28 czerwca 2008

Dolina Nicości i potęga relatywizmu.

Wczoraj skończyłem lekturę ostatniej powieści Wildsteina pt. Dolina Nicości. Książka ta, choć nie budzi tylu emocji co publikacja o Bolku, to w skuteczny sposób zdołała podnieść temperaturę w polskiej blogosferze (i nie tylko).

Jest to ten rodzaj książki, dla którego najważniejszymi kryteriami oceny nie będą wyszukane metafory, piękno użytego języka, czy też wysublimowany styl. W tym przypadku nie może być mowy o przewadze formy nad treścią. Treść gra tu pierwszoplanową rolę.

Szukam w głowie słów jakimi mógłbym posłużyć się, by naszkicować treści zawarte w książce. Przed oczami, nie wiedzieć czemu, pierwsza staje mi satyra. Nie, zdecydowanie nie, może tragikomedia? Tragedia, owszem, z komedią już ciężko. Zaraz potem przypomina mi się krótki opis z jednej księgarni wysyłkowej: "[...] w bezkopromisowy sposób obnaża mechanizmy rządzącę polską polityką". Dobre, może by sparafrazować? Nie. Ona niczego nie obnaża. Wildstein w swej książce po prostu opisał polksą rzeczywistość, taką jaką jest, taką, jaką każdy ma okazje oglądać na codzień. Tylko tyle i aż tyle.

Skłamałem, nie każdy, powinienem powiedzieć każdy, któremu oczy nie zarosły czerwonym bielmem, a jego mózg nie przesiąkł propagandą spod znaku Gówno Prawdy. Wildstein mówi o rzeczach oczywistych, które bardzo łatwo można wyczytać z pomiędzy wierszy. Jednakże jak powszechnie wiadomo czytanie pomiędzy wierszami wymaga pewnego wysiłku intelektualnego, od którego Kowalski jeżeli tylko może stara się uciec. Co nota bene jest mu na każdym kroku ułatwiane. Nie na darmo mamy elity intelektualne i autorytety moralne stojące na straży słusznych postaw i poglądów w społeczeństwie, podczas gdy umęczone mózgi maluczkich mogą popaść w błogi letarg. Dlatego też, bardzo dobrze się dzieje, że są ludzie, którzy decydują się pisać o rzeczach oczywistych, gdyż jak już wcześniej wspominałem, o nich nigdy za wiele. Zwłaszcza w czasach, w których nic nie chce być już czarne i białe, teraz mamy tysiąc odcieni szarości.

Z tego co zdążyłem zauważyć książka spotkała się z raczej chłodnym przyjęciem. Nic dziwnego, w końcu opisuje niewygodną prawdę, przedstawia zakłamanie i fałsz, "demaskuje" modus operandi sitwy panoszącej się w naszym kraju, mówi o zdradzie i egoizmie. Co gorsza posługuję się przy tym prawdziwymi postaciami i zdarzeniami. A to boli czerwonych i ich pomagierów, oj boli.

Treści jako takiej zdradzać nie będę. Może jeszcze kilka słów o formie. I ona spotkała się z krytyką, mniej lub bardziej konstruktywną, ale tym razem zasłużoną. W Dolinie znalazło się sporo "przedobrzonych", nieco pretensjonalnych ze względu na swoją konstrukcję opisów, które miejscami czynią lekturę nieco "toporną". Jeśli posłużyć by się językiem recenzentów gier komputerowych, można by powiedzieć, że przez nie powieść traci na miodności.
Nie zmienia to faktu, że książka jest strzałem w 10 i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Rzecz jasna nie odnosi się to do to czerwonych, im może ona co najwyżej podnieść ciśnienie.

Jak jednak wspomniałem na początku, w Dolinie najważniejsza jest treść! Reasumując, dobra robota Panie Wildstein.

Będąc przy Wildsteinie pozwolę sobie na skromny do komentarz do filmu pt. "Trzech kumpli" wyemitowanego na antenie TVN (również niedostępny na YT). Film opowiada historię Wildsteina, Pyjasa i Maleszki. Jako, że film mówi o służbach bezpieczeństwa, kapusiach, lustracji i nie do końca wyjaśnionym morderstwie stał się przedmiotem ożywionej dyskusji. Dyskusja, jak zresztą każda inna choćby ocierająca się o temat lustracji, przebiega według schematu odwracania kota ogonem, wzajemnych oskarżeń i robienia ludziom wody z mózgu. Nie będę się jej na temat rozwodził, gdyż uważam, że nie ma nad czym. Przytoczę za to pewien cytat z ww. filmu, który w świetny sposób obrazuje sposób myślenia czerwonych, oraz tego jak niebezpieczna jest jedna z ich ulubionych broni - relatywizm. W filmie wypowiada się były minister MSWiA, który sprawował tę funkcję, o ile się nie mylę, w roku `90-tym. Zapytany o Maleszkę, mówi, że jest przeciwnikiem lustracji, a zwłaszcza takiej prywatnej, bez sądu, dowodów.... Na co reporterka: Przecież Maleszka się przyznał! - To nieważne....

Niech ktoś mi powie jak te gady ugryźć? Będą istniały podejrzenia - powiedzą, że nonsens, oczernianie, niczym nie potwierdzone plotki, znajdą się ludzie, którzy je potwierdzą - powiedzą, że kłamią, bo są zawistni i chorzy, znajdą się dokumenty (vide dowody) - powiedzą, że to ubeckie świstki i fałszywki, ktoś się przyzna bez bicia - powiedzą, że to nieważne....

Tak działa relatywizm. Tak działają czerwoni. Nieważne.... Ważne jest jedynie to, żeby ich czerwone zady były bezpieczne. W tym celu są gotowi dokonać każdej modyfikacji rzeczywistości. I pamiętajcie, posłużą się w tym celu wszystkimi dostępnymi im środkami, a mają w czym przebierać!

26 czerwca 2008

Monkey business, czyli planeta małp.

Wspominałem ostatnio o tym, że narasta we mnie chęć spakowania manatków i przeniesienia się do dżungli. Okazuje się jednak, że to dżungla postanowiła przyjść do mnie. Hiszpania ma zamiar przyznać małpom takie same prawa do życia i wolności jakim cieszą się ludzie.

Pomysłodawcami są filozofii i naukowcy, którzy najwidoczniej spędzali zbyt dużo czasu ze swoimi pupilami i dostali małpiego rozumu. W artykule pada stwierdzenie, że wielkie małpy są biologiczną rodziną, do której należą także ludzie. Nie jestem biologiem i nie chcę dyskredytować osiągnięć tej dziedziny nauki. Chcę jednak z całą stanowczością powiedzieć, że nie czuję się w żaden sposób spokrewniony z jakąkolwiek małpą! Oczywiście nie mogę powiedzieć tego samego o czerwono-zielonych - w ich przypadku podobieństwo jest aż nazbyt uderzające.

Idąc za ciosem proponuję zastanowić się nad przyznaniem większych praw ptakom. Jak widać coraz więcej europejczyków może pochwalić się ptasim móżdżkiem, co prawda nie wiem jak zapatrywaliby się na to biolodzy, ale warto zastanowić się czy ten fakt nie przemawia za tym, że ptaki i ludzie to też jedna biologiczna rodzina?

23 czerwca 2008

1984

Walka o rząd dusz trwa! Rada miasta w Brukseli wpadła na genialny pomysł - muzycy uliczni będą musieli uzyskać pozwolenie na granie poddając się egzaminowi, który zostanie przeprowadzony przez profesjonalnych muzyków. Nic dodać, nic ująć - Orwell jak w ryj strzelił. Coraz więcej przepisów, coraz mniej rozsądku.
Zastanawiam się czym będzie się zajmował Eurokołchoz po tym jak już obejmie bzdurnymi normami każdą dziedzinę życia.

