01 kwietnia 2010

Podręczna apteczka c.d.

"Piłsudski ludobójcą jak Hilter i Stalin". Czyli kolejny dowód na to jak nas "kochają" na wschodzie. Bez obaw Wilno też będzie polskie, he, he!
Marszałek Piłsudski przedstawiony jest jako ludobójca narodu litewskiego do spółki z Hitlerem i Stalinem. Armia Krajowa jako organizująca czystki etniczne w Wilnie i wreszcie europoseł Waldemar Tomaszewski - jako donosiciel na własny kraj. Te szokujące treści można znaleźć na kopertach pocztowych w Wilnie. Rozumiem, że bohater w jednym kraju może być postrzegany jako zbrodniarz w innym, przykład (może nie do końca adekwatny, ale za to jakże jaskrawy) Bandera. Nie mam zamiaru rozwodzić się na temat niedorzecznych porównań Piłsudskiego do Hitlera i Stalina - przypomnę tylko, że wg mnie samo porównywanie Hitlera do Stalina jest nieco niedorzeczne.
Jak już wiele razy wspomniałem na wschodzie nas nie lubią, czy to kacapy, czy ukraińcy, czy też jak widać Litwini. Widać tak musi być, taka stała w przyrodzie. Jak świat, światem...
Innymi słowy nie sądzę abyśmy byli w stanie, przynajmniej w niedalekiej przyszłości, uniknąć tego typu "ekscesów". Warto jednakże wspomnieć innej sprawie, o wiele ważniejszej niż sam fakt zaistnienia prostackiej prowokacji. Polska jest nieustannie atakowana przez różne kraje, ataki te mają różny charakter i wydźwięk. Niestety rzadko kiedy spotykają się ze zdecydowaną reakcją polskiego rządu. Zazwyczaj tej reakcji po prostu nie ma, a ci, którzy wypowiadają się przeciw atakom i insynuacjom zazwyczaj zostają napiętnowani przez jedyne słuszne media, za to, że tworzą wizerunek polaka, który awanturuje się o byle "g". I dobrze! Żydzi awanturują się o byle gówno i jakoś nikt do nich o to nie ma pretensji - a nawet jeśli ma, to się publicznie do tego nie przyzna, bo boi się posądzenia o antysemityzm. Polak za to, powinien siedzieć cicho, jak się na niego pluje, to ma mówić, że pada deszcz. A gdzie jest w tym wszystkim nasz rząd miłości i sukcesu? Czy nie ma jaj i kręgosłupa, czy też po prostu ma kraj, któremu (teoretycznie) służy głęboko w dupie? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zapewne jest to koktajl jednego i drugiego. Niezależnie od tego jaka by nie była odpowiedź na powyższe pytanie, to skutek jest taki, że jesteśmy postrzegani jako naród, któremu można bezkarnie pluć w twarz - co też się zresztą dzieje. Brawa dla polskiego "rządu"... TFU!


Lista ośrodków ambulatoryjnych oraz zakładów zamkniętych prowadzących terapię farmakologiczną osób skazanych za czyny pedofilskie będzie znana w połowie kwietnia bieżącego roku - poinformowało Ministerstwo Zdrowia. Dum, dum, dum...[...] o potrzebie leczenia pedofila ma decydować sąd na sześć miesięcy przed przewidywanym warunkowym zwolnieniem lub przed wykonaniem kary. Być może się powtarzam, ale pedofilia nie jest czymś co należy leczyć farmakologicznie. Lista sugerowanych sposobów "leczenia" pedofilii: 1. ucięcie jaj tępym nożem; 2. nabicie na pal; 3. patrz obrazek na początku posta. Leczyć można chorych, zboczeńców - nie sądzę.


"Polacy radykalni ws. aborcji i małżeństw gejów" - cóż to znaczy? Tylko 5 proc. Polaków jest za aborcją na żądanie i dopuszcza adopcję dzieci przez homoseksualistów [...] To jakby ktoś nie wierzył, że ten świat stanął na głowie, lub, jeśli już używamy metafor, głowę ma tam gdzie dupę, a dupę we Władywostoku... Tak oto ludzie "normalni" stali się "radykałami". Oczywiście nie ma nic radykalnego w tym, że ludzi wyznających bardziej tradycyjne wartości są przez libertynów i różnego rodzaju lewacko-goszystowskie popłuczyny odsądzani od czci i wiary, bo stoją na drodze postępu itd.

Skoro jesteśmy przy relatywizmie, 13-latek zgwałcił dziecko. "Ofiara jest katem". Czyli dowód na to, że nie tylko polscy sędziowie są skończonymi idiotami. Koleś zgwałcił 3 letnią dziewczynkę!
Sędzia ogłaszając wyrok powiedział, że ma nadzieję, iż "dziewczynka nie będzie cierpieć z powodu trwałych efektów" zdarzenia i "szybko o nim zapomni". Podkreślił, że sprawca potrzebuje pomocy i skierował go na przymusową terapię oraz na 2,5 roku wpisał na listę przestępców seksualnych.
Ta sprawa jest przykładem tego, jak ofiara staje się katem; to proces powielania zbrodni. Mój klient potrzebuje pomocy – mówił z kolei obrońca.
Zarówno sędzia, obrońca jak i sprawca potrzebują pomocy - nie wiem tylko kto bardziej.
Proponuję zorganizować mały gang-bang sędziemu i sprawdzić jak szybko zapomni, co do obrońcy - suck satan`s cock! Sprawca - patrz obrazek wyżej.


Zatrważające prognozy: gwałtowne burze, zatopienie wysp. Apokalipsa! Ledwo tylko przycichł ostatni "sztos" związany z globalnym ogłupieniem, bądź jak to niektórzy (także słusznie) nazywają ocipieniem, a tu proszę - Są już badania jednoznacznie potwierdzające trwające zmiany w klimacie. Walczymy dalej. Heh. Wg mnie nie potrzeba badań, aby wiedzieć, że klimat się zmienia, to prostu widać. Nie trzeba też wielkiej wiedzy, żeby wiedzieć, że tak jest "od zawsze", sztuką za to jest wmówić ludziom, że to przez nich i że będzie apokalipsa, i że wszyscy muszą jeździć hybrydami i tulić drzewa! Takie globalne ogłupienie jest nie lada przedsięwzięciem. Udało się, sporo osób zarobiło na tym masę kasy, ale (jak to zazwyczaj bywa) sprawa się trochę rypła i szwindel powoli zaczął "wypływać". Jak widać nie tylko głupota ludzka, ale także chciwość nie zna granic. Ciekawe ile jeszcze czasu upłynie zanim "ekoterroryści" złożą broń?


Na koniec kolejny dowód na to, że nie żyjemy w III, IV czy też V RP, tylko w Polskiej Rzeczypospolitej Esbeckiej. Sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, który w stanie wojennym uczestniczył w wydaniu wyroku za rozrzucanie ulotek (cztery lata więzienia), nie odpowie przed sądem. Sąd dyscyplinarny nie zezwolił wczoraj na pociągnięcie go do odpowiedzialności.
Jedyny słuszny komentarz: A na drzewach, zamiast liści, będą wisieć komuniści.

19 marca 2010

Panaceum.

Witam i zapraszam na kolejną dawkę paranoi z kraju i ze świata. Zaczynamy od wyroku Trybunału w Strassburgu, który zasądził 10 tys. euro na rzecz mordercy i gwałciciela, w związku z uchybieniami proceduralnymi. Trybunał uznał, że zostało naruszone prawo do obrony. Sprawa opisana jest zdawkowo i nie jest mi znana. Uważam, że każdy ma prawo do obrony, i że jeśli żyjemy w "państwie prawa", albo chociaż udajemy, to powinniśmy przestrzegać pewnych norm i standardów. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli skazany w tej sprawie rzeczywiście dopuścił się zarzucanych mu czynów, to artykuły konwencji Praw Człowieka nie powinny mieć do niego zastosowania, a jedyne co mu się należy do 10 tysięcy batów. Jest dla mnie bardzo przykrym faktem, to że stworzyliśmy i promujemy system, w którym tak łatwo jest zamienić miejscami kata i ofiarę. Nota bene tendencja ta jest powszechna, pewnie dlatego, że niezwykle wygodna i jakże pasująca do epoki relatywizmu w jakiej przyszło nam żyć. Oczywiście dobrze by było, aby polski wymiar sprawiedliwości przestrzegał procedur oraz pewnych uniwersalnych standardów, no ale to jest życzenie leżące na półce "nie i jeszcze długo, długo nie".

Zostajemy w Strassburgu. Tym razem "Strassburg" uznał, że Polska dyskryminuje gejów, a to nowość! Chodzi o sprawę, w której sąd odmówił prawa do dziedziczenia mieszkania po zmarłym partnerze. Wyjątkowo się zgadzam, jest to dyskryminacja. Nie w tym jednak rzecz, rzecz w tym, że trybunał uznał, że doszło do naruszenia prawa do życia rodzinnego. Z tym już nie mogę się zgodzić. Nie obchodzi mnie co trąbią w politycznie popieprzonych mediach na całym świecie piewcy "postępu" jego mać. Rodzina to kobieta i mężczyzna + dzieci - takie jest odwieczne prawo natury!!! A 2 facetów, hmm, nie wiem, związek, czy tam inny twór, ale nie rodzina.

