16 września 2009

Historia, absurd i absurd.

70 rocznica wybuchu II Wojny Światowej za nami, podobnie jak i tysiąc wynurzeń na temat tego kto co powiedział i jakim tonem, co powinien powiedzieć, a czego nie powiedział i co chcielibyśmy żeby powiedział - jak się można domyślać, wynurzenia te, o ile niewątpliwie są częścią tak zwanej debaty publicznej, to niewiele do niej wnoszą. Są za to świetną pożywką dla mediów i punktem wyjścia to kolejnej, równie bezowocnej dyskusji o historii. Dlaczego bezowocnej? Skąd ten pesymizm? Dlatego, że jeśli chodzi o historię i relacje Polska-Niemcy, a w szczególności Polska-Rosja nie ma co liczyć na cuda, to po pierwsze. Po drugie dyskusja ta wydaje się być bezcelową, gdyż historia (niestety), czy też jej wyobrażenie zaczyna przypominać powiedzonko z gównem - każdy ma swoje i cudzego nie chce tykać. Nie mam racji? Każdy ma swoją wersję historii i się jej trzyma, a jak już wspomniałem jeśli chodzi o wspólną historię Polski, Niemiec i Rosji - to już totalne rozwolnienie!
Nie bez kozery zaczynam od II Wojny i Rosji. Pomimo tego, że już wcześniej pisałem (i nie tylko ja) o bogatej wyobraźni historycznej, tudzież przeogromnym talencie rewizjonistycznym kacapów, to ciężko mi nie napisać o tym jeszcze raz. Warto znać języki sąsiadów/wrogów i czytać co takiego wypisują/mówią w swoich mediach, gdyż ma to kolosalną wartość poznawczą. Szczególnie polecam portal o wdzięcznej nazwie http://www.pravda.ru - dostępny także w wersji angielskiej i to bardzo dobrej! (Aczkolwiek w wersji angielskiej nie ma tego wszystkiego co w rosyjskiej, dlatego też uczta się czytać wigwamami!)
Czego można się z niego dowiedzieć? Jak to matka, siostra, ojciec, kochanka Rosja ratowała Europę przed reżimem hitlerowskim, że pakt Ribentrop Mołotow był zwyczajnym paktem o nieagresji, że Europa jest "be", jak to nie można porównywać reżimu hitlerowskiego i stalinowskiego (o czym jak już wcześniej pisałem się zgadzam, z tym, że z zupełnie innych powodów), o tym jaka to Rosja jest super i o tym jak to Polacy podczas II Wojny Światowej - podobnież wg materiałów wideo z tamtych czasów - idą na czołgi z szablami - nie wiem komu za to dziękować, propagandzie hitlerowskiej, czy "debilowi Wajdzie". To co napisałem powyżej jest jedynie luźnym "streszczeniem" ciekawostek przyrodniczych, których nie brakuje na portalu "prawda" - gorąco zachęcam do lektury.
Oczywiście znalazło się i znajdzie wielu "rodaków" (TFU), którzy wychodzą za założenia, że Rasijii drażnić niepotrzebnie nie należy, bo i po co? Po co rozgrzebywać rany i psuć stosunki? Wiadomo, po której stronie ci (TFU) rodacy mają serce. Pewnie po co mówić o pakcie Ribentrop-Mołotow, o Katyniu, który oczywiście nie jest ludobójstwem, po co mówić o zbrodniach jakich dopuściło się ZSRR na narodzie polskim? Przecież trzeba zachować dobre stosunki. Co z tego, że czysto wyimaginowane, bo jak wiadomo jak świat światem Polak nie będzie Ruskowi bratem vide stosunki polsko-rosyjskie będą miały zawsze charakter przerywany. W ogóle najlepiej przyjąć na siebie winę za obie wojny i siedzieć cicho, może ktoś rzuci ochłap z pańskiego stołu i pogłaszcze po główce...

Skoro już mowa o rzeczach, które były a ich nie było, to Kwaśniewski ostatnio stwierdził, że afery Rywina nie było! "Co to za afera, która polega na tym, że ktoś żąda 17,5 miliona, których nikt nigdy nie widział i nikt nigdy nie dostał?" Fakt, dupa nie afera, nic się nie stało... Złe języki ludzkie. Widać, że chłopina uczył się od najlepszych, złapią za rękę mów, że nie Twoja! A może to nawrót choroby filipińskiej?

Wielu z Was zapewne wiele słyszało o tak zwanej polityce prorodzinnej. Ci na lewo i na prawo deklarują, że trzeba ją wspierać jak tyko się da i prześcigają się w obmyślaniu nowych, świetnych strategii, które się temu mają przyczynić, np. becikowe! Zapewne jednak wielu z Was nie do końca pojmuje tajemniczą koncepcję polityki prorodzinnej i tego co się za nią kryje, a także tego jak rozumieją tę koncepcję nasi cudowni politycy. Oto przykład. Chodzi o uczennice, które będąc w ciąży, o zgrozo, chodzą do szkoły. Co powinno się z nimi zrobić wg posła PIS? [...] "Powinny być zamknięte. Przecież dają zły przykład. Wydaje mi się, że to nie jest normalna sytuacja - mówił Stanisław Nastaj." Fakt to nie jest normalne, dziewczyna zachodzi w ciąże - anomalia - i chodzi do szkoły - zaraz zamiast deszczu spadną żaby! Pan poseł niewątpliwie zmierza w dobrym kierunku, poza tym, że chyba miał na myśli siebie a nie ciężarne dziewczyny.

Nie tak dawno pisałem o kolejnym genialnym pomyśle fiskusa, a tu proszę, zanim się obejrzałem powstał następny! Fiskus w Katowicach stwierdził, że "każda darmowa przysługa jest realnym zyskiem dla tego, kto z niej skorzystał." A skoro jest zysk to musi być podatek! No to teraz dopiero pokażemy tym babciom co im uczynny sąsiad zakupy przyniósł! PODATEK lampucery, na jednej nodze! Szczerze Wam powiem, nie wiedziałem, że w fiskusie takie światłe umysły zatrudniają! To się nazywa kreatywność, niech się schowają prywatne korporacje ze swoimi specami od reklamy, pr, i całej reszty korporacyjnego gówna. Chyba jedyną barierą która powstrzymuje fiskusa od opodatkowania głupoty jest to, że jego pracownicy musieliby płacić jedną z najwyższych stawek, a jak wiadomo mało kto chce sobie strzelić w stopę.
Nota bene, opodatkowanie piekarza, który karmił głodnych też było niezłe! Taki fiskusowy klasyk...

Pamiętacie taki film "Sędzia Dread"? W tymże filmie główna postać grana przez Stallone wypowiada kwestię: "I am the law!" Może nie jest to w 100% adekwatne do newsa, ale tak mi się kojarzy. Niemiecki sąd stwierdził, że hasła "Zatrzymać inwazję Polaków!" i "Granica zamknięta dla kryminalistów!" nie podżegają do nienawiści. Oczywiście, że nie. Zachęcają do robienia na drutach i aktywności w kole gospodyń wiejskich, podobnie jak hasło jebać szwabów.

06 września 2009

Every little helps!

Czyli wartość poznawcza zakupów w Tesco. Na opakowaniu ryż parboiled, czyli poddany wstępnej obróbce termicznej - w przypadku ryżu za pomocą pary. Na opisie z ceną "ryż paraboliczny", za sjp.pl; charakterystyczny dla paraboli, przypowieści; alegoryczny; 2. przypominający parabolę, łukowato zakrzywiony. Nice one!



01 września 2009

Aruba, Jamaica...

... czyli Scotty beam me up!

Zacznijmy od Dody i Senyszyn! Brzmi dobrze co?
Otóż TVP rozwiązała kontrakt z Dodą w reakcji na jej wypowiedź o biblii. Uderz w stół a odezwą się czerwone nożyce - vide Senyszyn, która twierdzi, że TVP powinna podwoić Dodzie kontrakt a nie podziękować za współpracę. Wyszedł z tego niezły tandem. Kolejna piosenkarka o wątpliwym talencie (jak to powiedział Mes "silikon dali jej do głowy, a po wszystkim Pocięli mózg na pół kule i wszczepili w cycki"), która musi nadrabiać sztucznym zamieszaniem wokół swojej osoby, przejechała się nieco na prostackiej prowokacji - schade, lub jak kto woli shit happens (diamond) biatch!
Reaguje na to wątpliwego kalibru i jeszcze bardziej wątpliwego intelektu (wbrew pozorom mam dziwne przeczucie, że Doda góruje intelektem nad Senyszyn) prof. (tfu) Senyszyn (postać o tyle ciekawa, że była członkiem PZPR i NSZZ Solidarność równocześnie), która jak większość lewaków przyklaśnie każdej inicjatywie, która wymierzona jest przeciw katolikom. Śmiać się, płakać, sam już nie wiem, śmiech przez łzy? Choć jak się chwilę nad tym zastanowię, to: Oh lord, wont you buy me a Desert Eagle .50... Chyba wiecie co dalej?