Jak to powiedział Cejrowski, Europa to miejsce, w którym jest coraz więcej wolności, ale nie ma wolnych ludzi.
Równość poprzez ubezwłasnowolnienie - europejska recepta na szczęście. Co tu dużo gadać, znowu czuję zew dżungli.

Małe uzupełnienie. Spójrzcie na jaki news natrafiłem dzień po tym wpisie. Jeżeli dodać do tego dość popularne ostatnimi czasy działania mające na celu cenzurę netu, to 1984 ze szczyptą Raportu mniejszości made in UE zaczyna stawać się realną wizją. UE uporczywie realizuje model wrogiego państwa opiekuńczego, w którym być może już niedługo będzie można poślubić kozę, ale nie będzie można samodzielnie myśleć. Przykre, ale prawdziwe.

20 czerwca 2008

Bolkiem po łapkach!

Stało się! Bolek "wylądował". I to z jakim hukiem!
Aż miło patrzeć. Może sprawa jako taka nie jest w swej naturze miła, miło za to jest patrzeć jak wije się ze złości czerwona swołocz wszelkiej maści. Jak kraj długi i szeroki sprawa Bolka nie schodzi z ust, media codziennie donoszą o postępach batalii pomiędzy "obozem Wałęsy" i "obozem lustracyjnym". Pozwólcie więc, że i ja dorzucę swoje kilka groszy.

Czy Wałęsa współpracował z SB? Choć do tej pory nikomu nie udało się przedstawić na to niezbitych dowodów, to z nie ulega wątpliwości, że musi on mieć coś na sumieniu. Fakty mówią same za siebie, choć nie każdy chce słuchać.

Wyemitowany w TVP1 film pt. "TW Bolek" (niestety zdjęty z YT) dolał oliwy do ognia publicznej dyskusji na temat domniemanej agenturalnej przeszłości Wałęsy. Kto nie widział niech żałuje, ale nie tyle filmu, co dyskusji jaka toczyła się w studiu po filmie. Dlaczego? Dlatego, że argumenty jakimi posługiwali się przeciwnicy publikacji oraz filmu świadczyły przeciwko nim. Co nota bene jest typowe dla tonu w jakim utrzymana jest dyskusja na tematy lustracyjne. Pomijając absurdalne dla mnie stanowisko niektórych osób jakoby Wałęsie należał się status świętej krowy, muszę stwierdzić, że reszta dział jakie wytaczają przeciwnicy lustracji strzela ślepakami. Co między innymi można usłyszeć z ust gadzinowców i innych czerwonych pomiotów?
Że: IPN w ogóle nie powinien się tym zajmować, dokumenty zostały udostępnione instytutowi niezgodnie z prawem, książka powstała na zamówienie, nie wolno niszczyć legendy, nawet jeśli Wałęsa coś podpisał, to przecież były to ciężkie i trudne czasy... Lista jest długa, a argumenty w niej zawarte mają wspólny mianownik, wara od teczek! Bo prawda nie tylko w oczy kole, ale i w dupę parzy, a jak wiadomo dbanie o własną dupę jest jednym z ważniejszych zadań jakie postawiła przed człowiekiem natura.

Pozornie bitwa toczy się o prawdę o przeszłości Wałęsy, czy tak jest jednak naprawdę? Śmiem wątpić. Gdyby gra nie toczyła się o większą stawkę, gdyby sprawa Wałęsy bezpośrednio nie godziła w interesy szerszego grona osób, to jestem prawie pewien, że został by on z nieukrywaną przyjemnością rzucony na pożarcie lustratorom. Co innego mogę sądzić, gdy solidaryzuje się z nim Napieralski? PO podobnież planuje zmiany ustawy o IPN w ten sposób aby "[...] nie powstawały już więcej publikacje, które służą do politycznego linczu".
Czyżby szykował się sequel nocnej zmiany? PO może mieć mały problem, gdyż prezydent z pewnością zawetuje taką ustawę, więc aby ją przepchnąć musiałoby się skumać z SLD, a SLD najchętniej IPN wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza wyprawiłoby w kosmos, a tego pomysłu PO już nie popiera. Czy dojdzie do tego sojuszu? Ciężko powiedzieć, ale szczerze powiedziawszy nie byłbym bardzo zdziwiony gdyby jednak do niego doszło. A propos politycznego linczu, to jak słusznie zauważył Ziemkiewicz, nie można określać sprawy Wałęsy mianem politycznej, gdyż Wałęsa nie zajmuje się już polityką. Kolejny dowód na to, że wcale nie chodzi o Wałęsę.

Ciekawa rzecz. Wałęsa twierdzi, że materiały wskazujące na to, że był Bolkiem są fałszywe, sfabrykowane przez SB, po to by go zdyskredytować. Nasuwa się proste pytanie. Skoro dokumenty są fałszywe, to po co za swej prezydentury Wałęsa wypożyczył je (nota bene z pominięciem odpowiednich procedur) i nieco uszczuplił? Co do tej kwestii chyba nie istnieją wątpliwości, w każdym razie dla mnie. Po co niszczyć fałszywe dokumenty? Nie wiem. Wiem za to, podobnie jak chyba każda osoba, która miała choćby krótką styczność z obiegiem dokumentów w instytucjach takich jak Policja, że fałszowanie istniejących akt byłoby nie lada wyczynem, że o fałszerstwie dokonanym post factum nie wspomnę. To po pierwsze, po drugie zaś nie sądzę aby SB miało fałszywki w swoich zbiorach. Jak mieliby się w tym połapać? Kto by wiedział, które akta są fałszywe, a które nie? O służbach typu SB można wiele powiedzieć, ale chyba nie to, że byli amatorami, ergo nie wprowadzaliby sami sobie chaosu informacyjnego.

Toczy się kolejna batalia o prawdę. Dzięki niej jak na dłoni widać kto po której stronie ma serce. Politycy od lewicy do prawicy pokazują swoje prawdziwe kolory. Jak mawiają uderz w stół, a odezwą się nożyce. Nie ukrywam, że z niepokojem obserwuję rozwój wydarzeń. Mam nadzieję, że tym razem nie uda się sprawie ukręcić łba. Mam również nadzieję, że w końcu doczekamy się lustracji z prawdziwego zdarzenia. Nadzieja matką wynalazców..., tak?

Na koniec kilka smaczków na temat Wałęsy. Strona, na której znajdziecie kilka niezłych fotek z Lechem, film zrealizowany przez TVP pt. "Plusy dodatnie, Plusy ujemne".

Wypowiedź Wałęsy - klasyk, z wszystko inne zapłacisz kartą


Na koniec (jeśli ktoś jeszcze nie widział) film pt. "Nocna zmiana".

16 czerwca 2008

Burn babe, burn... vel. prasówka.

Dla tych, którzy sądzą, że polityka ultratolerancji, laicyzacji i bycia francuzem to coś fajnego - bardzo fajny news - Francja znowu płonie! Mały bis z nie tak znowu odległych ekscesów paryskich. Dla ścisłości, jeśli chodzi o mnie, to jeśli chodzi o Francję - nie potrzeba wody niech jara się!!! Co nie zmienia faktu, że wolałbym żeby podpalacze byli innej narodowości - jak to ciemnogrodzianin. Fakt faktem, tym razem media ograniczyły się do lakonicznego stwierdzenia, że odpowiedzialną za zamieszki jest bliżej nieokreślona młodzież. Przecież trzeba być PC! Ja jednak nie mam wątpliwości co do tego kto jest odpowiedzialny za chuligańskie wybryki na żabojadzkiej ziemi.