Licealiści skarżą europosła za to, że nazwał ich "rozwydrzonymi i rozpuszczonymi przez rodziców smarkaczami". Zuzanna Niemier i Tomasz Chabinka są uczniami wrocławskiego XIV Liceum Ogólnokształcącego. Po listopadowym wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie krzyży, złożyli u dyrekcji swojej szkoły petycję w sprawie usunięcia symboli religijnych z terenu liceum. Licealiści uważają, że zostały naruszone ich dobra osobiste, wtóruje im Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Fakt, prawda w oczy kole, ale czy to jest naruszenie dóbr osobistych? Co to za czasy, nic nie można powiedzieć, a prawdy w szczególność, bo można kogoś obrazić, że o etykietce ciemnogrodzianina nie wspomnę. W dupach się poprzewracało! Strassburgi, fundacje, trybunały, sądy... Szkoda słów.

Mój ulubiony pseudonaród znów dał o sobie znać. Trzy rady obwodowe z zachodniej Ukrainy skrytykowały Parlament Europejski (PE) za niedawną rezolucję o sytuacji w kraju, potępiającą uhonorowanie przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy. Uderz w stół, a swołocz się odezwie. Niedługo po tym artykule czytałem następny, z którego można było się dowiedzieć, że ukraińcy uważają, że mają prawo mieć za bohatera kogo im się żywnie podoba. Coś w tym jest. Ich reakcja mnie nie dziwi, skoro są (niestety) suwerennym państwem, to wolnoć Tomku w swoim domku, jednakże ciężko oczekiwać, by gloryfikowanie zbrodniarza nie spotkało się odzewem w innych krajach. Pamiętajmy jednak, że jaki "naród" tacy "bohaterzy". Któż inny mógłby być bohaterem dla ludzi, których sportem "narodowym" jest ludobójstwo? Hitler by się nadał, no ale on jednak nie ich, Stalin albo Lenin, bliżej, ale oni pewnie za bardzo ruscy, a Bandera pasuje jak ulał!

Kwintesencja życia w Polsce, nastoletnie rodzeństwo za dobrą średnią i sukcesy sportowe otrzymało w ubiegłym roku sportowe stypendium wysokości 2,5 tys. złotych. Okazało się jednak, że stypendium dzieci sumuje się z dochodem rodziny. W ten sposób został on podwyższony i przekroczył dopuszczalną granicę - czyli 504 zł - by rodzina nadal mogła otrzymywać zasiłek rodzinny – dodaje podhale24.pl. Między innymi dlatego, w tym kraju nigdy nie będzie dobrze. Bez komentarza.

A co z tytułowym panaceum? Jak na obrazku, Sig Sauer P226 X-5 LW, 9mm para. Jako, że Colt Peacemaker i Desert Eagle .50 są zarezerwowane do leczenia najcięższych przypadków, to do składu podręcznej apteczki należy dodać coś bardziej "uniwersalnego". Nie zapominajmy także o zapasie kijaszków do rozganiania w cztery wiatry wszelkich z dupy wyjętych fundacji obrony wszystkiego i innych lewacko-hipisowskich wynalazków.

22 lutego 2010

A jeśli Polska to właśnie ta oszczana klapa?

Witam po przerwie.
Z przykrością stwierdzam, że
nie mogę zaserwować Wam na przywitanie żadnego optymistycznego akcentu. Moją głowę zaprzątało ostatnio wiele myśli. Choć były one bardzo różne, to jedna dominowała, ta z tytułu posta.

Myśl, pytanie, na które, z przykrością udzielam sobie odpowiedzi - tak, Polska to właśnie TA OSZCZANA klapa.
Smutne ale prawdziwe.

Setki lat jedni bezmyślni kretyni pod kierunkiem innych bezmyślnych kretynów pracowali na to, aby Polska stała się i pozostała oszczaną klapą. Niewątpliwie odwalili kawał dobrej roboty. Kryzys światowy, ha! Co tam! Polska jest w kryzysie od połowy XVII wieku, co tam jakiś kryzys! Na drugie imię mamy kryzys! Kryzys nie musiał do nas przychodzić, omijać ani wychodzić - tu jest jego dom i jest mu to dobrze - po co ma się gdzieś wybierać? Pewnie, robi wypady tu i tam, urlopy, wakacje, ale zawsze powraca w rodzinne strony.

Prognozy epidemiologów są zastraszające: za 10 lat podwoi się liczba osób chorych na nowotwory. Rak będzie głównym zabójcą Polaków. Żyć nie umierać, lub jak śpiewał Muniek "jest super". Pesymista ze mnie i malkontent. Nie jest tak źle. Czyżby? Według badań europejskich pod względem dostępności do leczenia onkologicznego Polska jest na ostatnim miejscu. Wyniki mogą nie być miarodajne! Urzędnicy dochodzą do wniosku, że nie ma co leczyć pacjentów z rakiem jelita grubego, jeśli skończyli 65 lat. – Jak mimo to ich leczyliśmy, kazali nam zwracać pieniądze – mówi prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Proponuję ogólnopolską "zrzutkę" na amunicję - urzędników odpowiedzialnych za tego rodzaju decyzje z całą pewnością nie ma sensu leczyć. Żyjemy w erze humanitaryzmu i takich tam, więc jedyne co pozostaje to ulżyć im w cierpieniach. Proponowane panaceum: Colt peacemaker.
Czy aby na pewno rak będzie głównym zabójcą Polaków? Myślę, że nie. Myślę, że będzie on tylko "narzędziem". Głównym zabójcą będzie głupota spod znaku oszczanej klapy pieczołowicie i skrzętnie pielęgnowana przez rzesze jej czcicieli. Bo w końcu Polak potrafi...

Pozostajemy w optymistycznych, polskich klimatach. Euro 2012, które nie wiem po jaką cholerę staramy się zorganizować. Niektórzy twierdzą, że na tym zarobimy i w ogóle, że będzie fajnie, drogi, stadiony... Problemy z przygotowaniami do mistrzostw Europy w 2012 mają wszystkie cztery polskie miasta gospodarze imprezy. A to dopiero niespodzianka! Przecież w tym kraju ze wszyscy ze wszystkim zdanżają i czasem nawet zdążają na czas. Pamięć mnie zawodzi, ale w jednej z kronik filmowych z czasów PRL zapowiadali, że do sześćdziesiątego któregoś tam w Warszawie będą 2 linie metra! Drogi? Pytanie retoryczne, cała reszta - każdy widzi i wie. Od początku mówiłem i powtórzę, że wyjdziemy na Jełro 2012 jak Zabłocki na mydle. Ale co tam, jedna kompromitacja mniej czy więcej nie zrobi nikomu większej różnicy...

Jeszcze jedno o drogach! Dziury na ulicy Sienkiewicza w Grodkowie zostały policzone. Na odcinku ponad 1 km ulicy znajduje się minimum 671 dziur! Może to jakiś rekord? Warto by sprawdzić. Dziury same w sobie nie są jednak aż tak ciekawe. "Ciekawym" jest to, że nikt nie ma zamiaru ich łatać, bo nie ma na to pieniędzy. Nie muszę chyba dodawać, że problem ten nie dotyczy jedynie Grodkowa. Bez komentarza.

Pora na coś z zagranicy. Dowód na to, że faszyzm ma się świetnie. Amerykański łyżwiarz figurowy Johnny Weir obawia się o bezpieczeństwo z powodu gróźb kierowanych pod jego adresem. Wszystko za sprawą stroju obszytego lisim futerkiem, który wzbudził protesty członków organizacji ekologicznych. No może neo-faszyzm, albo eko-faszyzm, nie wiem, co kto woli. Osobiście nie dostrzegam wielkiej różnicy. Oraz kolejna odpowiedź na pytanie, dlaczego niektórzy mogą sądzić, że z czarnymi jest coś "nie halo".

26 stycznia 2010

Globalne ocieplenie.