Będąc przy zabijaniu to zapraszam do newsa o wszystko mówiącym tytule "Kontrola zabiła firmę" czyli Polska, vel Welcome to the jungle, czyli sitwokracji i polskiej egzotyki ciąg dalszy, komentarz chyba nie jest potrzebny. No może poza lakonicznym stwierdzeniem, że tak jak i w przypadku gen. Skrzypczaka trzeba uważać z "kim się tańczy", bo może to się źle skończyć.

Jest zabijanie i Polska, Polska nie mogę więc nie wspomnieć o incydencie, po którym o użycie wspomnianego .50 aż się prosi, mianowicie o wysterylizowaniu kobiety bez jej wiedzy i zgody. Proponuję sterylizację lekarza, który jest za to odpowiedzialny bez narkozy tępym nożem a potem randkę z .50

Jeszce jedna wiadomość z Polski, prezydent Kaczyński porównał Katyń do Holokaustu, co wywołało protest środowisk żydowskich. "- Podjęta przez pana Kaczyńskiego próba wymieniania jednym tchem Hitlera i Stalina nie może się powieść. Ten, kto mimo to podejmuje się porównywania dwóch tak złych, ale odmiennych zbrodniarzy, nie oddaje sprawiedliwości ani losowi Polaków, ani nieporównywalności i unikatowości holokaustu" Jak dla mnie to wypowiedź ta to (używając internetowej gwary) niezły LOL. Jest w niej trochę racji! Wymienianie jednym tchem Hitlera i Stalina nie jest trafne (Hitler nie dorasta Stalinowi do pięt), ale z drugiej strony to nie wiadomo co by było, gdyby Hitler miał więcej czasu, jest szansa, że zbliżyłby się do wyniku Stalina! Ale mniejsza o to co by było gdyby. Bardziej rozbawiła mnie "nieporównywalność" i "unikatowość" holokaustu. Jeżeli ktoś może mi wytłumaczyć na czym mają one polegać to będę wdzięczny. To po pierwsze. Po drugie to czemu niektórym Żydom wydaje się, że mają wyłączność na cierpienie lub na używanie terminu holokaust? (Jeśli mają tak zwane copywrighty a ja o tym nie wiem, to mea culpa). Po trzecie to biorąc wszystkie "za" i "przeciw", to naprawdę nie widzę nic unikatowego w tym, że ktoś wpadł na pomysł wymordowania całej masy ludzi - smutne ale prawdziwe, a z pewnością nie oryginalne. “You are not special. Your are not a beautiful or unique snowflake. You are the same decaying organic matter as everything else”.

Na koniec coś o wyspiarzach! Yeah! Brakowało Wam tego, co? :) Jeśli ktoś miał wątpliwości co do tego, że Anglicy są głupi - oto dowód na to, że Angielki są jeszcze głupsze! (I brzydkie).

28 sierpnia 2009

And now, for something completely different...

... a man with three buttocks!

Tak, nadeszła pora na coś innego, bo ile razy mogę pisać o tym, że kacapy ponownie wygrywają mój skromny plebiscyt zatytułowany: "Which country would I nuke first"? Swoją drogą "w tym szaleństwie jest metoda", złapią Cię za rękę - mów, że nie Twoja! Ciężko nie zgodzić mi się z Ziemkiewiczem, który słusznie zauważa, że Rosjanie nie silą się na wymyślanie kłamstw, które brzmiałyby choć odrobinę prawdopodobnie. Bo i po co? Moja jest racja... Będąc przy plebiscytach, to chyba oczywistym faktem dla czytelników tego bloga jest to, że Helmuty są drugie w kolejce, poza Steinbach, na nią czeka nieoheblowana deska :) Dopóki jednak bomby i deski nie pójdą w ruch, (Bóg raczy wiedzieć kiedy, ale pójdą, w tej kolejności) Niemcy na wespół z Rosją będą promowały rewizjonistyczną wizję historii. Bo to przecież Polska wywołała drugą wojnę paktując z Hitlerem przeciwko Rosji (i z Japonią), co nie wyszło, może i szkoda...
A zresztą nie bądźmy małostkowi, po co zagłębiać się w niepotrzebne szczegóły, Polska jest winna wszystkiemu bo po prostu była i zawadzała! No! Paniatna? Tak więc pretensję możemy mieć tylko do siebie. Jasne?
Słońce kaszub a.k.a. człowiek bez kręgosłupa obiecuje odpowiedź na rosyjskie oszczerstwa, a jak powszechnie wiadomo Donek znany jest z prowadzenia twardej polityki zagranicznej, a już szczególnie w stosunku do Rosji, także nie ma co się martwić, już on im przytrze nosa!

Starczy polityki, miało być coś zupełnie innego. Kilka słów o filmie District 9 (UWAGA SPOILERY). Wyreżyserowany przez Neilla Blomkampa, wyprodukowany przez Petera Jacskona - o ile pierwsze nazwisko może wielu osobom nic nie mówić, to drugie z całą pewnością może zachęcić do obejrzenia filmu. (Trailer). Film spotkał się z bardzo pozytywnym przyjęciem, ocena IMBD 8,7. Muszę przyznać, że nie jest zły, pomysł jest ciekawy, na swój sposób oryginalny, całkiem fajnie nakręcony, ale... Zawsze jest jakieś ale, prawda? Pomijając, że "Tobie to się żaden film nie podoba" - jak głosi obiegowa opinia. Film jak wspomniałem jest całkiem fajny, z całą pewnością odbiega od większości tak zwanych filmów science fiction, w których główny nacisk został położony na fiction a science istnieje tylko w nazwie, gdyż została zastąpiona efektami specjalnymi. District 9 posiada prawdziwą fabułę, postacie może nie są przesadnie rozwinięte, ale nie mogę powiedzieć, żeby ten fakt bardzo przeszkadzał w odbiorze tego obrazu. Co ważniejsze film mówi o czymś, przedstawia ludzkie przywary, ilustruje brzydotę ludzkiej natury - całkiem nieźle jak na film o kosmitach nakręcony w 2009, nie? Wracając do "ale", poza tym wszystkim film jest po prostu głupi. Na ziemię przylatują kosmici, z niewyjaśnionych powodów ich "statek matka" unosi się nad RPA, a oni nie mogą wrócić do domu. A jak wiadomo od czasów ET - każdy kosmita chce do domu - wcale się nie dziwię, jak byłem w UK - też chciałem do domu. Ponad milionowa populacja kosmitów zostaje umieszczona w odgrodzonym obszarze, noszącym nazwę District 9, w którym wiodą wesoły, aczkolwiek "spartański" żywot. Mają wypasioną broń, na której każdy chce położyć łapę, ale ta niestety działa tylko w rękach kosmitów. A gdzie głupota? Bez obaw jest jest jej cała masa. Kosmici zdolni do podróży interstelarnych, więksi i silniejsi od ludzi, z kosmiczną bronią robiącą badaboom i exoszkieletami bojowymi robiącymi big badaboom dają się zamknąć w slumsie i traktować jak ścierwo. Bardzo sensowne. W filmie ludzie pogardliwie nazywają ich krewetkami, fakt przypominają troszku krewetkę, co nie zmienia faktu, że formę mają mniej lub bardziej humanoidalną, oddychają powietrzem, uwielbiają jedzenie dla kotów i rozumieją po angielsku! Dobre. A i jak można wywnioskować z filmu uprawiają seks z ludźmi - jak, tego już nie można wywnioskować. Na tym lista głupot się jednak nie kończy. Jeden z głównych bohaterów filmu, agent MNU (firmy produkującej broń) podczas przeszukania jednej z chatek obcych prysnął sobie w twarz paliwem do statku kosmicznego i w niedługim czasie zaczął przemieniać się w jednego z kosmitów! Yippy ka yay!!! Zmiany na poziomie genetycznym czy inna cholera w klika godzin, kurde ciekawe ile lat świetlnych na litr wyciągają z tego gówna? Jak dowiadujemy się potem proces jest w pełni odwracalny ale zajął by 3 lata! A, żeby nie było posiadając jedną rękę prawie cała "kosmiczną" jest w stanie obsługiwać kosmiczną broń i kosmiczny exoszkielet bojowy! Zdolny chłopak! Ciekawe czy szkielet latał na Windows mobile? Heh...