A teraz czas na coś co zdarza się dość rzadko - w Wybiórczej puścili coś sensem! Może dlatego, że jest to wywiad, a nie tekst autorski, co nie zmienia faktu, że nadal jestem zdumiony! Jednak wszystko jest możliwe! Ha!

Na koniec dwa newsy, które ewidentnie świadczą o przeroście wyobraźni nad zdrowym rozsądkiem. Skomentować je mogę jedynie (poza szyderczym śmiechem) parafrazą kwestii z filmu Piłkarski Poker: Nie i jeszcze długo, długo nie!!!

Na koniec sarmacko-ciemnogrodzkie hasło będące odzwierciedleniem moich odczuć na temat tego co się dzieje w dzisiejszej Europie - jeszcze nam chuje będziecie dziękować za drugą odsiecz wiedeńską!!! Rzekłem!

13 czerwca 2008

Wot, kulturnyj narod!

Wiecie jakie są rodzaje prawdy? Cała prawda, też prawda, święta prawda i gówno prawda. Szybki rzut oka na otaczającą nas rzeczywistość pozwala stwierdzić, że rodzajem prawdy występującym w przyrodzie najczęściej jest ten ostatni. Jest tajemnicą poliszynela, że historię piszą zwycięzcy, jak również, to że każdy kraj przedstawia historię na swój sposób. Coś przemilczeć, przekoloryzować, odwrócić kota ogonem, lub w ogóle wykreślić z kart historii i gotowe! Kopernik była kobietą! (Skłodowska Curie też!) Jest to praktyka powszechna i nagminna, mogąca pochwalić się bogatą tradycją, dlatego też nie powinna dziwić.

I nie dziwi. Powiedzmy sobie jednak jasno, ani nagminność, ani powszechność procederu nie może go usprawiedliwiać. Niestety prawda jest w równej mierze towarem deficytowym co niepożądanym. O ile w odniesieniu do historii możemy w pewnych przypadkach mówić o poprawkach kosmetycznych, które można potraktować z przymrużeniem oka, to, to czego dopuszcza się Rosja mieści się jedynie w katalogu zwykłego skurwysyństwa. Nota bene sztuka, którą ten kraj pielęgnował przez długie lata i chyba jest bliski osiągnięcia perfekcji.

Katyń nie był ludobójstwem, a Rosja ma z nim niewiele wspólnego, bo to sprawka Stalina. Co prawda można odnaleźć w tej tezie nutkę optymizmu, gdyż jeszcze nie tak dawno jedyna słuszna wersja wydarzeń zakładała, że jest to sprawka hitlerowców. W żaden sposób nie zmienia to faktu, że Rosja po raz kolejny w sposób wyjątkowo bezczelny pokazuje gdzie ma Polskę.

Wiadomo, że miłości pomiędzy naszymi narodami nie było i nie ma, a szanse na jej zrodzenie są znikome. Są jednak pewne kwestie, do których moim zdaniem należy podejść z elementarną dozą szacunku do drugiego człowieka. Jak widać Rosji na to nie stać. Nie będą jej Polacziszki szczekać. Tak było i tak ma być.

Co mogę powiedzieć? Nie pierwszy i pewnie nie ostatni to raz jak w ten czy inny sposób kacapy chcą nas zgnoić. Nie pierwszy i nie ostatni raz połamią sobie na nas zęby! Z nami nie tak łatwo. Pod Moskwą byliśmy już dwa razy, a powiadają, że do trzech razy sztuka!

11 czerwca 2008

A na drzewach

zamiast liści będą wisieć komuniści...

05 czerwca 2008

Którędy do dżungli?

Nie wiem jak miewa się szympans, o którym pisałem wcześniej, wiem za to, że psy policyjne w Norwegii nie mają powodów do narzekań. Tamtejszy sąd uznał je równymi w prawach z funkcjonariuszami policji.
Norweska prokuratura jest zadowolona z wyroku i komentuje sytuację następująco:
" - Psy policyjne działają na rozkaz policjantów, więc przemoc wobec nich jest tym samym co przemoc wobec policjanta".

Nie popieram znęcania się nad zwierzętami, tak cywilnymi jak i mundurowymi, co nie zmienia faktu, że nie można postawić znaku równości pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem! Przecież to totalny absurd!

Za każdym razem, gdy dowiaduję się o takich kuriozach, coraz bliższa jest mi myśl salwowania się ucieczką do dżungli, bądź na jakąś tropikalną wyspę.

04 czerwca 2008

Wolność słowa.

Kolejny raz Europa udowadnia, że są sprawy, o których można mówić albo dobrze, albo w ogóle. Nie żeby mnie to dziwiło. Ciekawe w tej sprawie wydaje mi się to, że Bardot została ukarana za "nawoływanie do nienawiści rasowej". Może się nie znam, ale z tego co mi wiadomo, to muzułmanie nie są rasą, ale wyznawcami islamu. Czy nie lepiej w takim razie byłoby ukarać Bardot za nawoływanie do nienawiści religijnej? Tak dla ścisłość, bo jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach!

Szczegóły te często umykają ludziom, którzy z wielką chęcią zamykają usta tym, którzy odważą się naruszyć temat tabu.
Gdzie, o gdzie są obrońcy praw dżdżownic i wszelkiego rodzaju innych żyjątek pełzających i latających? Czemu nie protestują? Rytualne mordowanie zwierząt!!! Co, prościej wybić szybę w Mc Donaldzie niż podskoczyć muzułmanom? Gdzie jest prawo? Nie wiem jak w tej kwestii wygląda francuskie ustawodawstwo, ale nie sądzę, aby diametralnie różniło się od obowiązującego w innych krajach starego kontynentu.
Jeżeli dobrze pamiętam, prawo w większości tak zwanych cywilizowanych krajów zabrania znęcania się nad zwierzętami. Nie wiem jak wygląda rytualne zabijanie zwierząt w wykonaniu wyznawców religii miłości, ale coś mi się wydaje, że paragraf by się na to znalazł. Jeśli się mylę proszę mnie poprawić.

Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze, nieprawdaż?

28 maja 2008

Pamięć po komunizmie.

Znów zawrzało w mediach, tym razem za sprawą zbliżającej się publikacji książki o Lechu Wałęsie.
Z tego co na razie wiadomo w książce znajdą się materiały, które mają rzucić cień na przeszłość legendy Solidarności. A to pierwszy raz? A no nie pierwszy. Mniejsze lub większe sensacje związane z przeszłością byłego prezydenta nie są niczym nowym.
Wałęsa zaprzecza, odgraża się, straszy sądami - standardowa procedura. Reszta wydarzeń także przebiega dość standardowo. Powstaje wielki medialny szum, odżywają spekulacje i wzajemne oskarżenia, a i nie możemy zapomnieć o tym, że grupa tak zwanych intelektualistów postanawia oprotestować publikację. Żeby było ciekawiej, to żaden z nich książki jeszcze nie czytał, ale ten drobny szczegół nie może być przeszkodą! Nie na darmo jest się intelektualistą, wtedy nie trzeba czytać książek by je krytykować!

Nota bene tego typu protesty są rzeczą symptomatyczną świetnie obrazującą kolesiostwo i sitwokrację. Ilekroć ktoś z bardziej znanych wpakuje się w jakąś śmierdzącą sprawę, zawsze znajdzie się kilku yntelektualistów chętnych do podpisania się pod listem, w którym stwierdzą in gremio, że dany delikwent jest uosobieniem cnót wszelakich. Zupełnie jak te babcie zapytane o seryjnego mordercę mieszkającego piętro wyżej, które zawsze mówią: To był bardzo miły młody człowiek, zawsze mówił mi dzień dobry. Elyty robią to samo. To co naprawdę mówią to: On jest z nami, wypierdalać! Więc pamiętajcie drogie dzieci, nie liczy się temat pracy, tylko promotor!