W związku z globalnym ociepleniem, którego skutki odczuwalne są zarówno w Polsce jak i w pozostałych krajach Europy - w tym roku wyjątkowo pod postacią siarczystych mrozów - zachęcam do lektury o pewnych, drobnych błędach, do których (o dziwo) zaczynają się przyznawać naukowcy zajmujący się globalnym ogłupieniem (czasem także ociepleniem). Wiodąca komisja Organizacji Narodów Zjednoczonych, zajmująca się zmianami klimatycznymi, przeprosiła za mylne dane opublikowane w raporcie z 2007 roku, w którym ostrzegano, że lodowce w Himalajach mogą stopić się do 2035 roku. IPCC przyznaje się do tego, że "odpowiednie standardy dowodowe nie zostały właściwie zastosowane". Choć IPCC przyznaje się do błędu, to jednak niechętnie i w bardzo ciekawy sposób: Teoretycznie, powiedzmy, że pomyliliśmy się co do jednej liczby, ale nie sądzę, by miało to wpływ na przytłaczające dowody naukowe pokazujące co dzieje się z klimatem na ziemi. Teoretycznie powiedzmy, że klimat na ziemi zmienia się cyklicznie od setek tysięcy lat bez naszej pomocy i z pewnością będzie się zmieniał w przyszłości. Cała "eko-lewacka" histeria związana z globalnym ociepleniem jest po prostu żałosna. Nie mam zamiaru specjalnie się rozwodzić na ten temat gdyż uważam, że nie ma nad czym. Dla mnie sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa - globalne ocieplenie to ściema. Mogę tylko odesłać to stand upu Georga Carlina, w którym naśmiewa się z aktywistów chcących ratować co tylko się da. Ciężko mi się z nim nie zgodzić - ludzie nie stanowią zagrożenia dla Ziemi, dla samych siebie - owszem. Zwłaszcza Ci, którzy uważają, że człowiek stoi najwyżej na szczeblach drabiny ewolucyjnej i, że tak cholernie dużo od niego zależy. Śmiem wątpić. Jak na mój gust to przed nami jeszcze bardzo długa droga.



Krótko na temat jakości polskiej edukacji. Wśród naukowców zatrudnionych na uniwersytetach trudno znaleźć takich, którzy nie pracowaliby gdzieś indziej. Na co najmniej dwóch uczelniach jednocześnie jest zatrudnionych ponad 53 proc. O tym jak zatrudnienie na kilku etatach na raz wpływa na jakość pracy "rofesora" chyba nie muszę się rozwodzić.

Zostajemy w Polsce i przyglądamy się zjawisku, które osobiście lubię nazywać "jestem klinicznym debilem, niech ktoś ulży mi w cierpieniu i mnie zastrzeli". Według nowego zarządzenia NFZ, mammografii nie wolno robić, gdy pacjentka zgłasza "dolegliwości w obrębie piersi". WTF? Czemu ludzie odpowiedzialni za ważne decyzje w tym kraju są skończonymi idiotami?

Wróćmy na moment do naukowców i ich wesołych teorii. Czy pismo odręczne odejdzie wkrótce do lamusa? Według uczonej z USA to całkiem rychła perspektywa. Kto wie, być może tak się stanie, nie można tego wykluczyć. Zwłaszcza w obliczu postępującego rozwoju "digital nation". Jak wspomniałem przed chwilą z powyższą tezą można się zgodzić, nie jest ona specjalnie dziwna. Ciekawa jest za to argumentacja. Pisanie odręczne nie jest naturalną czynnością człowieka i zdaniem Anne Trubek pracująca w Oberlin College w Ohio w USA, nie powinno się zmuszać do tego uczniów. Ciekawe, prawda? Wydaje mi się, że w przypadku pani Trubek myślenie nie jest jej czynnością dla niej naturalną, raczej czymś w rodzaju hobby, któremu nie oddaje się ani przesadnie często, ani z większym zaangażowaniem. Idąc tym tokiem myślenia można by w katalogu "nienaturalnych czynności człowieka" umieścić prawie wszystko. Z pewnością czynnością jak najbardziej naturalną dla człowieka jest robienie z siebie idioty, czego świetnym przykładem jest wspomniana (niedo)uczona.

Na koniec "kontrowersyjny" akcent z Afryki. Szamani w Ugandzie nadal składają ludzi w ofierze swoim bóstwom. Ta praktyka rozprzestrzenia się w całej Afryce. A spróbuj tylko powiedzieć, że z czarni są "nie halo" to zaraz się oburzają, że "rasista"!

09 stycznia 2010

Zasłyszane.

Rozmowa dwóch pań odpowiedzialnych za czystość w toaletach w jednej z galerii handlowych w Trójmieście. Jedna z nich jest w damskiej toalecie, druga na korytarzu. Ta na korytarzu krzyczy do tej w toalecie:
- Zośka! W męskim posprzątałaś?
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo tam chłopy są!
- A gdzie mają być!?

07 stycznia 2010

O kreatywności słów kilka.

Kreatywność jest bardzo na czasie, bez niej ani rusz.
Bycia kreatywnym wymaga się od nas niemal na każdym kroku. W szkole, w domu, w pracy - wszędzie trzeba wykazać się kreatywnością. Zwłaszcza w pracy, gdzie kreatywność potrzebna jest nie tylko po to, aby wykonywać powierzone nam obowiązki, ale także po to, aby pracę w ogóle dostać. Każdy pracodawca chce mieć względnie młodego, wykształconego i kreatywnego pracownika, że nie wspomnę o wysokiej kulturze osobistej, doświadczeniu zawodowym, nastawieniu na realizację celów, odporności na stres, znajomości języków, umiejętności pracy w grupie i pod presją czasu. Oczywiście każdy pracodawca oferuje w zamian pracę w stabilnej, rozwijającej się firmie, w młodym zespole, miłej atmosferze, oferując jednocześnie konkurencyjne zarobki i możliwości rozwoju. Wybaczcie dygresję, ale jeśli się jej bliżej przyjrzycie, to zobaczycie, że ilustruje ona kreatywność - w tym przypadku pracodawców, którzy zaprzęgli swój kreatywny potencjał, po to aby stworzyć bajkowego kandydata i bajkowe warunki. Naturalną koleją rzeczy jest zaprzęgnięcie kreatywnego potencjału przez kandydatów, po to aby stworzyć iluzję tego, że właśnie przybyli z baśniowej krainy wymarzonego pracownika. I koło się zamyka. Jest to o tyle zabawne, że zazwyczaj ani jeden ani drugi bajkopisarz nie "kupuje" dzieła drugiego. Cóż, żyjemy w świecie iluzji...

Kreatywność w kraju takim jak Polska ma bogatą, ciekawą i bardzo barwną tradycję, która jest o wiele starsza od korporacyjnych fantasmagorii. W Polsce trzeba być kreatywnym, to sine qua non egzystencji w tym kraju. Każdy kto choć trochę zna historię naszej Ojczyzny wie dlaczego. Oczywiście mam tu na myśli "kreatywność po polsku" będącą odpowiedzią na polską "egzotykę" i specyfikę tego kraju. Myślę, że mogę powiedzieć, że jesteśmy kreatywnym narodem - to, że tak naprawdę gówno z tego mamy niczego nie zmienia i tak jesteśmy cholernie kreatywni.

Przykład z Sopotu, w którym to prokuratura rejonowa dała przykład kreatywnego (nie)stosowania prawa.
Koncesje na sprzedaż alkoholu wydawane były niezgodnie z przepisami, ale nie było to przestępstwem [...] - Śledztwo zdecydowaliśmy się umorzyć w związku z tym, iż nie stwierdzono znamion czynu zabronionego w działaniu urzędników - mówi Barbara Skibicka, szefowa sopockiej Prokuratury Rejonowej.
Zdaniem prokuratury, urzędnicy kierowali się interesem społecznym wydając pozwolenia na sprzedaż alkoholu "na próbę", na okres krótszy, niż przewidują przepisy.
Niezłą prokuraturę ma "kurort"! Urzędnicy ewidentnie i z premedytacją łamią przepisy ustawy wydając pozwolenia na czas krótszy niż nakazuje ustawa, a prokuratura nie może doszukać się czynu zabronionego! To jest kreatywność! Ciekawe gdzie tego uczą, na korespondencyjnym kursie prawa? Oczywiście, że urzędnicy kierowali się interesem społecznym, przecież powszechnie wiadomo, że urzędy i urzędnicy w tym kraju kierują się wyłącznie interesem społecznym i dobrem obywateli, więc jeśli łamią prawo to tylko dla ich dobra i można ich za to karać. Ciekawe, czy ta kreatywna interpretacja czynu zabronionego stanie się precedensem?
Co ja gadam, w Polsce czyn zabroniony jest zabroniony jeśli popełnia go ktoś spoza klubu, lub bez kasy i wpływów - Folwark Zwierzęcy pełną gębą...

Zdarza się jednak, że z kretynizmami udaje się uporać w miarę sprawnie i szybko. Co rzecz jasna nie zmienia faktu, że moim zdaniem nie powinny one w ogóle mieć miejsca. Decyzja NFZ, która pozbawiła część z chorych na raka możliwości leczenia została cofnięta! Pani Kopacz w końcu czegoś nie skopała! Gratulacje! Skoro jesteśmy przy NFZ, to chciałbym oficjalnie ogłosić, że zajął on przedterminowo pierwsze miejsce w rankingu najgorszych polskich instytucji/urzędów za miesiąc styczeń. (Ranking jest moim prywatnym rankingiem, "wyróżnienia" przyznawane są w 100% subiektywnie i niedemokratycznie). Pomysłodawcy/winni tego stanu rzeczy wygrywają zaś w rankingu ludzi, których należałoby zapędzić do kamieniołomów.