Reasumując, film z kategorii można obejrzeć, ale szału nie robi. Chyba, że wyłączymy moduł myślenia, ale do tych celów polecam film klasy B i sześciopak.

Na koniec, aby nie wypaść z rytmu, kolejny odcinek polskiej egzotyki. Tym razem kolejny "skok na kasę" autorstwa fiskusa. Ministerstwo Finansów chce, żeby służbowe auta mogły być użytkowane tyko w celach służbowych, w przeciwnym wypadku należy zapłacić zryczałtowany podatek proporcjonalny do ilości czasu, w którym auto jest używane do celów prywatnych. Egzekwować ten arcydurny przepis miałaby rzecz jasna Policja. [...]" - będą musieli udowodnić policjantom, że samochód na drodze jadzie w biznesowym celu, choćby na służbowe spotkanie". Już to widzę. Jak niby Policja miałaby sprawdzić/udowodnić, że ktoś jedzie na business lunch a nie na setę? A może na business setę? Świetny pomysł. Kolejny przepis, którego egzekucja graniczyłaby z cudem. Niech żyje biegunka legislacyjna.

29 lipca 2009

Go East!

Zachęcam do zapoznania się z wywiadem z litewskim politykiem Valentinasem Mazuronisem. Pierwszy raz o nim słyszę, ale daję słowo, że jeśli go kiedyś spotkam, to ma u mnie pół litra! Litewski parlament przyjął „ustawę o prawie do ochrony nieletnich przed szkodliwym wpływem dostępu do informacji publicznej” po tym jak zawetował ją prezydent. Środowiska gejowskie są nią oburzone, "cywilizowany" zachodni świat także, gdyż jest nieuropejska, nietolerancyjna, itd. itd...

Ustawa ta ma na celu przeciwstawienie się gejowskiej propagandzie w mediach (tak, wiem niczego takiego oczywiście nie ma, to tylko moje chore, homofobiczne wizje). Brawo Litwa! W końcu jakiś rząd zdecydował się na to, żeby dać odpór progejowskiemu frontowi oraz złamać jedyny słuszny schemat prawomyślności obowiązujący w "cywilizowanych" krajach. Dobrze wiedzieć, że jest jakiś kraj, który nie jest ślepo zapatrzony w "zachód" i nie podąża za każdym wzorcem jaki tenże wytworzył. Serce rośnie!

Nie będę się dalej rozpisywał, gdyż w 100% popieram stanowisko Pana Valentinasa. Dodam tylko, że bardzo bym chciał abyśmy w Polsce też mieli taką ustawę. Co prawda nie znam jej treści, ale byłbym skłonny przyjąć ją w niezmienionym brzmieniu.

"Ustawa jednak wprost zakazuje reklamowania homoseksualizmu, biseksualizmu, poligamii. Mówi też o tym, że każda informacja pokazująca te orientacje w pozytywnym świetle ma zły wpływ na psychiczne i fizyczne zdrowie młodych ludzi".

18 lipca 2009

Big pimpin` biatch!

Od teraz jestem Mack Daddy!!!

And the winner is...

Konkurs na to jakie państwo najchętniej w tym tygodniu zamieniłbym w stertę radio aktywnego popiołu wygrywa... Rosja! (The crowd goes wild!!!)

Poziom skurwysyństwa i bezczelności kacapskich gnid sięgnął zenitu, otóż z łam portalu pravda.ru (ciekawa nazwa) można dowiedzieć się między innymi, że "Polska była faszystowskim sojusznikiem Hitlera". (SIC!) Tak. Nie jest to pierwsza historyczna rewolucja made in kacapowo mająca na celu zdyskredytowanie Polski i wpisanie się do trendu odwracania kota ogonem. Milczeniem pominąłem niedawne doniesienie o teorii mówiącej, że Polska miała zawrzeć pakt z Niemcami i Japonią by zaatakować Rosję... dum, dum, dum, dum, ale teraz milczeć nie mogę.

Ta oraz inne ciekawe teorie formułowane przez kacapów są odpowiedzią na rezolucję OBWE, która potępią Rosję za ludobójstwo, łamanie praw człowieka, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Oczywiście kacapki z tym się nie zgadzają twierdząc, że pasuje to bardziej do przedwojennej Polski niż do Rosji, która przecież straciła 26 milionów dusz w walce z nazizmem.
Relatywizm słodszy od czekolady, rewizjonizm lepszy od seksu! Rozumiem, że kacapy są niezadowolone z treści rezolucji OBWE, która zrównuje nazizm i stalinizm. Tak, jest to głupie stwierdzenie. Każdy kraj niezależnie od tego co ma sumieniu chce choćby trochę wybielić swoją przeszłość, ale żeby robić w tak niedorzeczny sposób? Wiem, że wersje Historii są różne, i że każdy ma swoją, a cudzej nie chce tykać... Sądziłem jednak, że istnieją jeszcze jakieś elementarne granice wyznaczone przez rozsądek - niestety myliłem się.

Ja także jestem niezadowolony z takiego brzmienia rezolucji. Zrównanie nazizmu i stalinizmu rzeczywiście jest niesprawiedliwe. Stalinizm był o wiele gorszy! Dlatego też nie powinno się go stawiać na równi z nazizmem, ani tym bardziej sugerować, że nazizm był najbardziej zbrodniczym systemem w historii dziejów, gdyż jest to wierutne kłamstwo. Najbardziej skurwysyńskim i zbrodniczym systemem w historii dziejów był rosyjski komunizm, w którym okres stalinowski odegrał bardzo ważną rolę. Rozumiem rosyjskie oburzenie, jak również dostrzegam i popieram konieczność stanowczego rozgraniczenia nazizmu od stalinizmu. Wszystko jednak można zrobić na co najmniej dwa sposoby (wg mnie), a Rosja jak zwykle wybiera ten za pomocą, którego może dopierdolić Polsce, która staje się faszystowskim sojusznikiem Hitlera, a Rosja (pozostaje) matką, siostrą, wyzwolicielką narodów.
Więcej ciekawostek historycznych (dla ludzi o mocnych nerwach) w artykule - zachęcam do zapoznania się z jego treścią.

A teraz coś zupełnie innego - brytyjskie 7 latki imitujące dorosłych - czyli my sweet 7 year old.
Kopiując amerykańską modę brytyjskie dzieci zaczynają żegnać szkołę z pompą i to niezłą. Rodzice rzecz jasna nie widzą w tym nic złego, bo to w końcu tylko zabawa. Pewnie, że nie ma w tym nic złego, w końcu rodzice jeśli chodzi o poziom intelektualny zatrzymali się gdzieś w okolicy wieku swoich pociech - na moje oko circa pomiędzy 12-tym a 16-tym rokiem życia, a że w dupach mają powywracane nie od wczoraj - efekt jest taki jak widać na załączonym obrazku. Niech się potem nikt nie dziwi, że dzieci w UK rozpoczynają współżycie w wieku lat 12, a rodzicami często zostają niewiele później, mając już aż 14 lat, a potem wygrywają rankingi na najbardziej dupodajne kobiety świata. Good for you! Fajnie się przylansować za pomocą dziecka, a że przy okazji, de facto, pozbawia się go dzieciństwa, to już mało istotne. Jest blichtr, jest dobrze.

Na koniec trochę polskiej inwencji. Rodzimi pracodawcy znani są z dobrego traktowania pracowników, godziwych płac, stwarzania szans rozwoju zawodowego oraz otwartości na drugiego człowieka. Ludzie są jednak różni i niektórzy z pracowników nie potrafią się odwzajemnić pracodawcom, dlatego też firmy wpadły na pomysł, który ma temu zaradzić. Chcesz dostać pracę? Podpisz weksel in blanco! Trzeba tylko sprawdzić czy praw autorskich nie ma Samoobrona!

12 lipca 2009

O tym i o tamtym.