Wraz z kontrowersjami wokół osoby Wałęsy i jego domniemanej współpracy z organami bezpieki powraca temat lustracji. Temat, który po dziś dzień budzi wiele kontrowersji zarówno w światku polityków jak i u przeciętnego zjadacza chleba. Temat, na który chyba już wszystko zostało powiedziane, no może poza najważniejszym, ostatnim słowem.
Temat lustracji poza oczywistym dobrodziejstwem inwentarza ma nam do zaoferowania cenną lekcję. Lekcję na temat tego w jaki sposób kształtuje się pamięć po komunizmie w polskim społeczeństwie.

O tym, że frakcja antylustracyjna jest bardzo silna, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że lustracji z prawdziwego zdarzenia nie udało się przeprowadzić po dziś dzień. Czerwony beton, ubecja, TW, farbowana opozycja, hołota zarażona czerwoną gorączką, jak i ci, których interesy za bardzo by ucierpiały na skutek lustracji zrobią wszystko co w ich mocy, by nie dopuścić do "polowania na czarownice".
Nie mogę powiedzieć aby ich postawa mnie dziwiła.

Bardzo mnie za to dziwi, a i czasem przeraża, postawa ludzi młodych. Pokoleń, które praktycznie rzecz biorąc nie są skażone epoką PRL. Zdecydowana większość przedstawicieli tych pokoleń, poza absolutnym brakiem jakiegokolwiek zainteresowania, wykazuje postawę niebezpiecznie zbliżoną do tej, o której pisałem przed chwilą. Głosy w stylu: mi nic to w życiu nie zmieni, po co to komu?, szkoda na to pieniędzy, te akta to najlepiej spalić i o sprawie zapomnieć, dochodzą do mnie dość często. Co jest odpowiedzialne za taki stan rzeczy?
Niewiedza, głupota, obojętność na sprawy ważne dla kraju, egoizm? Pewnie wszystko po trochu. Nie można także zapomnieć o permanentnym praniu mózgów przez pro-lewackie media, a przecie ludzi ciosanych z kartofla nie brakuje! O ile wyżej wymienione poglądy w dużej mierze należą do ludzi o jako tako ukształtowanym światopoglądzie, to tylko z trwogą mogę wyobrażać sobie jak będzie kształtował się światopogląd pokolenia PlayStation, pokemonów i Neostrady.

Wspomniane wcześniej opinie jak i fakt, że wielu młodych głosuje na postkomunę, dla niepoznaki mieniącą się lewicą, jest dla mnie przykrym dowodem na niezwykłą szkodliwość wirusa czerwonej gorączki. Nie twierdzę, że będąc młodym nie można mieć ciągotek bądź też poglądów lewicowych, jest to prostu dla mnie niezrozumiałe w kraju takim jak nasz. Moja ciemnogrodzka wyobraźnia jakoś tego nie obejmuje. Tak samo jak nie obejmuje tego, że Kwaśniewski został dwukrotnie wybrany prezydentem, lepiej, że teraz będzie zajmował się obroną praw człowieka (sic!) i tego, że czerwoni wygrali wybory parlamentarne.

Pomimo tego, że tytułowa pamięć po komunizmie nie ma się najlepiej i ciągle ulega wypaczeniom, a ludzi chętnych do by strzec jej prawdziwego wyglądu nie przybywa, wiem, że jest o co walczyć. Ponadto wszystkim czerwonym świniom, które maczały palce w procesie gnojenia swojego narodu, chciałbym przypomnieć, że kara za zdradę ojczyzny jest tylko jedna, a dzień sądu jeszcze nadejdzie.
Wszystkim tym, którzy pamięć mają dobrą ale krótką i mówią jaka to komuna była super, mogę powiedzieć przypomnijcie sobie: Czerwiec `56, Marzec `68, Grudzień `70, Czerwiec `76, Sierpień `80, kopalnię Wujek, księdza Popiełuszkę, stan wojenny, proces 16, rotmistrza Pileckiego - tak na początek.

Na koniec cytat, który dedykuję wszystkim tym, którzy twierdzą, że nie należy się rozliczać z czerwonymi. Mylicie się, jest to nasz obowiązek, jesteśmy to winni tym, którzy poświęcili swoje życie za wolną Polskę.

"i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie"

23 maja 2008

Azja Tuhaj-bejowicz i Fin de Siècle

Mijające tygodnie przyniosły wiele smutnych doniesień o bestialskim traktowaniu dzieci przez dorosłych. Córka gwałcona i więziona przez swojego ojca w piwnicy, skatowany 3,5 latek, sekciarze z Teksasu, 8 latka z Jemenu biorąca rozwód (sic!), gwałt na 9 latku, lub dzisiejszy news o skatowanej 2 miesięcznej dziewczynce. Niestety wymienione powyżej przypadki i im podobne nie są odosobnionymi incydentami.
Mówiąc o tym należy pamiętać, że doniesienia prasowe dotyczą spraw, które ujrzały światło dzienne, dlatego też skala problemu może być większa niż to się to wydaje.

Lekarze mawiają że, lepiej zapobiegać niż leczyć i ciężko się z nimi nie zgodzić. Myślę, że powyższą myśl można z powodzeniem przeszczepić na grunt prawa karnego. Rzecz jasna ameryki w tym momencie nie odkryłem, ale jak pokazuje życie, czasem o rzeczach oczywistych nigdy za wiele (szkoda, że często bez skutku). Każdemu, nawet początkującemu karniście wiadomo, że na funkcję prewencyjną sankcji wpływa nie tyle jej srogość, co nieuchronność w jej egzekwowaniu (w każdym razie tak mnie uczono). Całym sercem zgadzam się i popieram powyższą tezę. Popieram także wprowadzenie polityki zero tolerancji. Wiem, że nie ma ona zbyt wielu fanów w tęczowej rzeczywistości ultratolerancji, ale wydaje mi się, że nieco pruskiego drylu nikomu by nie zaszkodziło. Są momenty, w których trzeba przestać bawić się w kotka i myszkę i dać komu trzeba po łapach. Zważywszy na rosnący w geometrycznym tempie poziom bezhołowia we współczesnym świecie, śmiem twierdzić, że teraz jest właściwy moment.

Skuteczne egzekwowanie prawa jak również budowanie postaw legalistycznych w społeczeństwie ze względów "obiektywnych" jest procesem żmudnym i długotrwałym (zwłaszcza w Polsce). Pamiętajmy także, że zbrodni, o których mowa w tym poście dopuszczają się zwyrodnialcy pierwszego sortu. Creme de la creme ludzkiej szumowiny, obniżający jedynie poziom dna. Na nich potrzebny jest "większy bat". Drastyczne czasy wymagają drastycznych środków. Mam pewien pomysł, ponownie mało oryginalny i ponownie z pewnością bez szans na ciepłe przyjęcie pośród piewców tęczowego porządku świata, no ale cóż... Posłuchajcie, a raczej poczytajcie.

Po pierwsze przywrócenie kary śmierci. I to już wydaje się skrajnie niemożliwe. To jednak nie wszystko. Jeśli chodzi o mnie to w przypadku faceta, który zamknął swoją córkę w piwnicy, by tam ją latami gwałcić zwykły strzał w łeb i rów z wapnem to stanowczo zbyt humanitarna metoda pozbawienia życia. Dlatego też moim zdaniem tego jegomościa i jemu podobnych powinno się potraktować na wzór Azji z Pana Wołodyjowskiego. Rynek każdego większego miasta zaopatrzyć w powiedzmy 3 pale i raczyć nimi gwałcicieli i morderców dzieci. Drastyczne i średniowieczne ale być może skuteczne. Mam dziwne przeczucie, że wizja naostrzonego pala wbijanego w dupsko ostudziłaby wiele temperamentów.