Wróćmy na moment do kreatywnej sprawiedliwości, zainspirowany orzeczeniem Trybunału Europejskiego Lesław Maciejewski pozwał do sądu gminę Świnoujście gdyż uznał, że eksponując krzyże w urzędzie miejskim naruszyła jego dobra osobiste. A co ja mam zrobić? Istnienie takich ludzi jak Maciejewski narusza moje dobra osobiste i jakoś muszę z tym żyć! Co nie jest proste, gdyż mają oni przewagę liczebną!
Zdaniem cytowanego przez "Rz" socjologa, pozew mieszkańca Świnoujścia może zachęcić innych do podobnych działań. Uważa on, że to cena rosnącej podmiotowości obywateli i dojrzewania społeczeństwa obywatelskiego.
Powyższe stwierdzenie jest ciekawe, ale nie mogę się z nim do końca zgodzić. O ile jest bardzo prawdopodobne, że liczba urażonych i wnoszonych przez nich pozwów będzie rosła, to nie sądzę, aby było to ceną jaką musimy płacić za dojrzewające społeczeństwo obywatelskie.
Zachowania tego typu nie mają nic wspólnego ani z dojrzałością ani ze społeczeństwem obywatelskim. Wywodzą się z mylnej koncepcji wolności oraz powszechnie panującego i lansowanego libertynizmu, jak również postępującej laicyzacji społeczeństwa. Jest to cena "postępu". Tak postępu, lewicowego postępu myślowo-ideologicznego, który pod pozorem krzewienia wolności wszelakich narzuca społeczeństwom jedyny słuszny, postępowy światopogląd. Jakbym na to nie patrzył, to nie mogę postrzegać opisanej sytuacji inaczej niż jako efekt zdziczenia. Dlaczego zdziczenia? Dlatego, że jak pokazuje historia tam gdzie swe macki rozciąga lewactwo i jemu podobne ideologie efektem może być jedynie bezhołowie.

Polskie szkoły mają zostać skontrolowane przez niezależnych kontrolerów.
Po raz pierwszy pracę szkół będą oceniać nie pracownicy kuratorium, a specjalnie przeszkoleni dyrektorzy placówek oświatowych.
Pomysł ten nie przypadł do gustu pracownikom placówek, wiążą oni z nim pewne obawy:
Będą nas oceniać osoby z zewnątrz, a przecież najgłębszą wiedzę mają o ci, którzy ją znają od dawna [...]
I wszystko jasne. Wiadomo, że najlepszą, najpełniejsza, najrzetelniejsza i najbardziej wiarygodną ocenę wystawi nie niezależny kontroler z zewnątrz (choć co do tej niezależności nie miałbym pewności), tylko ci, którzy znają się od dawna i niejedną flaszkę razem obalili. Proste jak konstrukcja cepa.

Na koniec nieco weselszy akcent będący kolejnym argumentem przemawiającym za moją tezą, iż należy wszystkie istniejące dni wszystkiego i niczego zastąpić dwoma dniami. Dniem debila i dniem bez debila. TVN24 pisze, że dziś obchodzimy dzień sprzątania biurka! Dum, dum, dum...
Więcej, artykuł nosi wdzięczny tytuł "Pokaż mi swoje biurko, a powiem Ci kim jesteś". O tak, kolejny idiotyzm idący w parze z dniami wszystkiego i niczego. Pokaż mi swój ... / swoje ... / co jesz / jak jesz / co czytasz / bla, bla, bla - a powiem Ci kim jesteś! Jestem ciekaw, czy ludzie wymyślający podobne niedorzeczności robią to z nudów, swojej głupoty, czy może otaczają się ludźmi tak nieskomplikowanymi i płytkimi, że potrafią powiedzieć kim są patrząc się na ich biurko lub obserwując nawyki żywieniowe. Nie wiem jak to jest z innymi, ale jeszcze nie znalazł się taki wróżbita/domorosły psycholog/szalbierz, który mógłby powiedzieć jaką jestem osobą patrząc na moje biurko! No, chyba że trafiłby się autentyczny jasnowidz, ale on z oczywistych względów byłby poza konkursem.

02 stycznia 2010

Nowy rok

ta sama paranoja...

Zacznijmy od tematu Polski w zagranicznych podręcznikach do historii. MSZ sporządziło raport, o tym jak przedstawia się nasz kraj w zagranicznych podręcznikach. Poza kwiatkami typu Polacy idący z szablami na niemieckie czołgi (taki sam kwiatek zafundował nam sam "miszcz" jego mać Wajda ~6:46 min) i tradycyjnie już "polskimi obozami koncentracyjnymi" wniosek jeden i to w dodatku krótki: "za granicą o Polsce uczą niewiele".
Wniosek nr 2 - świat co do zasady ma nasz w głębokim poważaniu.

Jak zły szeląg powraca jeden z moich ulubionych chłopców do bicia, czyli polityczna poprawność. Wyspiarze ubolewają nad faktem, że polityczna poprawność niszczy świąteczne tradycje.
Chodzi między innymi o żarty umieszczane w popularnych w UK crackersach, które zostały zmienione tak, aby nikt nie poczuł się urażony ich treścią. Cóż, dobrze, że nawet w miejscu tak nasyconym wirusem PC jak UK ludzie zaczęli zauważać, że PC to nic dobrego. Trzeba powiedzieć więcej, PC niszczy nie tylko świąteczne tradycje, PC niszczy wolność, bo jest zawoalowaną formą faszyzmu i dlatego trzeba ją tępić! (O czym zresztą już nie raz mówiłem).

Wiadomości z Rosji. Islamiści zamordowali księdza, bo był "zawziętym wrogiem Allaha".
Muzułmańscy ekstremiści twierdzą, że ksiądz Daniła Sysojew w kilku broszurach znieważył Koran i Mahometa i podważał islam w dyskusjach z nimi. Proponuję dla odmiany przyjąć modus operandi wyznawców religii miłości i przypomnieć sobie nieco Stary Testament! Zastosujmy te same środki w stosunku do muzułmanów znieważających Biblię, Chrystusa i podważających wiarę chrześcijańską. Oko za oko, tak jak bywało drzewiej. Widać, że do niektórych ludzi inna retoryka nie przemawia. Ale by była zabawa, co?

Na koniec wracamy na własne podwórko, gdzie ZUS wysuwa się na prowadzenie w wyścigu o laur dla najbardziej skurwysyńskiego urzędu w Polsce.
Bronisławie Gwóźdź z Łodzi, która ma 104 lata, ZUS odmówił prawa do pobierania bezpłatnych leków.
- Teraz kiedy nasza firma szuka pieniędzy, oszczędzamy na świadczeniach dla ludzi, którzy sami nie mogą się bronić. W tym konkretnym przypadku: po co świadczenia na bezpłatne leki osobie, która i tak w każdej chwili może umrzeć. Każą nam myśleć ekonomicznie.

Nadejdzie taki dzień, w którym wy też nie będziecie się mogli sami bronić, wtedy zaśpiewacie falsetem, co do jednego...

24 grudnia 2009

Rzeź debilątek

...czyli o polskim szkolnictwie raz jeszcze.
Zachęcam do zapoznania się artykułem dotyczącym wprowadzenia obowiązkowej matury z matematyki.

Co czwarty polski maturzysta, jak pokazały wyniki tegorocznej próbnej matury, nie umie rozwiązywać zadań z matematyki na poziomie podstawowym. 24% oblało egzamin, nie przekroczywszy progu wymaganego minimum punktów, czyli 30%. – Na prawdziwej maturze będzie jeszcze gorzej. Przewiduję, że może ją oblać nawet co drugi uczeń

Nie będę się zbytnio rozpisywał, ponieważ liczby mówią same za siebie, a artykuł pomimo tego, że może nie jest wyczerpującą analizą problemu, to daje dość dobry obraz beznadziejnego poziomu zarówno polskiego szkolnictwa jak i uczniów. Powtórzę: polski system szkolnictwa jest do dupy!
Niestety, jak zapewne większość z Was wie, nie stanowi on niechlubnego wyjątku, lecz przykrą normę. Świetnie wpisuje się krajobraz wszechobecnej, polskiej dupowatości. Jeśli nie przebudzimy się z chocholego tańca, to niedługo obudzimy się z ręką w nocniku, co niestety także nie będzie niczym nowym.

Dlaczego polski system edukacji uporczywie obniża poziom i przyczynia się do hodowli półanalfabetów? Dlaczego każda reforma daje skutki odwrotne od zamierzonych? Z pominięciem opcji, która zakłada właśnie takie skutki. Szkolnictwo od podstawówki przez gimnazjum po liceum jest w większości przypadków przykrym żartem, tragikomiczną szopką. Co gorsza, szopka ta wcale nie kończy się na szkolnictwie średnim. Dumnie zwane szkolnictwo wyższe (często będące wyższym tylko z nazwy) także jest jej częścią. Opłakany poziom większości polskich uczelni na wespół z prywatnymi Mc Uczelniami będącymi prawdziwą fabryką debili z dyplomem dopełniają obrazu nędzy i rozpaczy polskiej edukacji.