A propos odruchu wymiotnego, o którym wspominałem we wcześniejszym poście, to jedno z doniesień przyprawia mnie o ten odruch nieco bardziej niż inne. Mianowicie zejście "króla popu". Po pierwsze dlatego, że po prostu nie mogę patrzeć na ten pastisz człowieka - jeden z minusów bycia estetą. Po drugie, dlatego, że co do zasady irytuje mnie masowa masturbacja nad czyimś grobem - nieważne czyim. Masowa histeria z powodu niepowetowanej stary "wielkiego" artysty, który nota bene ostatni w miarę ciekawy album nagrał 22 lata temu. Co zrobić, współczesna pop-kultura żyje dla takich właśnie zbiorowych masturbacji. Ciało króla jeszcze nie dobrze nie ostygło, gdy zapowiedziano, że zostaną wydane dotychczas niepublikowane utwory! Ciekawe czy Jacko zdoła dorównać w tej konkurencji 2 Pac`owi! Swoją drogą świetna metoda na zgarnięcie kasy. Facet nie żyje, ale zostało po nim sporo studyjnych kawałków, które najprawdopodobniej były na tyle kijowe, że nie trafiły na płyty. No ale jak wspomniałem facet nie żyje, więc nie można pozbawić fanów - tych unikalnych, niepublikowanych do tej pory rarytasów - a kaska leci... Życie jest piękne... Dla niektórych. Jeszcze jedno o Jacko i jego śmierci. Tym razem coś z naszego podwórka. Paweł Kukiz komentując śmierć i twórczość Jacksona nieprzychylnie odniósł się do jego osoby, głównie z powodu jego rzekomych skłonności do pedofilii. Skrytykował go za to nikt inny jak Michał Wiśniewski, twierdząc, że: "Jak można powiedzieć, że to był zwykły pedofil? Mówili to ludzie, którzy nawet nie otarli się o to, co ten człowiek osiągnął." Jest to szalenie interesująca wypowiedź. Czy Michael był pedofilem, tego nie wiemy na pewno, jeśli nim był, to należy o tym mówić! Jeśli to poprawi humor Wiśniewskiemu, to można dodać, że był to niezwykły pedofil! Wracając do tej kuriozalnej wypowiedzi, to warto by zadać Michałowi pytanie, czy sugeruje, że jeśli ktoś osiągnął tyle co Michael, to oznacza, to że może molestować dzieci? Jedno jest pewne, ten człowiek nie był NORMALNY. Kukiz ma w tym miejscu wiele racji, mówiąc, że coś musiało być na rzeczy, skoro Jackson nawet nie próbował dowieść swojej niewinności tylko wyciągnął z kieszeni gruby plik dolarów. Wiem, że zmarłych tylko dobrze, lecz o zboczeńcach tylko prawdę!

A propos, to pora na radosnego newsa, który mówi o tym, że Polacy (na swój sposób) są ciągle w miarę normalnym społeczeństwem. 75% polaków nie popiera małżeństw (tfu) homoseksualnych, a 87% sprzeciwia się adopcji (tfu do kwadratu) dzieci przez pary o tej samej płci. Serce rośnie, choć pod jednym względem Polska pozostaje oazą normalność. Nie jest to oczywiście po drodze pedrylskim bojówkarzom zrzeszonym w organizacji o wdzięcznej nazwie Kampania Przeciw Homofobii. Niejaki Szypuła reprezentujący tenże organizację twierdzi, że świadczy to o "lęku Polaków przed nieznanym" i "że środowiska gejowskie powinny być bardziej widoczne i powinny odważnie prezentować swoje stanowisko". Jestem bardzo ciekaw, kiedy gejowscy działacze wbiją sobie do swoich zakutych łbów, że nikt się ich nie boi, i że homofobia istnieje tylko w ich umysłach. Tak ciężko jest zrozumieć, że niektórym ludziom na wasz widok robi się niedobrze? Na pewno jeśli zorganizujecie więcej parad "równości", podczas których będzie się publicznie lizać po jajkach, to zrównacie sobie niezliczone rzesze zwolenników. Powodzenia.

Jeszce jeden news będący czymś w rodzaju światełka w tunelu. 39% polaków nie ceni żadnego polityka! Ha! Czyli jednak mieszkają tu jeszcze ludzie z krztą zdrowego rozsądku!

Na koniec komentarz do postawy bojowniczek, które zarówno w swej pomysłowości i inteligencji, jak i modus operandi dorównują działaczom gejowskim i innego tego rodzaju popapranym aktywistom walczącym o równoupośledzenie i prawa człowieka dla dżdżownic. Podczas Kongresu Kobiet Polskich (bunch of old skanks on their periods - jakby to powiedział Pan Garrison) dużo mówiono o wprowadzeniu parytetów do list wyborczych. Jeśli ktoś nie jest zorientowany co kryje się pod tym hasłem, to już wyjaśniam. Chodzi o to, aby oddać feminazistkom 50% miejsc na listach wyborczych do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i samorządów. Ma to oczywiście na celu promować równouprawnienie i jest świetnym pomysłem. A ja powiem GÓWNO. Równouprawnienie my ass! Kobiety mogą kandydować i głosować - równouprawnienie jest. Pomysł ten jest oczywistym zamachem na dupokrację. Jeśli nikt na was nie chce głosować to się z tym pogódźcie i nauczcie z tym żyć. To jest jednak zbyt trudne, trzeba wprowadzić przymusową równość. 50% dla nas i chuj! Bo to jest równość! Społeczeństwo wybierze w wyborach 80 facetów i 20 babek, ale to nie jest równość, więc trzeba zabrać 30 miejsc facetom, bo społeczeństwo zagłosowało źle. Proste prawda? Pomysł kretyński i niebezpieczny zarazem. Już mamy spory odstetek debili w rządzie, a jeśli doszło by do tego, że jedynym kryterium załapania się do żłoba jest posiadanie jajników i nic poza tym, to wolę nie myśleć co by się działo. Kolejny raz nie chodzi o równości, chodzi o władzę. Dla nas.

Przepraszam, wcale nie o to chodzi, oto silny argument przeczący moim domysłom - "Politykę z kobietami robi się zupełnie inaczej, skupia się na tematach merytorycznych (...). Z kobietą-politykiem nie pójdzie się na wódkę".

I właśnie dlatego kobiety nie nadają się do polityki!!!

Bez pół litra nie razbieriosz!

08 lipca 2009

Przepraszam czy tu uczą, część druga...

Witam po przerwie! Po części spowodowana ona była, jak mawiają anglojęzyczni, writers block, a po części, najnormalniejszym i zupełnie naturalnym odruchem wymiotnym na 99% doniesień z kraju i ze świata. Myślę, że o ile writers block może być dla wielu z Was pojęciem obcym, to odruch wymiotny już nie! :) A z drugiej strony, to tak między Bogiem a prawdą ile razy można pisać o tym, że nasz rząd jest do dupy a Steinbach powinno się odpierdolić łeb przy dupie? A propos leada z tego newsa to nie mogę oprzeć się pokusie i nie strawestować: dzięki Bogu, że jeszcze nikt nie dał mi licencji na zabijanie, bo z pewnością (wg większości współczesnych doktryn religijnych) smażyłbym się w piekle. Chyba, że teoria, którą ukułem (nie ukrywam, czysto pod siebie), głosząca, że czerwoni i wszelka im podobna swołocz duszy nie mają, a co za tym idzie odesłanie takiego na łono kloaki z której wypełzł nie może być poczytane za coś złego, a wziąwszy pod uwagę ich szatańską naturę, być może, nawet za dobry uczynek! Rzecz jasna mogę się mylić! Starczy jednak tych quasi-teologicznych rozważań.

Przejdźmy do meritum zawartym w tytule posta. Od jakiegoś już czasu nic tak nie przykuwa mojej uwagi jak tegoroczne matury. Zapewne ktoś spyta się dlaczego? Matury są co roku! Fakt, w tym roku jednak zasób mojej wiedzy został wzbogacony o pewien, kuriozalny dla mnie, fakt, o którym do tej pory nie miałem pojęcia. Mianowicie, aby zdać "nową maturę" należy uzyskać 30% poprawnych odpowiedzi z każdego zdawanego przedmiotu. Jeśli się mylę, lub śnię - proszę poprawcie mnie! Horror, to pierwsza myśl jaka mi się nasuwa. Zaraz po niej, być może trącące frazesem, lecz moim zdaniem trafne stwierdzenie, mówiące, że takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Kierując się przytoczoną maksymą i patrząc na poziom edukacji w Polsce mogę bez zastanowienia stwierdzić, że mamy grubo przejebane! Nie chcę wdawać się w kolejne dywagacje na temat ułomności polskiego szkolnictwa, vide beznadziejnej kadry, poronionego programu, braku rzetelnej kontroli i nadzoru nad systemem, jak na Polskę przystało panoszących się (tak, nawet w szkolnictwie) sitw, etc. etc. etc. (Że nie wspomnę o kolejnym odwiecznym problemie, który nosi imię debli nade mną, debil pode mną). Pomijając te, jak i tysiąc innych kłód, które rzuca się pod nogi naszemu systemowi edukacji, to do ciężkiej cholery - 30%??? Fuck me.... Nie wiem jak Wy, ale kiedy ja pobierałem nauki to jeśli próg zdawalności wynosił tzw. 50+1 to był powód do radości. 30%? Wg moich standardów trzeba być debilem, żeby teraz nie zdać matury! Przepraszam, CIĘŻKIM DEBILEM. Zwłaszcza, że np. na języku polskim do zadań podane są fragmenty tekstu, na którym mamy/możemy oprzeć swój wywód. Co przecież oznacza, że nawet nie trzeba zadać sobie trudu przeczytania lektury! Jeśli ktoś niedowierza, zapraszam na stronę http://www.cke.edu.pl/, gdzie można pobrać arkusze egzaminacjyne.