Tak, wiem, pomijając oczywiste kontrowersje wokół drugiej części mojego pomysłu, to sam pomysł skutecznego egzekwowania prawa w tej części globu brzmi jak mrzonka, no ale podobno każdemu wolno marzyć.

Pora na drugą część wpisu.
Świat się kończy, jeśli nie literalnie, to z pewnością kończy się świat takim jakim go znamy.
W jednym z postów wspominałem o haśle prawa człowieka dla dżdżownic. Czas pokazał, że to z czego się naśmiewałem przybrało realną formę. Co prawda nie w postaci dżdżownicy, tylko stworzenia nieco większego jakim jest szympans. Proporcje zwierzęcia inne, proporcje absurdu - podobne. Oto czytamy, że aktywistka na rzecz praw zwierząt ma zamiar wystąpić do Trybunału Praw Człowieka (sic!), by ten uznał szympansa za osobę! Nie od wczoraj wiedziałem, że zieloni i inni podobni im obrońcy praw wszystkiego mają nierówno pod sufitem, ale tej babce to się już kompletnie w dupie poprzewracało. Co prawda twierdzi, że nie chce aby szympansa uznano człowiekiem, tylko osobą, ale po 1 osobiście nie widzę różnicy, po 2 sprawa szympansa przed Trybunałem Praw Człowieka!!! Bez dalszego komentarza.

Wszelkie granice ulegają zatarciu, liczba kretynizmów wymyślanych przez ludzi ciągle rośnie. Nic już nie jest czarne ani białe, tradycyjnie rozumiany ład i porządek przestaje istnieć. Mówcie co chcecie, ale wg mnie cywilizacja zachodu chyli się ku upadkowi. Co innego mogę sądzić, gdy wszystko ulega wypaczeniu w zastraszającym tempie, zboczenia stają się normą, a głosy rozsądku są spalone w blokach, zakrzyczane tolerancyjno-postępowym bełkotem.

Na koniec jeszcze mała dawka rozrywki rodem z mojej ulubionej wyspy i artykuł o wszystko mówiącym tytule: Dzieci z Wysp jak jaskiniowcy. "[...] jeden na pięciu 9-latków nie potrafi jeść sztućcami". Co mogę powiedzieć, jaki pan taki kram, jacy rodzice takie dzieci... Oczywiście nie zawsze, ale przyznaję, że nie jestem szczególnie zadziwiony tą wiadomością. Zdolności wychowawcze anglików pozostawiają sobie wiele do życzenia - nie tylko zresztą one.

I jak tu nie mówić, że świat się kończy? Ludzie tracą umiejętność posługiwania się sztućcami, a szympansy "walczą" o stanie się osobą. Dalej tylko małżeństwa i adopcja dzieci. A i bez tego można śmiało powiedzieć: "Ja tu widzę niezły burdel!" Niedługo trzeba będzie do dżungli spieprzać, bo niechybnie okaże się ostatnim bastionem normalności. Tam goryl będzie gorylem a człowiek człowiekiem, tak mi się przynajmniej wydaje, w każdym razie dopóki nie dotrą tam macki aktywistów!

20 maja 2008

Up in smoke.

Nie będę ukrywał radości z jaką przyjąłem wiadomość o tym, że premier Tusk przyznał się do palenia trawy. Od razu wiedziałem, że szykuje się przednia zabawa. Chciałbym powiedzieć, że to dobrze, że premier nie ukrywa przed opinią publiczną "pikantniejszych" szczegółów swego życia, ale nie sądzę, aby kierowały nim takie pobudki jak szczerość. W końcu jakby na to nie patrzeć Donald jest politykiem, możemy więc co najwyżej mówić o wyrachowanym zagraniu strategicznym.

Mniejsza jednak z motywami, szczerze powiedziawszy w ogóle mnie one nie interesują. O wiele lepsze jest to co się zaczęło dziać potem. Pan Tusk z pewnością był przygotowany na niezbyt ciepłe przyjęcie tych rewelacji przez opinię publiczną ( w końcu to Lechistan a nie Holandia) dlatego też niedługo po tym, gdy jak to mawiają anglojęzyczni gówno walnęło w wentylator, premier stwierdził, że był to młodzieńczy wybryk, z którego nie jest dumny, oraz, że wszelkie narkotyki to zło. Temat narkotyków w mediach jest zawsze przezabawny, a jeśli chodzi o narkotyki i polityków - tylko boki zrywać. A więc Tusk jest be bo jarał jointy, cały świat polskiej polityki bije się w pierś i zarzeka, że z narkotykami ma tyle wspólnego co z porządnym sprawowaniem władzy. Nie można także zapomnieć o gwoździu programu, którym prawie zawsze w takich przypadkach jest nieziemskie larum pod tytułem "narkotyki to ZŁO!", podniesione przez ludzi, którzy narkotyków na oczy nawet nie widzieli (przynajmniej teoretycznie). Może uwierzyli na słowo premierowi?

Nieważne. Wiadomo przecież, że nie chodzi o to, że ktoś kiedyś spalił jointa, albo 10, tylko o to, żeby oponenta zmieszać z błotem i przy okazji zrobić ludziom gówno z mózgu. Ten palił trawę, a tamten nie ma prawa jazdy, temu ucho odstaje, kurcze rewelacje rodem z tabloidów.
Polecam lekturę notki, z której możemy się między innymi dowiedzieć, o tym, że posłanka Kempa zastanawia się, czy aby mózg premiera nie ucierpiał na skutek palenia. Na tym nie koniec rozrywki, proszę oto cytat: "Chcę mieć trzeźwego i wolnego od narkotyków premiera. Polityk tej rangi powinien być kryształowy". Życzę powodzenia w poszukiwaniach, ma Pani już zapas świec? Polska polityka jaka jest każdy widzi i to, że ktoś kiedyś palił trawę wg mnie powinno być jednym z najmniejszych zmartwień. Dla jasności, to co napisałem powyżej nie ma na celu obrony postawy premiera, tudzież wpisania się w nurt prolegalizacyjny. Kolejny raz nasi kochani politycy wolą deliberować nad pierdołami zamiast coś naprawdę zrobić.
Co sprowadza mnie po raz kolejny do stwierdzenia, że najchętniej bym ten cały burdel pysznie mieniący się reprezentantami narodu jak to się mawia wyjebał w kosmos, rzecz jasna lewaków w pierwszej kolejności.

A teraz z innej beczki. Chciałem polecić szanownym czytelnikom bloga byłego członka Lpr, nikogo innego jak Wojciecha Wierzejskiego! Tak właśnie jego! Dla tych, którzy w tym momencie pukają się głowę, spieszę donieść, że lektura wspomnianego bloga o ile z pewnych względów bywa arcytrudną, to czasem warto się zmusić, gdyż niejednokrotnie dzięki teoriom Wierzejskiego banan nie schodzi z ryja przez długi czas. Przykładowo, pojęcie wolności wg "myśli Wierzejowskiej": "Rdzeniem bowiem klasycznego rozumienia wolności jest zawsze wybór dobra. [...] Wybór anty-dobra nie jest żadną wolnością [...] Wolność więc musi występować w relacji do dobra, inaczej nie jest wolnością."
Klasyk. Nic dodać nic ująć. Bo przecież: "Moja jest tylko racja i to święta racja, bo jeżeli nawet jest i twoja, to moja jest mojsza niż twojsza i zaprawdę powiadam wam, że to właśnie moja racja jest najmojsza". Dla niezorientowanych powyższy cytat pochodzi z filmu Dzień Świra. Uwielbiam argumentację w stylu: bo jest tak i chuj.

12 kwietnia 2008

Ala ma kota.