Wróćmy jednak do matur. MEN twierdzi, że matura z matematyki zdziała cuda zarówno dla przyszłych studentów jak i dla polskiej gospodarki już teraz cierpiącej na deficyt inżynierów, przynajmniej takie odnoszę wrażenie słuchając wypowiedzi ludzi z ministerstwa. Fajnie by było gdyby tak było, ale nie oszukujmy się, realny świat rządzi się trochę innymi prawami niż chore umysły kolejnych ekip rządzących, nieważne jaką ideologią wycierają sobie aktualnie mordy. Cudów nie będzie. Po pierwsze dlatego, że cofnięcie postępującego odmóżdżenia młodych pokoleń jeśli miałoby się udać, to będzie długotrwałym i trudnym procesem. Po drugie, musiałaby istnieć realna wola, by taki proces zapoczątkować, a tej jak na razie ze świecą szukać.

Jeśli ktoś mógłby mi wytłumaczyć dlaczego i jak to się stało, że próg zdawalności na maturze wynosi 30%, to będę wdzięczny. Do tej pory nie potrafię się oswoić z tym faktem. Jak również z faktem, że pomimo tego żałośnie niskiego progu jest masa ludzi, dla których zdanie matury okazuje się zadaniem zbyt trudnym. Wiem, że jedynie nieskończony jest wszechświat i ludzka głupota, a co do tego pierwszego, to nie można być pewnym, no ale, litości... 30%....
Zadania na maturze z polskiego, do których są podane, gotowe fragmenty tekstu, na podstawie, którego można pracować. Zadania z matematyki, których część będzie miała charakter zamkniętych? [...] kiedy nie potrafili rozwiązać zadania z puli zadań zamkniętych, podstawiali kolejno do treści zadania jedną z czterech wymienionych odpowiedzi [...]
Nietrudno przewidzieć, że efektem tej co najmniej dziwnej polityki wobec nieuków (obniżanie wymagań, zamiast podnoszenia poziomu edukacji) będzie jeszcze większe rozplenienie się i tak już wszechobecnego schematu "debil nade mną, debli pode mną". Można też będzie z całą pewnością trawestować i mówić: debili i nieuków banda. Co ja gadam! Już można! Niech żyje przeciętność, Prl bis babe! Albo i nie bis. Prl ciągle żyw, na swój sposób, w naszej mentalności...

"A jeśli Polska, to ta oszczana klapa właśnie"?

Zmieniamy temat. Krótko o szczycie klimatycznym. Belgijska prasa ubolewa nad kształtem "porozumienia" wypracowanego w wyniku szczytu. Szczyt sam w sobie był bardzo ciekawym wydarzeniem w kategoriach zjawiska geopolitycznego. Po części ukazał on jak hipisowskie mrzonki, pomimo tego, że wszechobecne i popularne nie mają szans w konfrontacji z murem zbudowanym z żywej gotówki. Komentarze pojawiające się w światowej prasie także, jak to zazwyczaj bywa, dawały wiele do myślenia. Pragmatyczne, suche i profesjonalne niemieckie, przepełnione obawami - z krajów "rozwijających się", te z USA, nieco kosmiczne.... Do wyboru do koloru. A te belgijskie? Cóż...

Zdaniem gazety, konferencja w Kopenhadze pokazała, że nie da się zjednoczyć bogatych i biednych krajów świata wokół jednego celu. - Panie i Panowie - przyszli laureaci nagrody Nobla, a jeśli nie, to nagrody wielkiego DUH....

Na koniec coś o Polonii w USA. Przyjaciele 24-letniego Polaka, który zginął od kul amerykańskiej policji nie wierzą, że mężczyzna mógł terroryzować siekierą ulice Des Plaines w stanie Illinois. Nie wiem jak Wam, ale mi po przeczytaniu tego zdania od razu przed oczami stanął następujący obraz: starsza Pani przed kamerami proszona o komentarz na temat swojego sąsiada, który okazał się być mordercą, mówi "to był taki miły, młody człowiek, zawsze mi się kłaniał". Choć po części rozumiem, że czasem ciężko uwierzyć w to, że ktoś kogo się zna i uważa za spokojnego mógł nagle zacząć latać z siekierą po ulicy, to nie zmienia faktu, że takie rzeczy się zdarzają. Ludziom po prostu czasem odbija i tyle. Zresztą, co to znaczy kogoś znać?
Współlokator zastanawia się również dlaczego nie oddano strzału ostrzegawczego i dlaczego nie postrzelono go np. w rękę lub w nogę, tylko od razu dostał strzały w klatkę piersiową.
A mnie zastanawia, jak można być tak pozbawionym wyobraźni jak rzeczony współlokator.
Sprawa opisana jest zdawkowo, więc nie chciałbym wyciągać pochopnych wniosków, ale czy tak trudno jest sobie wyobrazić sytuację, w której jesteśmy policjantem wezwanym do interwencji, na którego wybiega facet z siekierą? Sam nigdy nie byłem w takiej sytuacji i nie zazdroszczę nikomu kto był. Coś mi jednak mówi, że jak wyskakuje na Ciebie facet z siekierą, to nie bawisz się w strzały ostrzegawcze i, że strzały w nogi itp. sprawdzają się głownie w filmach. Wydaje mi się także, że zdecydowana większość ludzi sięgających po broń po to, aby odeprzeć atak strzela tak żeby zabić. I wcale im się nie dziwię.

16 grudnia 2009

Grzeszne myśli.

Na początek informacja o poczynaniach sług szatana vel swołoczy z Gówno Prawdy. We Wrocławiu trwa batalia o nadanie alei spacerowej imienia rotmistrza Witolda Pileckiego. Niektórym jednak patron się nie podoba. W tym publicystce lokalnej „Gazety Wyborczej”.
Jakoś mnie to nie dziwi. Wybiórczej nie podoba się nic co związane z patriotyzmem, bo to przecież trąci zaściankiem, a na to nie możemy sobie pozwolić! A już na pewno nie postępowa swołocz z Wybiórczej.
Murem przeciwko Pileckiemu stanęła lokalna „Gazeta Wyborcza”, poświęcając inicjatywie serię artykułów. Publicystka wrocławskiej „Wyborczej” Beata Maciejewska argumentuje, że „na Starym Mieście powinny obowiązywać nazwy historyczne, a jeśli nie można do nich wrócić, należy się dostosować do dawnych obyczajów nazewniczych”.
Ja także jestem za dostosowaniem się, choć powinienem powiedzieć przywróceniem dawnych obyczajów. Dla ścisłości dodam, że tylko niektórych, gdyż tak jak jedyna słuszna gazeta bywam wybiórczy. Całym sercem popieram dawny obyczaj polegający na karaniu zdrajców. Wróćmy więc do tej pięknej świeckiej tradycji i niech na drzewach w końcu zawisną komuniści i ich klakierzy. Do takich obyczajów miłośnicy czerwonego, nomen omen, fallusa belzebuba skupieni w antypolskiej gazecie wybiórczej pewnie nie mają ochoty powracać? Pewnie woleliby, aby aleja została nazwana imieniem Mi... Mii... Miii... Michnika... Adama zresztą.

Skoro rytualne biczowanie GW mamy z głowy, to czas na dawkę science-fiction. Polityka liberalna, daleka od protekcjonizmu, uchroniła Polskę przed recesją - mówił minister finansów Jacek Rostowski [...] + Myślę, że to dzięki temu, że kontynuowaliśmy politykę liberalną i wolnorynkową, Polska jest jedynym państwem europejskim, które nie zaznało kryzysu światowego. Rozumiem, że PO lubi propagandę sukcesu, przepraszam politykę, wszak co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale musi pamiętać, że nie każdy ma dostęp do tak dobrego towaru jakim raczy się ekipa PO. Napisałem science-fiction, lecz po chwili zastanowienia lepiej by chyba było napisać tragicomic political-fiction. Drogie PO - za dużo "miodku", oj za dużo...

A propos tak zwanego good shit - znów zrobiło się ciekawie za sprawą Piesiewicza i filmu, w którym dla odmiany występuje nie jako scenarzysta, lecz gra w nim główną rolę.