Dum(b), dum(b), dum(b), dum(b), dum(b)....

Jaka wygląda zdawalność (arcytrudnego) egzaminu maturalnego w tym roku? Podaję za CKE (wszyscy zdający):
licea ogólnokształcące - 89%
licea profilowane - 61%
technika - 67%
licea uzupełniające - 40%
technika uzupełniające - 31%

Dum(b), dum(b), dum(b), dum(b), dum(b)....

Drzewiej mawiali (w nieco innym kontekście rzecz jasna) "oddam dyplom za przedwojenną maturę". Co powiedzieli by teraz? Gdyby oglądali South Park, być może: "screw you guys, I`m goin` home!" Pewnie jednak woleliby zapaść się pod ziemię.

30 maja 2009

Global history X

Rosjanie wpadli na ciekawy pomysł! Powołali spec-komisję, która będzie przeciwdziałała fałszowaniu historii. Myślę, że Polska też powinna powołać taką komisję. Historia fałszowana jest nagminnie, dlatego też komisja miałaby pełne ręce roboty, to po pierwsze, a po drugie, to wszyscy kochają komisje! Czyż nie? Z tym, że komisja mego pomysłu nie mogłaby być spec-komisją tylko z nazwy, o nie! Jej modus operandi musiałby diametralnie różnić się od tego jakim posługują się inne komisje. W obliczu niejednej, bezczelnej i drastycznej próby gwałtu na historii trzeba odwołać się do drastycznych metod. Członków komisji zaopatrzyć w cacka widoczne na zdjęciu obok i puścić w teren. Myślę, że taka komisja ostudziła by nieco wybiegi o jakich można przeczytać tutaj. Ciekawe jak długo jeszcze Niemcy będą próbowali odwrócić kota ogonem? Do skutku? Relatywizm jest straszny, a w rękach Niemców, brrr.

Oczywiście to tylko mrzonki. Nasz rząd miłości pozbawiony jaj i kręgosłupa nie potrafi się nawet porządnie helmutom odszczekać, że o zdziałaniu czegoś konkretnego na arenie międzynarodowej nie wspomnę.

08 maja 2009

Chleba naszego SBckiego...

"Człowiek honoru", Czesław Kiszczak przy okazji składania wyjaśnień na procesie dotyczącym wprowadzenia stanu wojennego, stwierdził, że obniżając emerytury SBkom (a ściślej oficerom służb specjalnych) pozbawia się chleba ludzi stojących nad grobem. Zaraz się popłaczę. Zamiast stać nad grobem powinni już dawno w nim być, jak wielokrotnie już powtarzałem, powinno się ich powywieszać na latarniach w `89. Niestety ten postulat po dziś dzień nie został zrealizowany, nad czym bardzo boleję. SBckie gnidy swoją kromkę chleba już zjadły, a i nakradły przy okazji trochę mąki - nie sądzę aby obniżenie SBkom emerytur równało się z odebraniem im chleba - a nawet jeśli, tym lepiej! Na pohybel czerwonym! Szanowny pan Kiszczak chyba nie do końca się orientuje jakiej wysokości emerytury dostają ludzie w tym kraju. Życzę mu z całego serca by był zmuszony do utrzymania się za przeciętną, polską emeryturę. Wydaje mi się, ba, mogę się założyć, że wtedy śpiewałby inaczej.

Jak na czerwonego przystało Kiszczak jest w pewien groteskowy sposób zabawny w swej argumentacji, twierdzi, że oficerowie SB "uczciwie służyli Polsce". Normalnie w pale się nie mieści. Czerwoni zdrajcy uczciwie służą Polsce, przecież to jest oksymoron! Służyć to oni służyli, owszem, nie byli jednak w służbie ani Polski ani uczciwości. Ale cóż, czerwony beton pozostanie czerwonym betonem i do grobowej deski będzie odwracał kota ogonem szerząc moralny daltonizm. Kiszczak ustawę "odbierającą chleb" nazywa "średniowieczem i afrykańskim buszem" i ponownie się myli. Szkoda, bo zarówno w pierwszym jak w drugim przypadku po czerwonych dawno już została by mokra plama. Co ciekawe udało mu się też powiedzieć coś z sensem!

"Bez udziału służb specjalnych porozumienie w 1989 r. nie byłoby możliwe".

Powyższe zdanie warto zapamiętać, zarówno ze względu na jego "wartość poznawczą" jak i dlatego, że Kiszczak powiedział prawdę! Fakt, iż wypowiedź ta miała na celu wybielenie SBków, no ale - Szanowni Państwo - czerwony powiedział prawdę! Za to warto się napić!

Na koniec pozwolę sobie na małą dygresję. W ramach cyklu demaskowania polskich absurdów, demaskowanie to może za dużo powiedziane, bo żeby ich nie dostrzegać trzeba być z planety Melmak, zapraszam do zapoznania się z newsem na temat NFZ. Nie dość, że żyjemy w kraju, w którym urzędnik na zagrodzie równy półbogowi, w sądach pracują albo debile, albo skorumpowani debile, a jak już się trafi jakiś normalny to wyrok i tak można sobie wsadzić, ludzie, którzy ciężko pracowali całe życie potrafią dostawać 120 zł emerytury a SBckie ścierwo po kilka tysięcy, bez posmarowania nic nie idzie załatwić, to jeszcze NFZ wymyśliło sobie, że "nie każdy pacjent, który dotąd korzystał z zabiegów, powinien być poddawany rehabilitacji, a tylko ten, który rokuje szansę na wyleczenie lub znaczną poprawę stanu zdrowia". Ludzkie pojęcie przechodzi! Panie i Panowie łamiący sobie głowy w NFZ, powiem jedno, dziękujcie Bogu, że władza w tym kraju nie jest w moich rękach, bo gdyby była, to też byście nie "rokowali". Jeśli wiecie co mam na myśli...

05 maja 2009

PC! FUCK YEAH!

Jestem PC! Dum(b), dum(b), dum(b)... Wszyscy razem! :)
Jeden z moich ulubionych chłopców do bicia daje o sobie znać kolejny raz. Walka o rząd dusz trwa, w wraz z nią postępuje kastracja intelektualna, jedną z metod kastracji jest poprawność polityczna, która, podobnie jak jej piewcy, kolejny raz udowadnia, że nie ma granic głupoty, których nie jest w stanie przekroczyć.
"Polityczna poprawność – zdaniem wielu - nakazuje ludziom mówić nie to, co myślą, ale to, co wypada. – Poprawność polityczna to jest właśnie cenzura". Zgadza się. Bo po co ludzie mają myśleć? Nic dobrego z takiego niekontrolowanego myślenia przecież nie może wyniknąć i choć w większości wypadków nie stanowi to wielkiego problemu, gdyż ludzie po prostu nie myślą (czego dowodem może być rozprzestrzenienie się PC) , to jeśli zdarzy się jakaś czarna owca, która popełni ten grzech, to na straży stoi PC. Nie ma wątpliwości co do tego, że jest to specyficzna forma cenzury. "Bo ktoś może poczuć się urażony". Straszne. Odwróćmy wszystko do góry nogami, zerwijmy z tradycyjną semantyką, dlatego, że ktoś może poczuć się urażony. Co z tego? Jeżeli ktoś będzie chciał kogoś obrazić, to i tak zrobi, w ten czy inny sposób. Natomiast jeżeli, ktoś lubi się obrażać na wszystko i wszystkich, nie potrafi interpretować tego co się do niego mówi, lub też interpretuje wszystko wg jednego klucza, to trudno, czemu mamy się tym przejmować? Czemu mamy ustępować obrażalskim ćwierć mózgom? Ja nie widzę ani jednego powodu. Powiem więcej, mam głęboko w dupie to, że ktoś może poczuć się urażony. Życie toczy się dalej, spróbuj nadążyć.