Z nieukrywaną radością odkryłem, że kwestia zmiany kanonu lektur szkolnych powraca! Myślę, że większość z Was pamięta jak rozrywkowo było, gdy sprawą zajął się Roman Giertych. O ile ekipa rządząca się zmieniła, to jestem przekonany, że i tym razem będziemy mogli liczyć na solidną porcję rozrywki.
Chyba mało kto jest w stanie zaprzeczyć, że jeśli chodzi o produkowanie nonsensów politycy potrafią być bezkonkurencyjni.

W międzyczasie proponuję aperitif pod postacią tekstu z portalu onet: Polski kanon lektur - depresja murowana?
Tekst sam w sobie nie byłby w ogóle rozrywkowy, gdyby nie fakt, że o komentarz do niego poproszona została K. Szczuka.
W tym momencie już wiadomo, że rozrywkę będziemy mieli zagwarantowaną. Jak każdy lewak pani Szczuka staje na wysokości zadania i raczy nas typowym pseudointelektualnym bełkotem. Nawiasem mówiąc, nie jestem do końca przekonany, czy określenie pseudointelektualny nie jest w tym przypadku nieco wygórowane. Na szczególną uwagę zasługuje następujące stwierdzenie: Ten kanon jest najbardziej kanoniczny jak może być, jest wręcz obrośnięty "polskością"

Pomijając gwałt na języku polskim, jedno pytanie, czym do kurwy nędzy miałby być "obrośnięty"? Zastanówmy się jakie warunki powinien spełniać kanon polskich lektur szkolnych? Zaiste trudne to pytanie. Co nie zmienia faktu, że trzeba być nieźle obrośniętym gównem żeby ażeby dojść do cytowanego wniosku. Spośród wszystkich argumentów przeciwko obecnemu wyglądowi kanonu lektur ten jest najbardziej debilnym jaki sobie potrafię wyobrazić.
Nie twierdzę, że niedługo nie powstanie coś jeszcze bardziej debilnego, ale nie ukrywam, że debilizm lewaków dalece wykracza poza ramy mojej wyobraźni. Domyślam sie, że wizja kanonu lektur by K. Szczuka bliższa byłaby książeczki z tęczową okładką promującej wolność, równość i głupotę, broń Boże idee tak zacofane jak polskość czy patriotyzm, wszystko to przecież śmierdzi zaściankiem na kilometr i jest niepostępowe. Takie wartości nijak nie chcą się wpisać do wizji świata postępowego, w którym wszyscy się kochają (najlepiej analnie), a ultratolerancja kwitnie na każdym rogu.

Powraca pytanie czymże powinien być "obrośnięty" kanon polskich lektur? Chińszyzną?

Na koniec mam radę dla pani Szczuki, jeśli polskość jest dla pani problemem - granice są otwarte, droga wolna, z pewnością znajdzie sobie pani jakiś miły kosmopizdyczny kraj, który zatracił swoją tożsamość, lub jest już tego bardzo bliski.

10 kwietnia 2008

Prasówka.

Polecam zapoznanie się z tekstem pt. O antysemityzmie nie trzeba dużo mówić. Moim zdaniem tekst nie wymaga dodatkowego komentarza, mogę jedynie nadmienić, że o ile po części popieram tezę zawartą w tytule, to może warto wzbogacić ją o następujące stwierdzenie: Trzeba dużo mówić o źródłach antysemityzmu.

News nr 2 o wdzięcznym tytule Małżeństwo to dla kobiety strata czasu.
Co w takim razie mają powiedzieć mężczyźni?

09 kwietnia 2008

Jak nas widzą.

Temat kibiców piłkarskich oraz przemocy na stadionach, jak również poza nimi, powraca w mediach jak bumerang. Nie ma się czemu dziwić, jest on jednym z "tych" dyżurnych tematów, na który zawsze można szybko sklecić poruszający materiał, bez większego zaangażowania szarych komórek.

Mylicie się jednak jeśli sądzicie, że mam zamiar pisać o kibicach, czy sporcie. Ani o jednym ani o drugimi nie mam zielonego pojęcia, skąd więc ten temat? Natknąłem się dziś na materiał video zrealizowany przez telewizję BBC o wszystko mówiącym tytule: "BBC Inside Sport - Poland football Racism special report".
Jak już wspomniałem wyżej na sporcie i kibicach wyznaję się jak świnia na lotach w kosmos, co nie zmienia faktu, że jestem zdania, iż BBC wykazało się w tym przypadku dużym brakiem profesjonalizmu. Zwróćcie szczególną uwagę na ostanie minuty materiału, dyskusja w studio w tego typu materiałach zazwyczaj dostarcza najwięcej rozrywki. Ciekawym jest, że przerażenie "rasistowską Polską", oraz przemocą na stadionach budzi tak wielkie emocje w kraju, który dał początek przemocy związanej z piłką nożną. Owszem, UK całkiem dobrze poradził sobie z przemocą na stadionach, co nie zmienia faktu, że animozje (jak ja lubię to słowo :) ) pomiędzy fanami rywalizujących drużyn wcale nie odeszły w zapomnienie. Jeśli ktoś nie wierzy mi na słowo, proponuję zobaczyć co się dzieje, gdy gra Milwall. Jeśli chodzi o rasizm, zarówno na stadionach jak i poza nimi, to szanownym 5 o`clockom także najpierw radziłbym patrzeć na własne podwórko, a dopiero potem krzyczeć, że Polacy to rasiści. Jakakolwiek nie byłaby polityka rządu UK i jakkolwiek rasizm nie byłby zwalczany pośród mieszkańców wysp, to na podstawie tego co udało mi się zaobserwować, mogę stwierdzić bez cienia wątpliwości, że społeczeństwo angielskie ma realny problem z rasizmem. Materiał zrealizowany przez BBC nie jest jedynym angielskim spojrzeniem na polskich kibiców. Jest jeszcze utrzymany w podobnym klimacie film Rossa Kempa pt. Ross Kemp on gangs - Poland
i w nieco innym tonie The Real Football Factories z Dannym Dyierem - odtwórcą jednych z głównych ról w filmie Football Factory. Polecam zapoznanie się z tymi materiałami, gdyż dają do myślenia.
Nie chcę bagatelizować problemu przemocy związanej z piłką nożną, czy też rasizmu, pojętego ogólnie, lub mającego miejsce na stadionach. Nie podoba mi się jednak ton w jakim zazwyczaj utrzymane są tego typu dokumenty. Są one po części odpowiedzialne za szerzenie stereotypu Polaka, który wyssał rasizm i antysemityzm z mlekiem matki. Niestety nie od wczoraj wiadomo, że większość tak zwanych żurnalistów to zwykłe kurwy tańczące jak im się zagra. Żeby było ciekawiej to w dodatku bardzo często pozbawione choćby krzty rozumu, że o łucie profesjonalizmu nie wspomnę. Sceptykom, czy też ludziom obruszonym tą opinią polecam mały eksperyment - spróbujcie znaleźć materiały prasowe lub telewizyjne traktujące o temacie, na którym się naprawdę znacie. Jestem przekonany, że lista nonsensów w nich zawarta będzie spora.

02 kwietnia 2008

Krótko i na temat.

Pieprzyć muzułmanów!

Za każdym razem jak czytam tego typu wesoły news o wyznawcach religii miłości, to najmoralniej w świecie mnie krew zalewa.
Przykłady można mnożyć, cóż jednak z tego, skoro z góry wiadomo, że na niewiele to się zda w ogarniętej manią ultratolerancji cywilizacji zachodu.

Jakkolwiek temat islamu i jego wyznawców jest bardzo kuszący i wiele można i trzeba by o nim napisać, to niestety nie mogę zrobić tego w tym momencie, gdyż grozi to drastycznym skokiem ciśnienia tętniczego - na co sobie nie mogę pozwolić.