Jak widać Piesiewicz wyznaje zasadę "Coco Jambo i do przodu!" Pomimo tego, że wyznawców tejże zasady jest wielu, to zachowanie Piesiewicza przedstawione na filmie spotkało się negatywnym odzewem. Wiele osób uważa, że senatorowi oraz "autorytetowi moralnemu" takie zachowanie nie przystoi. Pamiętajmy jednak, że jak mówi porzekadło "każdy kij ma dwa końce", a na drugim końcu kija znajdują się osoby, które solidaryzują się z Piesiewiczem. Jedną z tych osób jest Maleńczuk, który powiedział co wiedział: Krzysztof Piesiewicz to wybitny artysta, a artystom więcej wolno. A tym krajem rządzi stara baba, kołtun i kler uzurpujący sobie prawo do moralnych wyroków. Jak dobrze, że tego prawa nie uzurpują sobie muzycy po zawodówce, to by dopiero było! Wiem, że "artysty" in gremio uważają, że mają carte blanche na dziwactwa, prowokacje, ćpanie, pieprzenie nastolatek w dupę itd., jednakże powinni być świadomi tego, że są w błędzie i to w dość poważnym. Nie Panie Maleńczuk, artystom wolno tyle samo co każdemu innemu obywatelowi, bo co do zasady każdy jest wobec prawa równy. Ta sama zasada znajduje odzwierciedlenie w odniesieniu do oceny zachowań ludzi piastujących pewne stanowiska oraz aspirujących do pewnego miana. Jak mawiali drzewiej noblesse oblige...
Tylko gdzie to noblesse?

10 grudnia 2009

Którędy do domu?

Znów oddałem się refleksjom spod znaku Nie pytaj o Nią...
W wyniku czego przypomniałem sobie znakomita piosenkę wykonywaną przez
Ester Phillips.

Nosi ona tytuł "Home is where the hatred is".
Nic dodać, nic ująć...

Junkie walking through the twilight
I'm on my way home
I left three days ago, but no one seems to know I'm gone
Home is where the hatred is
Home is filled with pain and it,
might not be such a bad idea if I never, never went home again

stand as far away from me as you can and ask me why
hang on to your rosary beads
close your eyes watch me die
you keep saying, kick it, quit it,
Lord, but did you ever try
to turn your sick soul inside out
so that the world, so that the world
can watch you die

home is where I live inside white powder dreams
home was once an empty vacuum that's filled now with my silent screams
home is where the needle marks
try to heal my broken heart
and it might not be such a bad idea if I never, never went home

stand as far away from me as you can and ask me why
hang on to your rosary beads
close your eyes to watch me die
you keep saying, kick it, quit it,
Lord, but did you ever try
to turn your sick soul inside out
so that the world, so that the world
can watch you die


08 grudnia 2009

Moc siarki i nie tylko.

Na
zdjęciu obok produkt, który z pewnością zainteresuje
panie. Tonik antybakteryjny do twarzy o wszystko mówiącej nazwie "Siarkowa moc" - jedyne 10,99.
Marketing po kilku głębszych, czy może Siarkopol poszerza gamę produktów?

Teraz coś z innej beczki. Nie sądziłem, że to powiem, ale powoli zaczyna rodzić się we mnie sympatia do Jacykowa!
Głownie za sprawą wywiadu jakiego ostatnio udzielił Dziennikowi.pl Padają tam stwierdzenia, z którymi ciężko mi się nie zgodzić, co więcej padają z ust osoby otwarcie deklarującej bycie gejem. Jakie to stwierdzenia?
Faceci, którzy w tej chwili zdecydowaliby się wspólnie wychowywać dziecko, musieliby być skończonymi sku….ami i egoistami.
i
[...] moim zdaniem środowisko polskich homoseksualistów to najbardziej nietolerancyjna społeczność w naszym kraju.
Powiedzcie, że nie należy mu się pół litra?

Z cyklu po drugiej stronie lustra. Pijany kierowca (2,2 promila) jechał pod prąd, spowodował wypadek, został zatrzymany przez Policję, sąd uznał, że nie zachodzi potrzeba zastosowania środka zapobiegawczego w postaci aresztu. Brawo sąd! Areszty i tak przepełnione, a jazda po pijaku... Nie pierwszy, nie ostatni, tym razem nikt nie zginął - po co areszt? Ciekawe czy szanowny sąd (tfu!) doszukał by się przesłanek do zastosowania aresztu, gdyby tenże kierowca podczas swej przejażdżki wjechał w syna/wnuka/żonę sędziego? Państwo prawa? Z takimi debilami w sądach - not in a million years...

Na koniec coś spod znaku Folwarku zwierzęcego, czyli demokracja jest ok, dopóki jest taka jak nam pasuje. Liga Arabska, UE, USA na wespół ze strażnikami demokracji nie kryją oburzenia z wyników referendum przeprowadzonego w Szwajcarii. W czym rzecz? W tym, że Szwajcarzy opowiedzieli się w nim przeciwko budowie nowych minaretów!

Sekretarz generalny Ligi Arabskiej Amr Mussa potępił wynik referendum i wyraził nadzieję, że będzie on zniesiony na drodze prawnej.

Carl Bildt - minister spraw zagranicznych Szwecji, sprawującej obecnie rotacyjne przewodnictwo Unii Europejskiej - postawił z kolei pod znakiem zapytania dalszy sens działalności biur ONZ na terytorium Szwajcarii.

"Haniebny głos za nietolerancją" - tak nazwał zakaz liberalny "New York Times" w swoim artykule redakcyjnym. Możemy tylko mieć nadzieję, że zakaz zostanie szybko zakwestionowany i sądy szwajcarskie znajdą sposób pozbycia się go"


Yippy kai yay! Demokracja? Tak! Demokracja, która nie idzie w parze z PC? Nie! Bo jak ludzie zadecydują niezgodnie z JEDYNĄ RACJĄ to pieprzyć demokrację. Unieważnić! Bo nie będziesz miał demokracji ni zdania swojego jeśli nie będzie ono PC! Warto wspomnieć tylko, że referendum jest instrumentem tak zwanej demokracji bezpośredniej! Przypominam o tym fakcie głównie tym bezkrytycznie zakochanym w demokracji, której nota bene zazwyczaj i tak nie pojmują...

25 listopada 2009

Prasówka.

Zacznijmy od newsa, który utwierdzi Was w przekonaniu, że żyjemy w państwie prawa odzwierciedlającego zasady sprawiedliwości społecznej i zapewniającego swoim obywatelom poczucie bezpieczeństwa i tejże sprawiedliwości. Wrocławski sąd (tfu) okręgowy zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary i tylko trzy lata więzienia dla sprawcy brutalnego gwałtu, którego ofiara została kaleką do końca życia. Sąd w rzeczonej sprawie doszukał się tak zwanych okoliczności łagodzących. Jeśli spodziewacie się w tym momencie pomroczności jasnej, czy też "sama się o to prosiła" - to się zawiedziecie. Sąd wykazał się inwencją i odnalazł wiele bardziej oryginalną okoliczność łagodzącą.
Uwaga! Sprawca gwałtu zaproponował zgwałconej kobiecie, że wezwie pogotowie a potem sam zgłosił się na Policję!
Fuck me sideways! Nie wiedziałem, że to są okoliczności łagodzące! Miał bym się na baczności wydając taki wyrok, gdyż niektórzy mogą wyciągnąć z niego wnioski, które mogą się okazać bardzo przykre w skutkach.
- Wysoki sądzie, prawdą jest, że oburzona wyrokiem sądu dopadłam sędzinę w ciemnej bramie i okładałam ją po głowie tępym narzędziem, ale zaraz potem zadzwoniłam po karetkę! Dlatego też proszę o nadzwyczajne złagodzenie kary...

Mi to się normalnie w "pale" nie mieści, zwłaszcza, że wyrok w sprawie wydała kobieta! To jest dopiero czeski film... Dużo bym dał za to, by wiedzieć co dzieje się w głowach ludzi takich jak ta sędzina. Mam jednak dziwne przeczucie, że byłyby to najgorzej wydane pieniądze w moim życiu.
- Zajrzyjmy do głowy nr 1... ZONK! Bardzo nam przykro nic tam nie ma... Gramy dalej?

Nieco spóźniony komentarz do kacapskiej krytyki 5 minut Wałęsy. Ambasador Rosji przy NATO oburza się na fakt, że Wałęsa podczas uroczystości rocznicowych zburzenia muru berlińskiego dostał na przemówienie 5 minut a cała reszta 2. "Dziwne, że wszystkim szefom państw dano po dwie minuty na wystąpienie, a Wałęsie pięć minut - jakby to on zburzył mur" [...] Nie zrozumcie mnie źle, wg mnie najlepiej by było jakby Wałęsa w ogóle się nie odzywał, zwłaszcza publicznie...
Wałęsa muru nie zburzył - fakt, ale, primo: nie zapominajmy kto i z czyim poparciem go stawiał, secundo: kacapki miały w Europie już swoje "5 minut", które trwały, powiedzmy od 1945 do 1990, dlaczego więc Wałęsa nie może mieć 3 minut więcej?
Na tym jednak nie koniec.
Dyplomata podkreślił, że "historia została napisana od nowa; roli Rosji w zjednoczeniu Niemiec już nie widać". "Jest to co najmniej nieetyczne" - ocenił.
--> --> Ciągle za to widać jej rolę w podziale Niemiec! Może jedna rola przysłania nieco tę drugą? Zresztą, co tu dużo mówić, o czym jak o czym, ale o pisaniu historii od nowa Rosjanie powinni mieć sporą wiedzę. Ba, zaryzykowałbym stwierdzenie, że są w tym zdecydowanymi liderami, a kto mieczem wojuje...