Piewcy równości bez granic nie ustają w swych dążeniach do całkowitej eufemizacji języka. Wycierając sobie przy tym nagminnie gębę hasłami takimi jak wolność, tolerancja czy równość. Podczas gdy w gruncie rzeczy nie mają z nimi nic wspólnego. To banda wykolejonych hipokrytów, faszystów wypisz wymaluj, dzielących świat na tych co z nimi i tych, których trzeba zniszczyć, w głębokim poważaniu mają wolność i równość, chcą tylko uprzywilejowanego statusu dla siebie, po to by mogli do woli i w spokoju propagować swe dewiacje.

A propos walki o "równość", warto wspomnieć o pomyśle Kampanii przeciw Homofobii, która postuluje o to, aby sankcja za znieważanie gejów była zawarta w kodeksie karnym. KpH chce, aby do art. 257 kk. dopisać: "z powodu orientacji seksualnej". Pomysł ten popiera dyżurny gej i (nomen omen) (pa)Jacyków. Ma on jednak, o dziwo, pewne, wg mnie bardzo uzasadnione wątpliwości co do praktycznego funkcjonowania tego zapisu. Dobrym pytaniem, jeśli taki zapis zostałby wprowadzony (o zgrozo!), jest jak wyglądałoby jego egzekwowanie? Jeżeli zmieniony przepis zabraniałby publicznego znieważania ze względu na orientację seksualną, to czy hetero mogliby pozywać homo za znieważenie? Czy byłby to przepis wpisujący się w dzisiejsze realia i tylko homo mogliby pozywać hetero? Albo lepiej, czy homo pozywaliby homo? Powstaje także kolejne pytanie, co jest orientacją seksualną a co nie? Bo z pewnością ustawa (jak to w Polsce) nie precyzowałaby tego zagadnienia. Więc, jeśli ktoś lubi 5-letnich chłopców, to czy mógłby kogoś pozwać na nazwanie go pedofilem? Przecież to orientacja seksualna! Ha!
Pomijając wątpliwość przytoczone powyżej, sprawa ta ilustruje to, że bojownicy o równość wcale o nią nie walczą. Walczą o większy kawałek tortu dla siebie. Powtórzmy dla SIEBIE. Nie chodzi o równość, chodzi o pewne grupy ludzi ich interesy. Bo czy nie jest tak, że każda współczesna dupokracja gwarantuje swoim obywatelom pewne niezbywalne, przyrodzone prawa, bez względu na to komu i co lubią pakować w tyłek, jaki mają kolor, płeć i religię? Ale nie to mało, potrzebne są oddzielne zapisy, najlepiej dla każdego po jednym. Pytanie dlaczego? Czy geje i inne "mniejszości" nie czują się ludźmi? Dlatego potrzebują oddzielnych zapisów? Czy wcale nie zależy im na promowaniu idei równości, na co wskazywałyby ich działania, tylko na preferencyjnym traktowaniu?

Na koniec kolejny raz przypomnę kwestię z filmu "Sami Swoi", sądy sądami, a państwo i tak Cie zgnoi! Oto czytamy, że sądem sądem, a fiskus swoje. Nie pierwszy raz słyszę o podobnych praktykach, jak i o samowoli fiskusa. Nasuwa się pytanie, po jaką cholerę nam te sądy? Skoro nawet one nie są w stanie ukrócić urzędniczej anarchii? Rozwiązać i pogonić kijami w jasną cholerę. Jakie to krzepiące wiedzieć, że żyje się w kraju, w którym wyrok sądu można sobie wetknąć w tyłek (po tym jak już się go doczeka). Żeby było śmieszniej to kwestia nie tyczy się tylko wyroków WSA, co jest i tak sprawą co najmniej kuriozalną, ale i NSA!

Sądy, sądami, tylko gdzie się podziały moje granaty?

03 maja 2009

O tym i o tamtym.

Wszyscy wiemy, że dziennikarstwo w Polsce na bardzo wysokim poziomie stoi. Media są obiektywne i profesjonalne, rzetelnie przedstawiają otaczającą nas rzeczywistość, tak aby każdy mógł interpretować ją według swojego uznania. Nie brak ciekawych materiałów i wywiadów z ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia. Takim właśnie wywiadem raczy nas (Der) Dziennik.
Bohaterem tegoż wywiadu jest wielkiej sławy, urody i intelektu aktorka Anna Korcz. Co ma ciekawego do przekazania? To, że mężczyźni w Polsce śmierdzą, że Tusk jest przystojny i, że "profesor" Bartoszewski jest "tirem napoleonek z kremem". Szalenie interesujące, prawda? Być może ktoś zada pytanie, po jaką cholerę przytaczam te bzdety? Po to, aby zilustrować pewne zjawisko, polegające na tym, że byle ćwok, który kilka razy ukazał się na szklanym ekranie czuje się legitymizowany do tego, by grać rolę autorytetu w przynajmniej kilku dziedzinach życia. Można także potraktować ten materiał jako ilustruję beznadziejność rodzimego, tfu, dziennikarstwa - typowy, tendencyjny zapychacz. Wolę jednak traktować ten materiał w kategoriach rozrywki. Pożal się Boże aktorka realizująca się głównie w telenowelach, która uważa, że hindusi są przepiękni, Tusk przystojny, a Bartoszewski mądry, plus osoba, która uważa, że warto o tym zrobić wywiad - prawdziwa pigułka śmiechu. A tak poważnie, to Who gives a fuck?

Będąc przy śmiechu i ćwokach, którym wydaje się, że są autorytetami, i że ludzi interesuje to co mają do powiedzenia, czytamy, że bojkot TVP nie wypalił, gdyż "zwyciężyła mentalność grillowa".
Do bojkotu TVP nawoływały "środowiska tfurcze", TVP jest teraz zła gdyż siedzi w niej Farfał, który poza tym, że jest złem wcielonym, to w dodatku nie należy do "Klubu" więc jest "be".
Krauze: [...]"to wstyd, żeby telewizją publiczną kierował człowiek z taką przeszłością". "Przeszłością" jest jeden z najcięższych grzechów, poza nie byciem członkiem "klubu", czyli przynależność do Młodzieży Wszechpolskiej! Gdyby był SBeckim konfidentem byłby OK!
Straszne to zaiste, całym sercem łączę się ze "środowiskiem tfurczym" w jego cierpieniu.
Krauze: "To świadczy o bezradności środowisk twórczych wobec propagandowej machiny telewizji". Warto dodać, że opisywana sytuacja świadczy o czymś jeszcze. Panowie i Panie reprezentujący "środowisko tfurcze", "elyto intelektualna" (przepraszam za wyrażenie) - ludzie mają was w DUPIE. To musi boleć. Coś mi mówi, że o wiele bardziej niż Farfał, który prędzej czy później z TVP wyleci. Bycie zmuszonym do wyjęcia głowy z własnej dupy i powąchania, choćby przez chwilę, czegoś innego niż własne bąki, przez co przez tę krótką chwilę, osamotniona szara komórka łapczywie łapie trochę tlenu, akurat tyle by być zdolną do stworzenia impulsu, który mówi: Nie jestem półbogiem, idolem, autorytetem... PIARD i powrót do błogostanu. Taka jest właśnie polska "elita" (ponownie przepraszam za wyrażenie), kisząca się własnym gównie, przeświadczona o swej wyższosći i prawie do ferowania wyroków, mówienia ludziom co mają myśleć. A tu prztyczek. Przegraliście z serialem. Tak zwany reality check, rzeczywistość vs. tfurcy: 1:0

A teraz coś o służbie zdrowia. Jak na Polskę przytsało pora na aburd. Lekarze nie chcą leczyć anotetkyczki, gdyż jest za chuda (sic!). Duh! Jakby miała normalną wagę to by nie musiała się leczyć! Niektórych nie powinno się leczyć ze względu na brak mózgu i ewidentną nieprzydatność dla społeczeństwa - lekarze odpowiedzialni za tę sytuację z pewnością by się zakwalifikowali. Tak to jest, gdy do pewnych zawodów trafiają ludzie, którzy nie kierują się powołaniem, a chęcią napchania kabzy. A tak jest w Polsce, gdzie jak wiadomo zamiast gospodarki rynkowej panuje zawoalowany feudalizm podszyty sitwokrajcą. Lekarze, podobnie jak chyba każda grupa zawodowa w tym kraju, dzięki, której można trochę zarobić to dobrze zorganizowana sitwa, kierująca się tylko i wyłącznie swoim interesem. Nie liczą się ludzie zdolni, z powołaniem, tylko członkowie klubu. Co tam człowiek... No chyba, że ma kasę, wtedy można się zastanowić... A biedni mogą zdychać. Polska to świetne miejsce. Macie wątpliwośći? Można je szybko rozwiać.
Dziwię się, że nie walą do nas drzwiami i oknami, kraj, który tak dba o swoich obywateli powiniem być oblegany ze wszystkich stron. Bez komentarza.

