują o "nieodwracalnych skutkach zabiegu".

- Dzień dobry! Dziś obetnę Panu jajka, muszę Pana poinformować, że nie odrosną...
- Naprawdę? Niemożliwe...

Mówcie co chcecie, ale autorzy tego raportu z całą pewnością mają za daleko do łba...

04 lutego 2009

Europa, europa...

Wspominałem już kilka razy, że cywilizacja "zachodu" chyli się ku upadkowi. Oto kolejny dowód na postępującą dezintegrację społeczeństw tak zwanych krajów rozwiniętych. Piszę tak zwanych, gdyż pomimo tego, że są one jak najbardziej rozwinięte technologiczne i cywilizacyjnie, to ludzie je zamieszkujący coraz częściej en masse wykazują spory stopień niedorozwoju umysłowego.

Rzeczpospolita donosi, że pielęgniarka może stracić pracę dlatego, że zaproponowała pacjentce, że się za nią pomodli. Starsza pani poczuła się urażona! Paranoja to jest mało powiedziane. Żeby tego było mało, to czytamy jeszcze, że pracownica Brirish Airways została odesłana do domu, gdyż nie chciała zdjąć krzyża. Europa, jakby na to nie patrzeć, kontynent o chrześcijańskich korzeniach, rzekoma strażniczka tolerancji, praw człowieka i odpowiedniej długości marchewek, staje się miejscem, gdzie niedługo strach będzie się przyznawać do wiary katolickiej/chrześcijańskiej. Ale spróbuj się chociaż krzywo spojrzeć na muzułmanina, czarnego, czy geja! Niedoczekanie Twoje!

Pytam się gdzie ta tolerancja? Bo z tego co zdążyłem zaobserwować to tolerancja we współczesnym wykonaniu nie dość, że jest wypaczona, to w dodatku, tak wybiórcza jak pewna gazeta z kraju nad Wisłą. Tolerancja, owszem, ale nie dla katolików. Niestety przydział się wyczerpał i katolicy się nie załapali. Więc sikhowie mogą chodzić do pracy w turbanach, muzułmanki zasłaniać twarze, ale katolicy nie mogą nosić krzyża. Logiczne, prawda? Cywilizowane... Szkoda słów...

Będąc przy upadku cywilizacji, nie mogę nie wspomnieć o kolejnym znaku, który go w ewidentny sposób zwiastuje. Mianowicie o zielonych (czy też eko-terrorystach jak wolicie), którzy jako odmiana czerwonych zaliczają się do tego samego rodzaju swołoczy i antychrystów, których trzeba bezwględnie tępić. Kolejny raz przykład z "wysp". Szef brytyjskich ekologów twierdzi, że powinno się wprowadzić limity na liczbę dzieci, gdyż ludzie stanowią obciążenie dla środowiska, uważa także, że należy dotować aborcję i antykoncepcję nawet kosztem leczenia ciężkich chorób!

To co napiszę poniżej dalekie będzie od poetyckiego, niestety przedstawienie tego co czuję do tego pana wymaga mało wyszukanej formy.

Ty pierdolony faszysto! Jak tak bardzo zależy ci na ograniczeniu emisji co2 przez ludzi, to wyświadcz sobie i światu przysługę i pierdolnij sobie w ten głupi łeb! Będzie mniej co2 i co ważniejsze, jednego debila mniej! Pamiętaj tylko żeby użyć broni o większym kalibrze, tak dla pewności, myślę, że desert eagle będzie bezpieczną opcją....

W pewnym sensie nie dziwię się, że ten facet jest przeciwny leczeniu ciężkich chorób, on jest chory na jedną z cięższych, jeśli nie najcięższą i z całą pewnością nieuleczalną chorobę z jakimi boryka się ludzkość - głupotę. Muszę się także, przyznać, że gdy słyszę takich ludzi to jestem za aborcją! Kurde, aborcją, eutanazją, bojówkami anty-lewackimi, rowami z wapnem... Stój! Za rowami z wapnem byłem już od dawna...

Constans, czyli autostrada do nikąd.

Wybiórcza donosi, że: "Plan budowy dróg i autostrad na Euro 2012 okazał się nierealny".
Tu pora na powtarzane niczym mantra: wcale mnie to nie dziwi. Z małym "ale". Plan ten nie okazał się nierealnym, on był nierealny od samego początku.
Jeśli ktoś sądził lub sądzi inaczej, to najprawdopodobniej jest z Marsa, matrixa, lub cierpi na autyzm. Smutne ale prawdziwe...

W tym kraju nic nie jest normalne. Nie znaczy to oczywiście, że inne kraje są uosobieniami normalności, nie. Reszta świata też jest równo popierdolona, z tą małą różnicą, że ma autostrady! (I kilka innych rzeczy, których my, w Polsce możemy się jeszcze długo nie doczekać).