Żyjemy w świecie fobii i izmów. Dowodem tego jest przypadek z UK. Tyle zabawny co przykry. Związki partnerskie w Wielkiej Brytanii są tylko dla homoseksualistów, usłyszała heteroseksualna para, której nie pozwolono na jego zawarcie. To dyskryminacja heteroseksualistów, uznali mężczyzna i kobieta i zamierzają swoich praw dochodzić w sądzie. Para padła ofiarą HETEROFOBII! Tak, tak, heterofobii. Była homofobia, nadszedł czas na heterofobię. Czemu nie? W końcu mamy równość. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że para chciała zawrzeć związek partnerski na znak solidarności z gejami, którzy nie mogą wstąpić w związek małżeński! The Beatels trafnie ujęli to już jakiś czas temu słowami piosenki: we all live in a yellow submarine, yellow submarine...

Najlepsze zostawiłem sobie na koniec. Zostajemy w UK, tym razem po to aby dowiedzieć się, że:
Globalne ocieplenie to oszustwo. - DUH!
Grupa czołowych na świecie klimatologów została oskarżona o manipulowanie danymi dotyczącymi globalnego ocieplenia, gdy ich prywatne e-maile zostały wykradzione przez hakerów [...] i dalej Analiza treści zawartych w mailach wskazuje, że naukowcy manipulowali danymi, tak by udowodnić tezę, że gwałtowne ocieplenie klimatu spowodowane jest ludzką działalnością.
Wygląda na to, że ekoterroyści i innej maści hippisi tulący drzewa mogą stracić poważny argument, którym tak bardzo lubili szermować. Pomijając fakt, że całe to globalne ocieplenie spowodowane rzekomym zbyt głębokim oddychaniem od samego początku trąciło zdradą na kilometr, to niech będzie to nauczką dla nas wszystkich. Nie w tej konkretnej kwestii, w ogóle. Naukowcy, niestety, mogą się poszczycić niechlubną i bogatą historią manipulacji badań i ich wyników. Dla sławy, profitów, jedynie słusznej sprawy, wymieniać można by długo... Mam wrażenie, że współczesne społeczeństwo za bardzo polega na opinii naukowców, zapominając o tym, że naukowcy też są ludźmi i mogą posługiwać się nauką dla różnych celów, niekoniecznie szczytnych.

Innymi słowy: "Strzeżcie się uczonych w Piśmie"

Będąc przy temacie "globalnego ogłupienia" tj. ocieplenia zachęcam do obejrzenia filmu pt. "The Global Warming Swindle".

24 listopada 2009

Zaklęte rewiry

czyli sitwa uber alles.

Gdański magistrat (jak to dumnie brzmi) na czele z Budyniem i wodami po nim konsekwentnie realizuje światły pomysł stworzenia "strefy prestiżu". Zaczęło się od podwyższenia czynszy co zmusiło niektórych z dotychczasowych najemców do opuszczenia zajmowanych do tej pory lokali. Ich miejsce mieli zająć nowi, "prestiżowi" najemcy, którzy mieli ożywić miasto. Najpierw sądziłem, że magistrat liczy na Vuittona , Prade, Hermesa, Burberry, Tiffanego, czy też inne prestiżowe firmy, które uszczęśliwiłyby mieszkańców Gdańska i okolic swoimi butikami i salonami. Bo przecież jak powszechnie wiadomo jesteśmy bardzo bogatym miastem i regionem, nie godzi się więc żeby przechadzając się gdańską starówką nie można było nabyć torebki od Hermesa - skandal! Rzecz jasna myliłem się! Jak się okazuje niezbadane są zamysły Budyniowych sług.

Oto na portalu trojmiasto.pl możemy przeczytać, że część lokali została przekazana Fundacji Gdańskiej, która to jeden z lokali przy Długim Targu ma zamiar przekazać w dzierżawę Markowi Kondratowi z pominięciem procedury przetargowej. Wszystko rzecz jasna jest zgodne z prawem, gdyż fundacja takiej procedury przeprowadzać nie musi. Nieźle pomyślane co?

Jak zauważa autor artykułu miasto najprawdopodobniej na całej imprezie straci, zarobi za to fundacja i dzierżawca. Nic to! Bo jak stwierdza Lisicki - Musimy zdecydować, co jest ważniejsze: czy stawka czynszowa, czy jakaś wartość dodana. Chciałbym wiedzieć o jaką dokładnie wartość dodaną się rozchodzi i do czyjej kieszeni ona powędruje?

Coraz częściej wydaje mi się, że powinniśmy zmienić niektóre zapisy w ustawie zasadniczej. Nic ważnego, kilka szczegółów związanych z nazewnictwem. Tak sobie myślę, skoro wszystko jest u nas tak dogłębnie popieprzone to może chociaż należy uczynić niektóre nazwy i określenia adekwatnymi? I tak, Rzeczpospolitą Polską należałoby zamienić na Rzeczpospolitą Esbecką, a zapisy mówiące o ustroju zastąpić jednym o następującej treści: ustrojem obowiązującym w RE jest sitwokracja...


25.11.2009
Mały dodatek do posta. Na trójmiasto.pl pojawił się kolejny artykuł o Kondtracie i dzierżawie lokalu na gdańskiej starówce. Fundacja broni się.
- Wraz z lokalami dostaliśmy też zadanie - tłumaczył Windorbski. - Znaleźć dla tych miejsc najemców, ale nie zwykłych, lecz takich, którzy w tych lokalach realizowaliby coś na kształt misji.
Misja - to jest dobre. Uwielbiam to słowo, zwłaszcza w odniesieniu do przedsiębiorców. No ale, co zrobić? Teraz każdy ma misję i wcale nie jest nią robienie pieniędzy. Nie, nie moi drodzy. Tesco ma misję, BP ma misję, Mc Donald ma misję, pani Jadzia i Marek Kondrat też ją mają! Tak tylko przy okazji wpadnie im parę złociszy do kieszeni, ale misja jest najważniejsza!
Oczywiście żadnego wpływu na wybór "misjonarza" nie miał fakt, że Kondrat i prezes fundacji Widnorbski są dobrymi znajomymi.
Wszystko jest OK!
- Do końca nie rozumiem szumu w tej sprawie. Według mnie wszystko jest jak najbardziej w porządku - kwituje Paweł Adamowicz.
Jestem pocieszony, skoro jego ekscelencja Budyń nie widzi problemu, to z pewnością go nie ma!

23 listopada 2009

O demokracji słów kilka.

Pamiętam jak będąc młodszym silnie popierałem demokrację. Z fascynacją czytałem o demokracji ateńskiej i o współczesnych modelach demokratycznych. Pokładałem w niej wielkie nadzieje, chyba tak samo jak i wielu innych Polaków. Zarówno poparcie, fascynacja jak i nadzieja topniały wprost proporcjonalnie do liczby wiosen jakie przeżyłem. Teraz pozostała tylko mętna kałuża.

O wadach demokratycznego systemu sprawowania władzy pisałem już wcześniej i szczerze powiedziawszy nie mam zbyt wiele do dodania. Poza jednym. Dziś rano czytając wiadomości na jednym z polskich serwisów informacyjnych natknąłem się na sondę, a właściwie to kilka sond. Dotyczyły one najnowszych pomysłów słońca kaszub na zmianę konstytucji czytaj nieważne kto na kogo głosuje... Dj Donek 2009 PO ratujmy stołki remix. Pierwsze pytanie dotyczyło tego, czy popierasz pomysł Tuska? Wyniki - zdecydowana większość popiera! Pozostałe pytania dotyczyły tego jak powinien wyglądać tryb wyboru prezydenta, jego kompetencje, jaki jest najlepszy model sprawowania władzy. Co ciekawe, wyniki kolejnych sond świadczą o tym, że głosujący wcale nie popierają pomysłów premiera. Zakładając, że głosy oddawali Ci sami ludzie mamy przed sobą piękny obraz debilizmu przeciętnego Polaka jak również kolejny dowód na to, że dupokracja jest do D. Bardzo mnie ciekawi, czy rozbieżność pomiędzy wynikami sondaży wynika ze zwykłego debilizmu, braku umiejętności czytania ze zrozumieniem, czy funkcjonalnego analfabetyzmu i zwykłej ignorancji, czy może ze wszystkich wyżej wymienionych? Zilustrowana powyżej dychotomia zdaje się być symptomatyczną dla Polaków. Pamiętam wyniki innego sondażu przeprowadzonego jakiś czas temu przez jedną z gazet. Pytanie brzmiało czy państwo powinno podnieść poziom pomocy socjalnej i różnego rodzaju benefitów dla obywateli. Wynik: około 90% respondentów odpowiedziała tak. Pytanie nr 2: czy jesteś skłonny w związku z powyższym płacić większe podatki? 95% - nie. Dum, dum, dum... Z pustego i Salomon nie naleje, nieprawdaż?