26 kwietnia 2009

Tortury.

Ciekawostka przyrodnicza. CIA stosowała "brutalne techniki przesłuchań" domniemanych członków Al-kaidy, lecz nie pokusiła się zbadanie skuteczności tychże technik! Tak, przecież teraz trzeba wszystko "zbadać" i najlepiej przedstawić wyniki na znormalizowanym formularzu tortur b1 wraz z załącznikiem c2 w zgodności z międzynarodowym standardem katowania więźniów g3 i certyfikatem ISO 3001, a potem porównać z tabelką skuteczności tortur.

Nie znam się na przesłuchaniach, ani torturach, ale słyszałem, że:

po pierwsze, primo - nie ma ludzi odpornych na ból;
po drugie, primo - z akumulatorem na jajach jeszcze nikt nie kłamał.

09 kwietnia 2009

Współczesna wykładnia wolności...

...czyli co rozumiem przez eurofaszyzm. UE wyprodukowała kolejny raport, który rzecz jasna jest niepokojący, gdyż stwierdza, że gejbijki (geje i lesbijki ©) są dyskryminowani. Raport ten nie wzbudziłby mojego zainteresowania, gdyby nie to, że zawiera bardzo ciekawą "wykładnię" pojęcia wolność. "Podstawowe prawo do wolności zgromadzeń było ograniczone albo przez władze publiczne, albo przez ataki kontrdemonstrantów (...)

Wiem, że kontrdemonstracje w polskim wykonaniu potrafią przybierać formy dalekie od cywilizowanych, choć nie jest to jedynie polską domeną. Nie w tym jednak rzecz. Z powyżej zacytowanego zdania bije pewna bardzo zatrważająca logiczna niekonsekwencja, lub jeśli kto woli pokrętna konsekwencja. Jak gromadzą się gejbijki, po to aby publicznie manifestować swą odmienność, to jest to wolność zgromadzeń, gdy równolegle gromadzą się ludzie, którzy nie pałają miłością do gejbijskiego ekshibicjonizmu i pragną to zamanifestować, to już nie jest wolność zgromadzeń, tylko ograniczanie wolności...
Kolejny raz piewcy wolności i równości bez granic udowadniają, że są żywcem wyjęci z powieści Orwella. Wspomniany raport mówi także o tym, że polskie społeczeństwo jest bardzo niechętne przyznaniu gejbijkom większych praw, tj. nie popiera adopcji dzieci oraz "małżeństw" homoseksalnych - co rzecz jasna, jak i też cały raporot, jest wielce niepokojące. Wcale mnie to nie dziwi, "ostoja normalność" (przynajmniej pod tym względem) musi niepokoić dewiantofilskie lobby.

Tak więc, pamiętajcie! Według jedynie słusznej wykładni wolnośći, o niektórych rzeczach można mówić dobrze albo w ogóle! A wolność jako taką trzeba traktować wybiórczo, nie można do niej podchodzić bez odpowieniego klucza. A klucz rzecz jasna jest jedyny słuszny, postępowy, tęczowy, libertyński i rewizjonistyczny. O tym zdroworosądkowym lepiej zapomnijcie, bo zostaniecie zesłani do obozu tolerancji wzorem z kreskówki South Park.

Jako potwierdzenie faktu, że współczesna "wolność" to neofaszyzm wypisz, wymaluj polecam felieton Ziemkiewicza. Z tezami w nim zawartymi zgadzam się w pełnej rozciągłości i podpisuję się obiema rękami, lub jak kto woli oburącz ;) Kobieta zostaje pozbawiona tytułu miss i odsądzona od czci i wiary, dlatego że ośmieliła wyrazić swoje zdanie na temat pedrylskich "małżeństw". Wszystko dzieje się w USA, kraju, który częstokroć mienił się "liderem wolnego świata". Wolność, jaka wolność? Politycznie poprawny totalizm, ten z tych najgorszych, gdyż zawoalowany, suto okraszony dwujmyśleniem i podwójnymi standardami. Taką wolność, to sobie (nomen omen) w dupę wsadźcie!

Będąc przy podwójnych standardach, wolności, a zarazem nawiązując do jednej z moich wcześniejszych tez, mówiących o tym, że demorkacja jest do dupy, zapraszam do lektury o afgańskiej ustawie. Newsa pozostawiam bez komentarza, może tylko wspomnę o tym, że za każdym razem jak go czytam to zrywam boki ze śmiechu.

24 marca 2009

Prasówka.

Jakiś czas temu natrafiłem na newsa o niejakim Rushu Limbaughmie. Choć wiadomość jest zdawkowa i tak naprawdę niewiele można się niej o jegomościu dowiedzieć, to już go lubię!
Dlaczego? Bo jak tu nie pałać sympatią do kogoś o kim pisze się w następujący sposób: " Jest pewny siebie, nieskomplikowany i prawie zawsze atakuje Demokratów, feministki i wszystkich na lewo".

Teraz coś z serii "duh" lub jak kto woli oczywista oczywistość. Prasa spekuluje, iż praca pięknego Kazia w banku Goldman Sachs to tak zwana ściema lub mniej kolokwialnie fikcja. Stwierdzenie to aż prosi się o skomentowanie amerykańskim DUH! Kaźmirz był i jest jedynie figuratnem. Bo niby jaką radą mógłby służyć bankierom? Do głowy przychodzą mi 2 opcje. 1. numery telefonów do ludzi liczących się w poslkiej polityce, 2. korepetycje z fizyki? (choć nr 2 to raczej czysta abstrakcja).

Na koniec jeden z moich ulubionych "chłopców do bicia", coś z serii a nie mówiłem czyli polityczna poprawność! UE w celu stworzenia języka "neutralnego płciowo" (sic!) wydała wytyczne, w których zakazuje stosowania zwrotów takich jak "pan" i "pani" jak również zwracania się do kobiet w sposób określający ich stan cywilny. Fuck me sideways! Sam już nie pamiętam od ilu lat powtarzam, że PC nie może prowadzić do nieczego dobrego, ale rzecz jasna mało kto chce słuchać.
Nie wiem czy autorom uda się zrealizować wizję języka neutralnego płciowo, wydaje mi się za to, że udało im się osiągnąć stan bycia neutralnym inelektualnie! Wolność i demorkacja w wykonaniu chorych na tolerancję urzędników UE - Orwell pełną gębą, lub jak kto woli neofaszyzm realizowany pod egidą wartości demokratycznych - inaczej nie potrafię tego nazwać.

Neutralni płciowo, neutralni religijnie, neutralni rasowo, neutralni narodowościowo - szara, bezkształtna, wykastrowana intelektualnie masa, przesiąknięta relatywizmem moralnym, pozbawiona wartości, świadomości i własnego zdania, chowająca się za gąszczem bezsensownych przepisów i regulacji, tonąca w biurokracji, niezdolna do samodzielnego funkcjonowania i brania odpowiedzialności za swoją egzystencję, próżna i bezpłodna - jest jak z przemówienia Gomułki - stoi nad przepaścią i zaraz zrobi krok do przodu...

15 marca 2009

Kobieta za kółkiem.

Nie raz słyszałem, że kobiety są lepszymi kierowcami od mężczyzn, gdyż powodują mniej wypadków, jeżdżą ostrożniej, itd. Za każdym razem, gdy dana mi była konfrontacja z tą teorią wybuchałem gromkim śmiechem - jak na męskiego szowinistę przystało. Jak dotychczas jechałem (tu długa chwila na zastanowienie) z jedną kobietą, która prowadziła samochód poprawnie, sam prowadząc auto widziałem może 2 panie, które całkiem nieźle dawały sobie radę na drodze. Niezły bilans, nieprawdaż?