Na koniec załączam małą prezentację video, film który został ostro oprotestowany przez środowiska muzułmańskie (a to nowość!) - na szczęście jest You Tube! Film nie jest niczym specjalnym, aczkolwiek reakcja świata islamu daje wiele do myślenia. Sami oceńcie.
Have fun.


26 lutego 2008

Bez komentarza.

Przedstawiam pierwszą odsłonę cyklu o wszystko mówiącym tytule - Bez komentarza.

- Przepraszam! Czy mógłby mi Pan pomóc? Chcę się dostać do działu kadr, niestety nikt nie odbiera tam telefonu....
- A dzwonił Pan?


- [...] podstawowy polski jest prosty, wiesz zdasz z palcem w dupie, gorzej jest z rozszerzonym. Słyszałem, że ostatnio było ciężko, trzeba było lektury czytać [...]

25 lutego 2008

Wolność, równość, głupota...

W poprzednim poście naśmiewałem się z Brytyjczyków cierpiących na dysintelekt. O ile nabijać się z 5 o`cloków będę pewnie jeszcze nie raz, to teraz chciałbym skupić się na dysintelekcie. Głównym ku temu powodem jest fakt, że jest to zjawisko występujące na globalną skalę, które rozprzestrzenia się w alarmującym tempie, a ja uważam, że należy je zwalczać w każdy możliwy sposób.

Czym jest dysintelekt? Współczesna medycyna nie daje odpowiedzi na to pytanie. Pierwsze co chciałbym powiedzieć, to szkoda, ale zaraz przypomina mi się stwierdzenie mówiące, że "z głupotą sami bogowie walczą nadaremno", nie ma się więc co dziwić, że lekarze powiedzieli pas. Myślę jednak, że jest to jedno z tych pojęć, które rozumie się intuicyjnie i encyklopedyczna definicja jest zbędna.

Przejdźmy jednak do konkretów, co nie będzie łatwe, gdyż plaga dysintelektu objawia się na tak wiele sposobów, że nie wiem od czego zacząć. Podobno najlepiej od początku, zacznę więc od nawiązania do tytułu posta, który nie bez kozery jest trawestacją jednego z haseł rewolucji francuskiej. Nawiasem mówiąc już sam fakt, że hasło to "pochodzi" z Francji od razu powinien dawać do myślenia - bo jak wiadomo - "It`s not even a real country anyway!"

Co jest nie tak z wolnością? To co z większością rzeczy jeśli zostaną źle pojęte, a niestety wolność bardzo często bywa pojmowana zbyt szeroko. Jak wiadomo najlepiej by było, gdyby wolność jednych nie była kosztem drugich, niestety bardzo często tak nie jest. Skupmy się jednak na równości. Jak do jasnej cholery można uroić sobie, że wszyscy ludzie są równi? Jeśli chodzi o mnie to czysta głupota. Ludzie nie byli, nie są i nie sądzę aby kiedykolwiek stali się równi. Jesteśmy "nierówni", takimi stworzyła nas natura i żadna głupkowata ideologia tego nie zmieni. Równość szans i równość wobec prawa. Całym sercem popieram tak pojętą równość, jednak, gdy słyszę promotorów równości, to zawsze staje mi przed oczami hasło: "Prawa człowieka dla dżdżownic". Może dlatego, że nadajemy na zupełnie innych falach i nie do końca wiem co tak naprawdę chcą przekazać. Nie zmienia to faktu, że ich działania rzadko kiedy przyczyniają się do umacniania filarów na jakich równość w cywilizowanym społeczeństwie powinna się opierać. Równość to mrzonka. Ładna, chwytliwa i kuszącą, ale mrzonka, co rzecz jasna nie stoi na przeszkodzie aby ją ładnie zapakować i "sprzedać", a ludzie chamy wszystko kupią!

W parze z równością prawie nieodłącznie kroczy tolerancja. Nic dziwnego, bo bez niej ciężko byłoby forsować równe prawa ludzi i dżdżownic. Z tolerancją jest jeszcze lepszy cyrk niż z równością, może dlatego, że fanaberie związane z równością są nieco starsze od tych związanych z tolerancją i zdążyły się nieco wyeksploatować. Pierwszy zasadniczy problem z ogólnie pojętą tolerancją jest taki, że jest nagminnie mylona z akceptacją. Nie wiem dlaczego tak trudno jest rozróżnić te dwa pojęcia. Czemu tak trudno jest zrozumieć, że tolerowanie kogoś lub czegoś nie wyklucza tego, że mam negatywną opinię na temat danej osoby i, że nie mam zamiaru tego ukrywać. Nie oznacza to, że chwycę za siekierę i będę ganiał po mieście krzycząc śmierć lewakom (jakkolwiek kuszące by to się nie wydawało). Oczywiście takie tłumaczenie w żaden sposób nie dociera do piewców tolerancji, dlatego też w dzisiejszych czasach większość osób wygłaszających negatywne opinie na czyjś temat automatycznie zostaje odsądzonych od czci i wiary, oraz okrzykniętych rasistami, homofobami, antysemitami, szowinistami, itd., itd.... Nawiasem mówiąc, to czyż nie kochacie terminu homofobia? Śliczny semantyczny potworek, jakże typowy dla nowomowy dotkniętych dysintelektem mas.
A teraz wersja dla 6 latków: tolerancja ≠ akceptacja.

Gwoli ścisłości muszę powiedzieć, że teraz już nie mamy do czynienia szerzeniem tolerancji w jej klasycznym znaczeniu. Ten termin "wyczerpał" się jakiś temu i nie oddaje natury zjawiska. Teraz mamy do czynienia ultratolerancją opartej na prostej zasadzie - anything goes. Oczywiście ten kto się śmie nie zgadzać zostaje automatycznie przesiedlony do ciemnogrodu i wpisany na listę oczekujących na spalenie na stosie. Niestety tak zwany cywilizowany świat wyzbywszy się ostatniej krzty zdrowego rozsądku postanowił uszczęśliwić masy i zaprowadzić pokój i miłość poprzez zezwolenie na wszystkim na wszystko - no może poza samodzielnym myśleniem. Z niecierpliwością czekam na legalizację małżeństw pomiędzy ludźmi i zwierzętami oczywiście z automatyczną możliwością adopcji dzieci - nie można przecież nikogo dyskryminować. Viva la tolerancja!