Ktoś może spytać co to ma wspólnego z demokracją? Wszystko! Należy mieć świadomość, że to właśnie ludzie na takim poziomie, ćwierć-mózgi i funkcjonalni analfabeci są tą siłą, która ma najwięcej do powiedzenia w systemie demokratycznym. To właśnie ta ciemna masa wleje się do lokali wyborczych by radośnie postawi X w jednych wyborach na Wałęsę, a w następnych na Kwaśniewskiego! To ta ciemna masa po lekturze jedynej słusznej gazety będzie wiedzieć kto wróg, a kto przyjaciel. I oczywiście nie jest ciemną masą. Jest inteligencją, która wzoruje się na elicie, autorytetach moralnych, idzie razem postępem... To tylko autor tego tekstu jest chorym z nienawiści zaściankowcem, który chce palić czarownice na stosie, pluje na bohaterów tego narodu i nie potrafi wybaczać...

bo zaiste nie w mojej mocy jest przebaczać...

09 listopada 2009

Prasówka.

Zapraszam na "przegląd prasy". Zacznijmy od wiadomości ze świata i od newsa o wdzięcznym tytule 5 000 krzyży na amerykańskim murze granicznym. News ten jest godny uwagi z przynajmniej dwóch względów. W wigilię Wszystkich Świętych obrońcy praw emigrantów umieścili ponad 5.000 białych krzyży na przebiegającym przez miasto Tijuana odcinku muru budowanego przez władze USA wzdłuż granicy między Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi. Po pierwsze można się z niego dowiedzieć, że istnieją obrońcy praw emigrantów. Ja np. nie wiedziałem :) być może powinienem był wiedzieć, a jeśli nie, to chociaż się domyślać, bo przecież teraz są obrońcy praw wszystkich i wszystkiego, oczywiście poza obrońcami ludzi obdarzonych zdrowym rozsądkiem - Ci muszą bronić się sami. Stopniowe "uszczelnianie" granicy Stanów Zjednoczonych przed masowym napływem nielegalnych meksykańskich imigrantów i przerzutem narkotyków z Meksyku, zmusiło Meksykanów, według pani Siu, do wybierania najbardziej niebezpiecznych, prowadzących m.in. przez pustynie Arizony, dróg przedostawania się do Stanów. To głównie - podkreśliła - zwiększyło liczbę śmiertelnych ofiar wśród nielegalnych imigrantów. Po drugie zaś możemy się upewnić, że obrońcy praw wszelakich cechują bardzo podobnym sposobem myślenia (przepraszam za ten zwrot), a ich potencjał intelektualny (za ten też) nie różni się zbytnio. Ta sama śpiewka niezależnie od tego, czy broni się praw adopcji dzieci przez parę mężczyzna i koza czy też o wolności słowa surykatek.
Rząd U.S.A. powinien się wstydzić! Nie wiem jak można pozwolić sobie na to, aby utrudniać nielegalnym emigrantom przedostanie się przez granicę - do czego ten świat doszedł! Bardzo możliwe, że w skutek uszczelniania granicy z Meksykiem drastycznie zmniejszy się ilość narkotyków dostępnych w stanach i biedne ćpuny będą musiały raczyć się gorszym bądź droższym towarem. Mam nadzieję, że obrońcy praw narkomanów w ramach protestu też coś gdzieś powieszą. Dum, dum, dum...

Pamiętam jak jakiś czas temu komentowałem fakt promowania przez UE języka neutralnego płciowo, tzn. takiego, który w jednoznaczny sposób nie daje odczuć rozmówcy, że wiemy jaką ma płeć, vide nie powinniśmy używać zwrotów takich jak: pan, pani, panna, etc. Wspomniałem wtedy, o tym, że efektem tego będzie powstanie neutralnego społeczeństwa. Neutralnego płciowo, rasowo, religijnie i co najważniejsze intelektualnie, bo bez neutralności intelektualnej - do której to nota bene coraz bliżej - osiągnięcie pełnej neutralności nie będzie możliwe. Ludzi neutralnych intelektualnie nie brakuje, za świetny przykład niech tym razem posłuży Szwecja.
Żyje tam wesoła para, która postanowiła wychować swoje dziecko bezpłciowo - to znaczy ani jako chłopca, ani jako dziewczynkę. Latorośl zwie się Pop i jest wychowywane bez żadnych ograniczeń i nie było narażone na odgrywanie określonej roli, do jakiej zmuszają stereotypowe wzorce zachowań płci. Oryginalnie prawda? Zdaniem matki płeć jest tyko "konstrukcją społeczną". A jej głowa zapewne konstrukcja próżniową. Płeć w 100% narzuca nam społeczeństwo, biologia nie ma tu nic do rzeczy. Tysiące lat ewolucji też nie. Wszystko jest stanem umysłu albo czymś narzuconym przez społeczeństwo. Matka twierdzi także, że pomogliśmy Pop rozwinąć silne cechy charakter. Myślę, że nawet nie wie jakie cechy będzie musiało rozwinąć jej dziecko potem, np. jak pójdzie do szkoły... No ale nigdy nic nie wiadomo, w końcu to Skandynawia, tam pewnikiem inne obyczaje panują i jest więcej PC... Para ma drugie dziecko, które zamierza skrzywdzić w ten sposób. Historia ta jest żywym dowodem na to, że prawo do rozmnażania się powinno poddać się ścisłym restrykcjom.

Teraz nadszedł czas na dawkę polskiej paranoi. Zacznijmy od NFZ, czyli jak masz zamiar chorować w tym kraju to albo obrabuj bank i lecz się prywatnie albo od razu rzuć się z mostu.
Choć trzystu podopiecznych szpitala w Witkowicach może w każdej chwili oślepnąć, to urzędników to nie wzrusza. - Nie mamy pieniędzy, rozkładają ręce pracownicy NFZ.
No jak nie ma pieniędzy, to ich nie ma, proste prawda? Umywamy rączki i idziemy do domu. La, la, la...
To jednak nie koniec. NFZ jako żywo szatańskimi pomiotami stoi i potrafi się wykazać nie tylko w kwestii ludzi zagrożonych utratą wzroku. NFZ zakręcił kurek i od października niepełnosprawne dzieci nie są rehabilitowane w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Urzędnicy mówią, że trzeba było rozsądniej wydawać pieniądze. To jednak nie koniec - zdaniem urzędników, pieniądze należy wydawać „rozsądnie”, a rozsądku w Centrum zabrakło. – Świadczeniodawca, w tym wypadku dyrektor szpitala czy kierownik kliniki, wie, jakimi pieniędzmi dysponuje i wie, jak powinien nimi rządzić – ucina Aszkielaniec. Brak mi słów. Mogę tylko zacytować Billa Hicksa: "suck satan`s cock"!

Pieniędzy na leczenie dzieci brakuje ale na wojaże dla darmozjadów nie może zabraknąć. Jak ktoś ma nóż w kieszeni to niech go wyjmie bo może się poranić przy lekturze. Około miliarda złotych rocznie płaci polski podatnik za wyjazdy zagraniczne i inne zbędne przywileje urzędników administracji publicznej.
Około miliarda.... To weźmy ten "około" miliard i leczmy dzieci! A urzędasy niech siedzą na dupach, bo chyba tylko do tego się nadają...

Na koniec kolejny dowód na to, że polski system edukacji jest do dupy. Tylko dwa polskie uniwersytety - Warszawski i Jagielloński - są na liście 500 najlepszych uczelni świata...
A to niespodzianka! Polskie środowisko akademickie nie bierze tego jednak do siebie (kolejna niespodzianka) To sztuczny twór, stwarzający niepotrzebny i płytki szum. Nie mamy szans, by zająć w nim wysokie pozycje, bo uczelnie są oceniane według takich kryteriów jak liczba wykładowców i absolwentów z tytułami noblisty, czy liczba publikacji pracowników naukowych w najbardziej prestiżowych periodykach, czyli w "Science" i "Nature". Takich osiągnięć mamy mało, bo u nas badania opisywane są po polsku czyli w języku mało popularnym w środowiskach naukowych świata" - dodaje prof. Ziejka. Gdyby uczelnie były oceniane wg liczby półinteligentnych, niekompetentnych wykładowców bez znajomości języków obcych bylibyśmy w pierwszej dziesiątce, nie ma co do tego wątpliwości. Pomimo tego, że wypowiedź pana "rofesora" bije czystą głupotą na kilometr to zawiera w sobie trafny opis przyczyny obecnego stanu rzeczy (jednej z wielu oczywiście). Pytanie: czy należy się napuszyć i pielęgnować status quo, czy może jednak warto zastanowić się nad zmianami? Czy publikowanie w renomowanych pismach branżowych w języku angielskim nie okazałoby się niezłym pomysłem? A, nie, wróć, to oznaczałoby, że rofesorski panteon musiałby zacząć coś robić....