Wiem, że skrajności są niezdrowe, ale uważam, że kobiety stwarzają większe zagrożenie na drodze niż mężczyźni. Statystyki być może przemawiają przeciwko mej teorii, no ale są kłamstwa, cholerne kłamstwa i statystyki! Osobiście prowadząc samochód bardziej boję się pani, która zatrzymuje się na środku skrzyżowania, rozkłada ręce i z paniką wypisaną na twarzy zastanawia się co ma zrobić, po czym włącza prawy migacz i jedzie w lewo, niż jegomościa w sportowym odzieniu, który z lewoskrętu pojedzie prosto. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny, jegomość w sportowym wdzianku jest przewidywalny i to aż do bólu.

Na koniec wiadomość, która skłoniła mnie do podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami na temat kobiet za kółkiem. Nota bene coś z serii priceless, czyli za wszystko inne zapłacisz kartą. :)

11 marca 2009

Ciekawe...

Brazylijski kościół objął ekskomuniką lekarza (min.), który przeprowadził zabieg usunięcia ciąży u 9 latki najprawdopodobniej zgwałconej przez swojego ojczyma. Jeśli chodzi o domniemanego gwałciciela/pedofila to jemu już ekskomunika nie grozi, gdyż "poważniejszym czynem niż gwałt jest aborcja, niszczenie niewinnego życia". Nie jestem zwolennikiem aborcji, jednakże jestem o wiele większym przeciwnikiem debilizmu. Tak, aborcja jest unicestwieniem niewinnego życia, istnieją jednak pewne skrajne przypadki, w których można ten czyn usprawiedliwić. Myślę, że ten przypadek do takich właśnie należy. Oczywiście kościół jest odmiennego zdania, lepiej by było, aby dziewczynka jak i jej niedoszłe dzieci zmarły w trakcie ciąży lub podczas porodu, co byłoby bardzo prawdopodobne.

Jestem bardzo ciekaw co by się stało, gdyby ekskomuniką objąć kretynów kalibru biskupa Don Jose Cardoso Sobrinho? Byłby to bardzo ciekawy "eksperyment" niestety na jego realizację nie ma co liczyć, gdyż wtedy prawie nikt nie miałby wstępu do kościoła - i nie mam tu na myśli jedynie wiernych...

07 marca 2009

Wrogie państwo opiekuńcze.

Istnieje taki termin jak państwo opiekuńcze (ang. nanny state, welfare state). Terminem tym określa się państwa kapitalistyczne, w których funkcjonuje rozbudowany system socjalny oraz interwencjonizm i protekcjonizm państwowy.
Doskonałym przykładem nanny state jest Wielka Brytania, realia tam panujące świetnie odzwierciedlają teoretyczny model państwa opiekuńczego. O ile UK jest swego rodzaju przodownikiem, to wiele innych krajów "rozwiniętych" w mniejszym lub większym zakresie wydaje się realizować schemat państwa opiekuńczego. Zwłaszcza jeśli potraktować UE jako twór o charakterze quasi państwowym.
A to nie wróży to niczego dobrego!

Poza przytoczonym już terminem państwa opiekuńczego, od jakiegoś czasu funkcjonuje inny termin, wg mnie trafnie obrazujący prawdziwe oblicze tego modelu społeczno-politycznego. Termin ten to wspomniane w tytule - wrogie państwo opiekuńcze. Termin ten, (o ile mnie pamięć nie myli) ukuty przez ekonomistów krytycznie nastawionych do tego modelu, coraz częściej używany jest przy okazji dyskusji na temat długofalowych, szkodliwych skutków działania państwa opiekuńczego.

Jakie zagrożenia niesie ze sobą nanny state? Przede wszystkim przyczynia się do powstania rzesz funkcjonalnych analfabetów. Jest to oczywiście co poniektórym na rękę, gdyż jak wiadomo ciemną tłuszczą o wiele łatwiej kierować niż ludźmi świadomymi, reprezentującymi pewien poziom intelektualny. Jest to jednak ślepa uliczka, gra na krótką metę. Jak świat światem idioci przewyższali liczebnością ludzi rozumnych, nie znaczy to chyba jednak, że nie należy podejmować działań mających na celu zmianę tego stanu rzeczy. Państwo, które uzależnia od siebie swoich obywateli podając im wszystko na tacy, zawsze gwarantując miękkie lądowanie wyrządza sobie i im wielką krzywdę. Ludzie żyjący w takim systemie stają się leniwi, przestają dbać o siebie i o swój rozwój. Bo niby po co? Nie ma takiej potrzeby. Jest przecież socjal, państwo pomorze! Skoro nie ma ostrzeżenia przed tym żeby nie wchodzić na tory, to pewnie można bez obaw zrobić sobie tam piknik! Przecież państwo czuwa! Po co iść do pracy, skoro jest zasiłek? Po co zdobyć wykształcenie, skoro można zrobić sobie dziecko w wieku 16 lat i dostać zasiłek? Po co myśleć, po co brać odpowiedzialność za samego siebie i swoje czyny?

W tym miejscu pragnę stanowczo podkreślić, że nie jestem zdania, iż większość ludzi wie co jest dla nich dobre. Wręcz przeciwnie, jak to już nie raz mówiłem, ludzie to debile i zazwyczaj gówno wiedzą. Nie zmienia to jednak w żaden sposób faktu, że uważam, iż należy podążać w stronę systemu, w którym ludzie będą mogli decydować o kształcie swojego życia i ponosić konsekwencje tych decyzji. Wiem, powiało brawurą! No ale cóż, podobno do odważnych świat należy!

Podobno... Warto podkreślić to słowo, gdyż patrząc na dzisiejszy świat dochodzę do wniosków diametralnie różniących się od ludowych mądrości i porzekadeł. Wróćmy jednak do państwa opiekuńczego, socjal, protekcjonizm, interwencjonizm, tysiące niepotrzebnych regulacji prawnych i oczywiście dbanie o to, aby żadna mniejszość nie była dyskryminowana (bo większość można) - wszystko to skutkuje masą horrendalnych absurdów. Funkcjonalnemu analfabetyzmowi dziarsko towarzyszy kastracja intelektualna i libertynizm o kosmicznych wręcz proporcjach. Wszystko to skutkuje zepsuciem oraz powolnym rozkładem zachodnich społeczeństw.

A propos kastracji intelektualnej, nie mogę nie wspomnieć o jednej z jej form, jednego z moich "pupilków", współczesnej formy cenzury w białych rękawiczkach - politycznej poprawności.
Polecam lekturę artykułu pt. "Zakazane słowa" - czyli kilka słów o tym co można, a czego nie można powiedzieć będąc w UK. Dzięki Ci Boże, że Polska ciągle jest "zaściankiem"! I oby nim pozostała jak najdłużej na pohybel ultratolerancji! Piewcy poprawności politycznej są dla mnie doskonałym przykładem kastratów intelektualnych, chciało by się rzecz: wytwór potwornej epoki równości, dzieci swoich czasów. Mówiąc ich językiem intelectually challenged... Moim zdaniem trzeba być zapóźnionym umysłowo, by popierać zgubne gierki semantyczne PC. Czarne jest czarne i tyle. Gdzie ta wolność, którą tak chętnie wycierają sobie gębę aktywiści wszelkiej maści? A, przepraszam, wolność w ich wykonaniu nazywa się na niektóre tematy albo dobrze albo w ogóle...

Wrogie państwo opiekuńcze jest o ile jest terminem bardzo trafnym, to dosyć łagodnym. W moich oczach modus operandi jaki przyjmuje obecnie UE i część "krajów" rozwiniętych to specyficzna forma neofaszyzmu suto okraszona czerwoną gorączką. Wszytko oczywiście i imię równości, tolerancji, wolności i praw dżdżownic, wszystko majestacie postępu...
Niespecjalnie mnie to dziwi, cóż jest bardziej ekscytującego od władzy, prawdziwej władzy, władzy absolutnej. A prawdziwa władza to min. możliwość wmówienia ludziom, że czarne jest białe!

Tak np. w UK (nie, nie uwziąłem na nich) rodzice dzieci, którzy nie wyrazili zgody na ich uczestnictwo w lekcjach o sodomitach grożą kary pieniężne lub sprawy sądowe (sic!) !!!
Chore, co? W ramach komentarza mogę powiedzieć tylko jedno, ponownie nawiązując do filmu Sami Swoi, sądy sądami, a sprawiedliwość i tak musi być po naszej stronie. Czytaj: prędzej spaliłbym szkołę niż puścił swoje dziecko na zajęcia o "kochających się inaczej"!

Czy już mówiłem, że apokalipsa jest coraz bliżej?

P.S.
Na koniec news z Polski rodem. Jak wiadomo państwo polskie do opiekuńczych raczej nie należy, ale do wrogich, to i owszem!