Mamy megarówność i ultratolerancję do pełnego szczęścia brakuje jeszcze kolejnego potworka - politycznej poprawności. Jakże ukochanego przeze mnie kolejnego syndromu zaniku mózgu. Po to aby zapewnić wszech miłowanie się wszystkich istot, oraz zapobiegać temu, by nikt przypadkiem nie poczuł się urażony wymyślono poprawność polityczną, nazywaną również z angielska PC. Dla tych, którzy nie wiedzą jak wygląda PC, służę pomocą graficzną.
Chcąc czuć się w pełni uprawnionym członkiem nowoczesnego, cywilizowanego społeczeństwa należy pamiętać o kilku bardzo ważnych zasadach. Dla przykładu nie można powiedzieć na czarne, że jest czarne bo ktoś może poczuć się urażony. DOSŁOWNIE! O ile staram się w tym poście unikać podawania przykładów (po to aby nie nabrał gigantycznych rozmiarów) to jeśli chodzi o polityczne zidiocenie, po prostu nie potrafię się powstrzymać. Wiecie, że są miejsca, w których nie można zamówić czarnej kawy? Jest kawa i kawa biała. Czarna kawa może się źle kojarzyć. Czarnych tablic też już gdzieniegdzie nie uświadczysz - czysty rasizm pisać po czarnej tablicy białą kredą, kto to widział! Nie ma już stewardów i stewardess, są za to flight attendants, w ogóle wszystko teraz ma bardzo dumną nazwę, której rozszyfrowanie bardzo często graniczy z cudem. Ze szkół znikają choinki, boże narodzenie zastępuje się świętami, bo tak jest bardziej neutralnie i wtedy nie obrażamy muzułmanów i wyznawców innych religii, rzecz jasna z naciskiem na muzułmanów. Jedyne co mogę powiedzieć na ten temat to: Pieprzyć muzułmanów! Dlaczego do jasnej cholery w jakby na to nie patrzeć na kontynencie, który ma chrześcijańskie korzenie wszyscy spuszczają się na to aby przypadkiem nie obrazić muzułmanów? Jaką pozbawiona jaj i kręgosłupa pizdą trzeba być, żeby dawać sobie dmuchać w kaszę i to na własnym podwórku? Zasada jest prosta, jeśli wszedłeś między wrony musisz krakać jak i one. Jak się nie podoba, to krzyżyk na drogę i adios amigos! Że nie wspomnę o tym, że na jakiekolwiek odwzajemnienie dobrego traktowania w krajach muzułmańskich niewierni nie mają co liczyć. Gdzie tu sens? Ja go nie widzę, no ale ja w końcu jestem z ciemnogrodu, więc nie dziwota.
Niestety jak już wcześniej wspomniałem czerwono-różowa, wykastrowana i sukcesywnie pozbywająca się resztek kręgosłupa Europa postradała resztki zdrowego rozsądku (o ile w ogóle go kiedyś miała, w co często wątpię) i dąży do samozagłady. Samozagłada ta objawi się potopem bezmózgów i bezjajców skrzętnie wyhodowanych na własnej piersi. Potem tylko zamiast wieży Eiffla stanie minaret, ale wtedy będzie po problemie bo będzie tylko jedna słuszna religia i tolerancja nie będzie już potrzebna.

Jest jeszcze jeden objaw chorobowy bardzo często towarzyszący dysintelektowi, objawia się pod postacią czerwonej gorączki. Trudno nie zauważyć, że znakomita większość awangardy dysintelektualnej to różnej maści lewacy. Czerwoni, różowi, zieloni, antyglobaliści, socjaliści zresztą nieważne jak się nazywają dla mnie to wszystko jedna swołocz. Skoro mowa o czerwonych, to muszę wspomnieć o pewnym ciekawym zjawisku. Polega ono na tym, że cywilizowany świat tępi ideologię faszystowską jak tylko może. Wszystko fajnie, ale dlaczego nie tępi z równą zajadłością ideologii, która moim zdaniem jest o wiele gorsza od faszyzmu? Dlaczego nie tępi się ideologii komunistycznej? Dlaczego można z powodzeniem paradować po ulicy z koszulką z sierpem i młotem, lub z wielkim bohaterem jakim był Che bez żadnych konsekwencji? Spróbujcie tego z koszulką na której będzie swastyka... Wytrwałych zachęcam do zapoznania się z szacunkowym body countem jaki przypisuje samemu tylko okresowi stalinowskiemu.
Inny przykład, działanie partii faszystowskich jest zakazane prawem (o ile mi wiadomo to w każdym kraju, który mieni się demokratycznym) co nie przeszkadza w niczym aby w Holandii legalną była partia pedofilska. Aby była jasność - nie porównuję pedofilii do faszyzmu! Jest to jednak pewien, jakby to delikatnie ująć, brak konsekwencji. Pojawia się odwieczne pytanie: Co dalej? Wolę nie wiedzieć.

Reasumując, jak powinien zachowywać się europejczyk, dumny członek zachodniej cywilizacji? Najlepiej aby miał już za sobą operację usunięcia jąder (o ile je wcześniej miał) i kręgosłupa, o mózg nie trzeba się martwić, bo najprawdopodobniej albo urodzi się bez niego, albo ulegnie on zanikowi w okolicach dziesiątego roku życia. Powinien tolerować wszelkie zachowania, jakkolwiek dewianckiego charakteru by nie miały, bo w końcu rację ma mniejszość, a w tym przypadku prawa większości zostają automatycznie anulowane na rzecz mniejszości. Nie powinien źle się wypowiadać o czymkolwiek i kimkolwiek, nie można przecież ryzykować, że ktoś poczuje się urażony, ergo słownik cywilizowanego człowieka powinien się składać tylko i wyłącznie ze zręcznie splecionych eufemizmów. Musi także troszczyć się o coś, najlepiej o ludzi z miejsc, których nawet nie potrafi wskazać na mapie. Nie może posiadać krzty zdrowego rozsądku, najlepiej jeśli byłby ateistą, w każdym razie broń Boże katolikiem, poza tym dobrze by było, gdyby od czasu do czasu w ramach czynu społecznego stał z wypiętym dupskiem obok napisu Zerżnijcie mnie, jestem postępowcem.

Z pewnością znalazłoby się jeszcze wiele przykazań, którymi powinni się kierować wyznawcy maksymy Wolność, równość, głupota. Mniejsza jednak o to. Na koniec podzielę się jeszcze jednym spostrzeżeniem. Czy nie jest dziwnym, że zazwyczaj ci, którzy najgłośniej krzyczą, w obronie wolności, równości, tolerancji itd. praktycznie rzecz biorąc są faszystami wypisz wymaluj? To właśnie oni zrobią co tylko będzie w ich mocy, aby każdy kto myśli inaczej niż oni i ma czelność to manifestować został spalony na stosie. Nie mam prawa do własnego zdania jeśli nie pasuje ono do ultratolerancyjnego kanonu. Przecież trzeba zburzyć mury i radośnie lizać się po jajkach. Ja dziękuję, postoję... Zostaję w ciemnogrodzie.

Żegnam się pozdrowieniem międzynarodówki dupogłowych:
Debile wszystkich krajów łączcie się!

22 lutego 2008

Stressed out.

Właśnie natknąłem się na przekomicznego newsa. To, że wielu Brytyjczyków cierpi na dysintelekt wiedziałem nie od wczoraj. Wiedziałem także, że rząd brytyjski ma ogromny wkład w produkcję oraz pielęgnowanie rzesz funkcjonalnych analfabetów.
Nie wiedziałem jednak, że dane mi będzie poznać kolejny debilizm made in UK, który zdoła mnie aż tak rozbawić, a wierzcie mi poznałem ich sporo!

Kolejny raz zapomniałem o tym, że jedyne co nie przestaje dziwić to ludzka głupota. Na nią zawsze można liczyć. Pytanie tylko, co dalej? Osobiście obstawiam wprowadzenie zwolnień z życia....

17 lutego 2008

Weltschmerz.

Jak poznać rodaka zagranicą? Prosto, wystarczy wyłowić z tłumu osobę, która się nie uśmiecha. Sprawdza się w większości przypadków.

Dla ścisłości muszę wspomnieć o innym sposobie, ma on co prawda węższe zastosowanie, ale jest równie skuteczny. Jak rozpoznać polkę? To ta ładna :) Sposób ma tę wadę, że jego skuteczność waha się wraz z poziomem brzydoty miejscowych kobiet.
Im dalej na wschód tym mniejsza skuteczność, proste prawda?

Wracając do uśmiechania się, jest to rzecz jasna skrót myślowy, myślę jednak, że wielu z was wie o co mi chodzi. Jest coś takiego w naszych twarzach, coś co od razu rzuca się w oczy. Ten polski ból istnienia, który zabieramy ze sobą nieważne dokąd się udajemy. Skrupulatnie wygrawerowany znak rozpoznawczy. Oczywiście można go zatuszować i to z całkiem dobrym efektem, ale nie będzie to przeszkodą dla wprawnego oka, ono dojrzy wyłaniające się spod pudru "P".